Awantura o cmentarz c.d.

0
306
REKLAMA

Komentarz Adama Bartosza, prezesa zarządu Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej:
Dla oszczędności słów, staram się jak najkrócej skomentować tekst red. Roberta Nogi.
Jest to tekst nierzetelny dziennikarsko. Trochę na siłę okraszony wątkami sensacyjnymi. Musiałbym sporo miejsca poświecić, aby się odnieść do całości. Sprawa w skrócie wygląda tak. Skończyliśmy remont cmentarza żydowskiego. Koszt 3 000 000 zł.

REKLAMA

W tym 800 000 zł musiałem/śmy uzbierać wśród ludzi dobrej woli z całego świata. Gigantyczna robota dla mikroskopijnego zespołu Komitetu. Przez ponad trzy lata prezes Gminy Żydowskiej w Krakowie (właściciel cmentarza) ani raz nie pojawił się na cmentarzu (18 moich listów relacjonujących na bieżąco postęp prac i zapraszających do ich obejrzenia, prośby o konsultacje itp.). Nie pojawił się też na uroczystości zakończenia prac (byli ważni ludzie z Polski i ze świata). Były podziękowania etc. Nasza duma etc. I perspektywa 5 lat dbania o cmentarz, jako obowiązek narzucony przez grantodawcę. A więc kolejne tysiące złotych trzeba skądś zdobyć. A więc 3 mln zł w prezencie dla prezesa Jakubowicza + obowiązek dbania o cmentarz, przy wkładzie Gminy = 0 zł.
Nasz kłopot: od końca 2018 nasz kolega Jerry Bergman, urażony (oszczędzę mu eksponowania powodów) zaczął szkalować mnie/Komitet, posądzając o wielkie finansowe nadużycia, zasypując Gminę Żydowską donosami. Jednocześnie znany profesor judaistyki Leszek Hońdo, z (powodów równie żenujących) zaczął odkrywać wielce „kompromitujące” mnie, nieprawidłowości, łącznie z wynoszeniem nagrobków poza cmentarz (może nimi handlowałem?). Na dodatek Konserwator tarnowski, w czasie odbioru prac stwierdził, że nie zaktualizowaliśmy pozwolenia konserwatorskiego (minął urzędowy termin). A więc mandat. 1000 zł, 0,003% sumy grantu. Mandat poszedł, nie wiem, czemu do T. Jakubowicza. Czując się jednak winnym (zgodnie z porozumieniem ja jestem zarządcą cmentarza) wpłaciłem z własnej kieszeni tę karę na konto Gminy (nie mogłem kary zapłacić w imieniu Gminy). Wcześniej jednak prezes Jakubowicz, po uwzględnieniu zabawnego Raportu Hońdy i donosów Bergmana na FB zawiadomił Konserwatora o wypowiedzeniu mi porozumienia o zarządzaniu cmentarzem. Ale nasze porozumienie nie przewiduje takiego rozwiązania. I dlaczego mnie nie powiadomił, tylko Konserwatora?? Murzyn zrobił swoje…
Co mam do zarzucenia autorowi tekstu? Przykładowo.
1. Wiedząc, że J. Bergman wezwany przez prawnika o przedstawienie jakichkolwiek dowodów moich/naszych przestępstw, ostrzeżony o sankcjach prawnych – zamilkł, żadnego dowodu nie pokazał, red. Noga cytuje brednie Bergmana, który ewidentnie się przestraszył swych łgarstw. Po co więc mnie w to publicznie ubierać? Komentując ponadto: Bergman (….) został pozbawiony członkostwa (…), ale (…) Bartosz, zapowiadanych „kroków prawnych” (…) nie podjął. Wyraźna sugestia Redaktora: skorom nie podjął, to znaczy, że mam coś na sumieniu?
2. Moją wypowiedź na temat renowacji red. Noga kwituje: Z otrzymanej dotacji oraz terminów (…) trzeba się będzie jednak rozliczyć. Podobnie jak z zastrzeżeń dotyczących sposobu prowadzenia robót. Co znaczy – jednak? Że niby: „jednak” coś jest na rzeczy? Czy wie Pan coś o kłopotach Komitetu odnośnie terminów? Rozliczeń? Skąd więc ta sugestia? Czy nie jest to tendencyjna manipulacja?
Osobna sprawa, to tzw. Raport… profesora Leszka Hońdy. Mój komentarz do tego Raportu/Donosu wysłany tam, dokąd trafić powinien, obejmuje 6 stron. Opublikuję go. I nie będzie to miłe dla Pana Profesora.

Od autora:
Przede wszystkim dziękuję Prezesowi Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie – Adamowi Bartoszowi, że zechciał odnieść się obszernie do wątków poruszonych w moim artykule: „Awantura o cmentarz”. Szczerze mówiąc mógł to bez problemów uczynić podczas rozmowy, o którą poprosiłem go, przygotowując materiały do napisania powyższego tekstu. Wówczas jednak był bardzo oszczędny w dawkowaniu informacji, uzależniając ich podanie od zdradzenia, od kogo dowiedziałem się o problemach kierowanego przez niego stowarzyszenia. Z oczywistych względów nie mogłem tego uczynić, ponieważ postąpiłbym nie tylko wbrew obyczajom dziennikarskim, ale także zawodowej etyce.
Pisząc artykuł, oparłem się wyłącznie na zaprezentowaniu „suchych” faktów, popartych obficie cytatami z pism i oficjalnych dokumentów. Faktem jest bowiem kara nałożona na właściciela kirkutu za prowadzenie prac przez Komitet bez nadzoru konserwatora, faktem jest opinia zawierająca wiele krytycznych uwag o realizowanych pracach, wydana przez judaistę, naukowca z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Leszka Hońdę, czy w konsekwencji pismo przewodniczącego Gminy Żydowskiej cofające Komitetowi prawo do prowadzenia dalszej działalności na kirkucie. Faktem są też zadane przez Jerrego Bergmana pytania dotyczące spraw finansowych związanych z działalnością Komitetu i to, że ten wykluczył go za to z grona swoich członków. Ale też to, że zarząd stowarzyszenia nie odniósł się do tych zarzutów konkretnie. Natomiast pomimo uznania, iż – naruszają dobre imię stowarzyszenia oraz jego członków i prowadzą do narażenia interesów Komitetu na straty moralne i materialne – wbrew zapowiedziom zawartym w uchwale Nadzwyczajnego Walnego Zebrania z lipca oraz w uchwale Zarządu z września br., nie skierował w stosunku do Bergmana żadnych kroków prawnych.
Przytoczonych faktów nie komentowałem, nie interpretowałem, ani też nic nie sugerowałem. Nie interesowały mnie spekulacje na temat stosunków na linii Komitet – Gmina Żydowska, ani też osobiste relacje pomiędzy Prezesem Adamem Bartoszem a Jerry Bergmanem oraz profesorem Leszkiem Hońdą, którego, co oczywiste, z pewnością będę namawiał, aby wytłumaczył Czytelnikom swoje krytyczne stanowisko w kwestii prowadzonych na kirkucie prac.
W podsumowaniu pozwoliłem sobie jedynie na dygresję, że z otrzymanych pieniędzy publicznych, jakości oraz terminu wykonania prac Komitet będzie się musiał rozliczyć, co jest przecież „oczywistą oczywistością”. Czy ta konstatacja to przykład mojej nierzetelności?
Ale skoro przy nierzetelności już jesteśmy… Prace na cmentarzu żydowskim, obiekcie o charakterze zabytkowym, prowadzi instytucja, którą kieruje przecież niezaprzeczalnie zasłużony działacz kultury. W dodatku muzealnik, były wieloletni dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie, czyli osoba, która wszelkie, ścisłe procedury z tym związane, musi mieć po prostu w „małym palcu”. Jak więc nazwać fakt, że miesiącami prace te były prowadzone de facto nieprawnie, jeśli nie właśnie nierzetelnością? Chyba, że Prezes Adam Bartosz zna inne, bardziej adekwatne do zaistniałej sytuacji określenie…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o