Bazarowy handel

0
246
bazarek
REKLAMA

Jajka „pod chmurką”
Polska jest ponoć bazarową potęgą, bo w całej Unii Europejskiej tylko we Włoszech jest wyższy niż u nas udział targowisk w handlu detalicznym. Jesteśmy zwolennikami kupowania w takich miejscach, co częściowo wynika z doświadczeń z okresu przed transformacją ustrojową, kiedy place targowe umożliwiały dostęp do towarów nieosiągalnych w sklepach, zwłaszcza ubrań czy kosmetyków.Moda na kupowanie na bazarach nie znika również z Tarnowa, gdzie mamy kilka stałych targowisk: Burek oraz znajdującą się w pobliżu Halę Miejską i plac przy ul. Łaziennej,
a także przeniesioną do Chyszowa Kapłanówkę, małe place przy ul. Akacjowej i Klikowskiej oraz wyspecjalizowane giełdy – samochodową, owocowo‑warzywną i kwiatową. Na miejskich targowiskach można kupić właściwie wszystko: kwiaty, ubrania, buty, torebki, dywany, meble, wiklinę, narzędzia, sprzęt AGD. Rzeczy nowe i używane, z gwarancją i bez. Oprócz warzyw i owoców oferowane jest mięso i wiejskie wędliny, rolnicy sprzedają jajka, sery, masło, śmietanę i mleko w butelkach. Kupcy handlują pod namiotami, na stoiskach i „pod chmurką”. Towar jest oferowany z ręki albo leży na stołach, łóżkach polowych, składanych stolikach, w skrzyniach i na ziemi.
Zainteresowanych takim handlem nie brakuje, a najbardziej popularne miejskie targowiska to Kapłanówka i Burek, gdzie można doliczyć się około 300‑400 kupców, z czego 80 proc. to osoby handlujące na stałe.
– Oba targowiska są praktycznie w całości zajęte, tylko na placu Łaziennym, gdzie sprzedaje się odzież, mamy jeszcze jedno czy dwa wolne stoiska – zaznacza Jacek Chrobak, dyrektor Targowisk Miejskich w Tarnowie.

REKLAMA

Od wczesnego rana…
Na najbardziej obleganym przez tarnowian Burku życie zaczyna tętnić już około szóstej rano, gdy kupcy wypakowują towar z samochodów. Muszą się spieszyć, bo już kilka minut później pojawiają się klienci.
– Pierwsi kupujący zjawiają się tuż przed siódmą, czasem nawet wcześniej. Najszybciej znika dobry towar o najniższej cenie, bo nasi klienci liczą pieniądze – przyznaje pan Marek, handlujący na Burku już od kilku lat. Takich jak on jest więcej – przywożą na targ swoje ziemniaki, kapustę, pomidory, ogórki i czereśnie, ale chcąc utrzymać się z handlu, muszą wzbogacić asortyment na stoisku, dlatego na giełdach rolnych lub w hurtowniach dokupują jeszcze paprykę, brzoskwinie, banany bądź winogrona.
Równie wcześnie na placu pojawiają się kupcy, którzy handlują sporadycznie, uiszczając jedynie opłatę targową. – Przywiozłam dziś kilka litrowych słoików borówki amerykańskiej, zerwanej wczoraj wieczorem z krzaków koło domu. Sama nie zjem, a szkoda, żeby się zmarnowały. Mam też trochę warzyw z ogródka: marchewkę, natkę pietruszki, cebulę i jabłka po dwa złote za kilogram – zachwala handlarka spod Tarnowa.
Kupcy narzekają, że sprzedaje się obecnie znacznie gorzej niż jeszcze kilka lat temu.
– Supermarkety, dyskonty i galerie robią swoje, klientów jest coraz mniej. Ludzie wolą podjechać na wygodny parking pod duży sklep i tam kupić wszystko. Kiedyś handel przedświąteczny na targowisku zaczynał się 3‑4 tygodnie przed świętami, teraz ruch jest tylko w ostatni weekend – wzdycha właścicielka sporego owocowo‑warzywnego stoiska. – Jeśli klientów jest mniej, to i obroty są mniejsze. Jeszcze dziesięć lat temu rzeczywiście można było zarobić, a teraz po odliczeniu wszystkich opłat w kieszeni zostaje niewiele.

Targowiska z zyskiem
Kto kupuje na bazarach? Targowiska nie zawsze przyciągają cenami, które czasami są nawet wyższe niż w dyskontach, ale trafiający na place tarnowianie są przekonani o dobrej jakości i świeżości produktów.
– Pomidory kupuję tylko na Burku, bo mam tam stałego dostawcę spod Dębicy. W ubiegłym roku za kilogram małych pomidorków nadających się na domowe przeciery płaciłam tylko dwa złote, w tym roku warzywa te były po trzy i pięć złotych. Podobnie jest z owocami przetwarzanymi na soki, kompoty czy dżemy. Nie wyobrażam sobie, bym większe ilości czereśni, wiśni lub porzeczek kupowała w supermarkecie. Niedawno za kilogram dużych ogórków do kiszenia płaciłam na Burku tylko 90 groszy – chwali się pani Łucja z Tarnowa. – Ponadto na bazarze jest szansa, że kupowane tam owoce i warzywa pochodzą wprost od rolnika i zostały zebrane nawet tego samego dnia.
Nasza rozmówczyni na bazarze kupuje też kwiaty do sadzenia na działce, jajka i wiejską wędlinę. – Mam znajomego, który w każdy czwartek chodzi do Hali Miejskiej po mięso. Musi jednak wstać dość wcześnie, bo im bliżej południa, tym lady coraz bardziej świecą pustkami – dodaje tarnowianka.Latem bazarowy handel kończy się między godziną 17 a 18. Wiosenne i letnie miesiące są najlepsze nie tylko dla kupców, lecz również dla miasta. W maju z opłat targowych, czynszu i najmu wpływa do kasy miejskiej nawet 300 tys. zł, w ubiegłym miesiącu było to ponad 200 tysięcy złotych. Roczne dochody miasta z placów targowych sięgają natomiast 1,8 mln złotych.– Po odliczeniu kosztów zostaje niewielki zysk rzędu 300‑400 tys. zł, ale najważniejsze, że miasto do targowisk nie dopłaca – podkreśla Jacek Chrobak.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments