Autostradą przed końcem roku?

0
134
REKLAMA

Deklaracji dotyczących zakończenia budowy autostrady było co niemiara, a gdyby wierzyć politykom, to piękną autostradą powinniśmy mknąć z miasta nad Białą do Krakowa, a dalej do Wrocławia, Zgorzelca itp. już… cztery lata temu. Nie, to wcale nie żart. Jako dowód przytoczmy wypowiedź byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, z którym rozmawialiśmy w marcu 2006 roku również o autostradzie. „Chciałbym, aby autostrada z Krakowa do Tarnowa była w 2008 roku. Mamy taką szansę, bo są pieniądze, a działania, które podjęliśmy w ubiegłym roku – przygotowawcze i naprawcze, bo popełniono błąd formalny – dają możliwość wybudowania tego odcinka w ciągu dwóch lat. Drogowcy dla bezpieczeństwa podają rok 2009, ale myślę, że ta pierwsza data jest realna i postaram się, aby autostrada za dwa lata była gotowa.” – deklarował premier.
Latka przeleciały i okazało się, że obietnice polityków powinny znaleźć się tam, gdzie ich miejsce, czyli między bajkami. Dodajmy: obietnice nie tylko premiera Marcinkiewicza, bo przedstawiciele kolejnego rządu podobne „terminowe” bajki opowiadali, a gdyby przypomnieć niektóre deklaracje lokalnych posłów, którzy mieli „lobbować, wpływać i przyśpieszać” w związku z autostradą, to powinni się dzisiaj spalić ze wstydu.
Realia gospodarcze okazały się nieubłagane – żaden z trzech odcinków autostrady między Szarowem a Tarnowem nie został ukończony w czasie, którego dotyczyły tworzone pod kątem doraźnych korzyści politycznych obiecanki; ba, nawet już po zawarciu przez GDDKiA kontraktów z firmami budującymi autostradę również żadnego terminu nie dotrzymano, a wszyscy też z pewnością pamiętamy, że hasła „autostradą na Euro 2012” okazały się wyłączenie myśleniem życzeniowym.
Już po zakończeniu Euro 2012 w krakowskim oddziale GDDKiA słyszeliśmy, że najbardziej prawdopodobne terminy uruchomienia autostrady Kraków‑Tarnów to pierwszy kwartał 2013 roku, ale bez odcinka z Brzeska do Wierzchosławic, którego budowa potrwa dłużej.
Tymczasem w ubiegłym tygodniu okazało się – notabene po raz kolejny – że krakowsko‑tarnowskim odcinkiem A4 możemy pojechać szybciej, a konkretnie jeszcze przed końcem tego roku. Usłyszeć taką deklarację można było nie od polityków, ale złożył ją Jacek Gryga, dyrektor krakowskiego oddziału GDDKiA, który dodał również, że chcą, aby trasa była dostępna dla kierowców od razu w całości, choć fragment od Brzeska do Wierzchosławic wciąż będzie w budowie. Na tym odcinku ruch miałby się tam odbywać w obydwie strony po jednej jezdni, która praktycznie jest już na ukończeniu.
Przypomnijmy, iż pierwotnie, jeszcze przed Euro, gdy planowano uruchomienie autostrady „w kawałkach”, obowiązywała koncepcja, iż odcinek Brzesko‑Wierzchosławice zostanie „przełożony” na krajową „czwórkę”. Z autostrady miałoby się zjeżdżać w okolicach Brzeska, tłoczyć się na drodze krajowej, wjeżdżać znowu na autostradę koło Wierzchosławic i znowu na „czwórkę” pod Tarnowem.
Jak wynika z ostatnich danych GDDKiA, najbardziej zaawansowana jest budowa pierwszego i trzeciego odcinka A4, czyli z Szarowa do Brzeska (23,1 km) oraz z Wierzchosławic do podtarnowskiego węzła „Krzyż” (13 km). Najbardziej pechowym jest liczący 21 km, środkowy odcinek, który od jesieni ubiegłego roku buduje konsorcjum firm Heilit + Woerner Budowlana, Strabag i Poldim. Pech polega na tym, że najpierw z budowy wycofało się polsko‑macedońskie konsorcjum NDI – SB Granit, a niedawno uczestnik obecnie prowadzącego prace konsorcjum – tarnowska firma Poldim – ogłosił bankructwo.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o