Brzydkie oblicze miasta

0
220
brzydki-tarnow
REKLAMA

Plener w wersji posępnej
Jak na ulicy Krakowskiej między dworcem autobusowym a wiaduktem. Mniej niż 500 metrów – dodajmy – od skweru z fontanną w formie Układu Słonecznego, figurującego jako atrakcja we wszystkich przewodnikach. Ćwierć trasy przystanku autobusowego i atrakcje są tu całkiem inne – odrapane fasady budynków ze starym graffiti, ruina blaszanej budki po dawnym sklepie z wykładzinami, wiatr unosi śmieci przy krawężnikach. Poprawę widać za wiaduktem, gdy minie się już obszar prac ziemno‑remontowych: posesje pozostawiają tu może sporo do życzenie w kwestiach ładu architektonicznego, ale przynajmniej ktoś o nie dba, i czasem sprząta.
Przejdźmy Wałową. Parę kroków w boczną uliczkę i mamy widok na wielokrotnie krytykowany budynek TP SA. Brzydki sam w sobie i od dawna nieremontowany, dziś wygląda nie tylko jak relikt kryzysowego socjalizmu, ale i jak plener z wojennego Bejrutu czy Groznego. Tylko wybić parę okien i można kręcić!… Otoczenie nie jest lepsze – ślepe ściany budynków, odrapane i z odpadającym tynkiem, na dachu niskiego, zapadłego w ziemię garażu czy piwniczki przedziwne zapory z drutu kolczastego. Jedyne ocalałe w tym obszarze drzewo prezentuje wciąż bezlistne, poskręcane gałęzie.
Nawet parkujące tu samochody wyglądają jak porzucone podczas pospiesznej ewakuacji…
Spacerek na „zaplecza” ulicy Lwowskiej. Placyk z pomnikiem Witosa jako tako prezentuje się tylko od frontu i to pod warunkiem, że nikt akurat nie wysypie chleba dla gołębi albo niczego nie upuści. Od tyłu nawet zieleń iglaków nie zasłania czerniejących płyt spaczonych stopni pod pomnikiem ani zrzucającej płaty tynku fasady dawnego zajazdu na placu Drzewnym – dziś budynku mieszkalnego, wyremontowanego jakieś dwadzieścia lat temu. Grzyb żyjący w starych murach jest jednak żywotny i od lat robi swoje. Najbliższe okolice –pomalowane mury, zamykane pogiętą blachą bramy czy opuszczona działka przy ulicy Dąbrowskiego, gdzie chwasty i śmieci toczą walkę na kruszącym się betonie i rdzewiejącej blasze. Poszarzała i wystrzępiona płachta reklamy sklepu dla plastyków tylko częściowo zasłania to pole bitwy od ulicy.

REKLAMA

Skrót dziejowy
Idźcie dalej, gdzie ze spacerowych bulwarków nad Wątokiem można podziwiać panoramę przeciwległego brzegu, stanowiącego piękny przykład architektury mieszanej –od stacji trafo po rudery. Swoistą premią u wejścia na bulwary jest rozległy widok na odnowiony budynek Zespołu Szkól Plastycznych w pierwszym planie, wyglądające jak wojenny plener mury Młyna Szancera w planie drugim, a w tzw. głębi ostrości – podniszczone wieżowce z lat siedemdziesiątych w okolicach Lwowskiej. Dobra ilustracja do hasła „Tarnów, miasto kontrastów” – nie wiadomo czemu niewykorzystywanego? Widokowy polski skrót historyczny. Może postawić tu tablicę z odpowiednim objaśnieniem?
Bulwarem dochodzimy do budynku straży miejskiej na Nadbrzeżnej Dolnej – budynek jest także reliktem socjalistycznego budownictwa, od dawna wołającym o remont. Na szczęście (albo i nie) dwie sąsiednie kamienice nie tworzą kontrastu: zrzucają z siebie brudny tynk i szkło z wybitych okien. Pejzaż uzupełniają prowizoryczne garaże i rozbudowane w dobie segregacji śmietniki. Obok jest nowy skwerek Anieli i Józefa Piszów, gdzie można sobie usiąść i popatrzyć.
Kamienica z kancelariami adwokackimi naprzeciw Zakładu Karnego wygląda z kolei jak ilustracja powieści Dickensa, który, jak wiadomo, sporo i niepochlebnie pisał o prawnikach. Widoczna od Narutowicza uliczka wzdłuż więziennego muru także nie zachęca do spaceru – no, powiedzmy, że widoki za więziennym murem nie powinny zachęcać osadzonych do ucieczki. A może powinny?

Tędy nie chodź…
Uliczki odchodzące od Lwowskiej – jak Sienna, Klasztorna czy Goslara, starają się z kolei dowieść, że Tarnów nie dla pieszych zbudowano. Na pogiętym asfalcie i rozpadających się płytach można skręcić i nogę, i kark. Chodnik przed przedszkolem przy ul. Goslara to dwa rozjeżdżające się pasy pokruszonego asfaltu – żeby przejść tędy w miarę równym krokiem, trzeba mieć nogi różnej długości. Na szczęście i tak zwykle zastawiony jest parkującymi samochodami.
Gdyby w tych śródmiejskich uliczkach była glina i rozległe kałuże, byłoby przynajmniej malowniczo. A tak, choć malowniczo nie jest, trzeba stale patrzeć pod nogi. A że wieczorami i oświetlenie uliczne zostawia wiele do życzenia, bez porządnej latarki lepiej tu w ogóle nie wchodzić. Szczególnie, że jeśli komuś w poniedziałek rozbije się na chodniku słoik z nieapetycznie wyglądającym bigosem, można założyć, że zostanie na krzywym trotuarze przynajmniej do piątku.
Wybierzmy się wreszcie ulicą Matki Bożej Fatimskiej w miejsce, gdzie miał stanąć nowy, lepszy magistrat. Żywopłot od ulicy MB Fatimskiej to więcej postrzępionych reklamówek i folii niż zieleni. Po „Kapłanówce” został pejzaż zamkniętych baraczków po sklepach i firmach, które bez sąsiedztwa placu handlowego przestały mieć rację bytu, i pusty plac, gdzie wiatr nosi śmieci i parkuje kilka samochodów. W sąsiedztwie ruiny Pralfy z kolorowym pejzażem przyulicznego śmietniska. Nad zakładem wulkanizacyjnym powiewają flagi z emblematami firm motoryzacyjnych – postrzępione i brudne jak w horrorze. Wszechobecne śmieci, badyle, zamazywane kilkakrotnie kibicowskie grafitti. Miasto‑widmo w stylu wschodnioeuropejskim.
Większość tarnowian zgadza się, że w ostatniej dekadzie miasto wyładniało. Niestety, tylko miejscami. Wciąż jesteśmy galicyjskim „miasteczkiem kontrastów”. I obskurnych zapleczy.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments