Chory nie chodzi, więc… musi umrzeć

0
344
Chory nie chodzi, więc musi umrzeć
REKLAMA

Pani Barbara opiekowała się stryjem Adamem od 20 lat, przez cały ten czas była także jego prawną opiekunką. W 1999 roku mężczyzna został sądownie ubezwłasnowolniony, a główną tego przyczyną była schizofrenia, na którą zachorował jako młody człowiek. W grudniu ubiegłego roku pan Adam zmarł, a pani Barbara obwinia za to lekarzy z dwóch medycznych placówek – Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II oraz Wojewódzkiego Szpitala im. Św. Łukasza w Tarnowie.

Jej zdaniem do śmierci stryja przyczyniło się złe diagnozowanie, zlekceważenie wcześniejszego przebiegu choroby, nieodpowiednio dobrane leczenie oraz zwłoka w działaniach lekarzy. Mężczyźnie odmówiono także wykonania zabiegu wszczepienia zastawki aortalnej metodą TAVI, mimo że wcześniej został do tego zabiegu zakwalifikowany. Postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci pana Adama prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnowie.
– Stryj, mimo że miał już 78 lat, był sprawny i nie skarżył się na żadne dolegliwości fizyczne. Miał co prawda nowotwór prostaty, jednak leczony był hormonalnie, co powodowało, że choroba przebiegała bardzo łagodnie, praktycznie bezobjawowo. Kłopoty z sercem pojawiły się dopiero w ubiegłym roku, od razu pojechałam z nim do lekarza, który skierował nas do szpitala w Tarnowie, stamtąd stryj trafił pod opiekę medyków Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. Przyjęty został na oddział kliniczny kardiologii interwencyjnej, lekarze po poszerzeniu diagnostyki przed planowanym zabiegiem stwierdzili u niego ciężką stenozę zastawki aortalnej i przewlekłą niewydolność serca, wskazali również konieczność wykonania zabiegu wszczepienia zastawki aortalnej metodą TAVI. Do domu wypisany został w dobrym stanie, a o terminie przyjęcia do kliniki mieliśmy zostać poinformowani telefonicznie – relacjonuje pani Barbara.

REKLAMA

Kwestia życia lub śmierci
Pod koniec października stan pana Adama bardzo się pogorszył, trafił na oddział kardiologii Specjalistycznego Szpitala im. Edwarda Szczeklika w Tarnowie. – Tamtejsi lekarze przez miesiąc bardzo mocno o stryja walczyli i powiedzieli wprost, że wykonanie zastawki to dla niego kwestia życia lub śmierci, w trybie pilnym przewieziony został do KSS im. Jana Pawła II. Tam jednak zderzyłam się z całą brutalnością służby zdrowia, od lekarza usłyszałam, że zabiegu nie będzie, bo pacjent… nie chodzi. No ale, jak miał chodzić, gdy przez kilkadziesiąt dni leżał podpięty do monitora? Panie rezydentki wytłumaczyły mi, że takie przypadki definiowane są przez NFZ, to znaczy, że pacjenci niechodzący i niewstający po prostu są dyskwalifikowani z zabiegu. Aby wykonać zabieg, który wart jest 100 tysięcy złotych, chory musi rokować i spożytkować kosztowne działania! Zapytałam, czy gdyby przyjęty został pacjent z porażeniem nóg też nie wykonano by mu zabiegu? Panie wprost odpowiedziały, że także zostałby zdyskwalifikowany. Byłam kompletnie załamana, w szpitalu zaproponowano, że zrobią Adamowi plastykę balonową, co pomoże i pozwoli mu oczekiwać na wszczepienie zastawki aortalnej TAVI nawet przez sześć miesięcy, wyraziłam na to zgodę. Kilka dni po zabiegu balonikowania Adam wypisany został do domu, skierowano go na rehabilitację oraz zalecono dalsze leczenie w poradni kardiologicznej. Co ciekawe, w karcie informacyjnej jest zapis, że chory przekazany został z oddziału kardiologicznego w Tarnowie w trybie pilnym do zabiegu TAVI, jest też wzmianka o tym, iż… zabieg ten został wykonany 29 listopada. Uwagę na to zwróciłam dopiero po śmierci Adama – mówi pani Barbara.

Nieprawdziwe informacje
Ze szpitala w Krakowie pan Adam został wypisany 4 grudnia, kilka dni później z wizytą przyszedł do niego rodzinny lekarz. – Nie było dobrze, wezwałam karetkę pogotowia, która odwiozła go do Szpitala im. św. Łukasza w Tarnowie. Od 16.30 przez następne trzy godziny przebywał w izbie przyjęć, mimo że jego wyniki sugerowały rozległy zawał. Nie pozwolono mi do niego wchodzić, nie informowano o jego stanie zdrowia. Dopiero po godzinie 19 przewieziony został na oddział kardiologiczny, przy czym warto wspomnieć, że mimo, iż jego stan był bardzo poważny, nie był monitorowany. Około godziny 20 kardiolog zbadał pacjenta i zlecił podanie dopaminy, którą u osób zażywających leki psychotropowe stosuje się z zachowaniem dużej ostrożności. Pojechałam do domu i położyłam się bardzo późno spać, a kiedy o czwartej nad ranem sprawdzałam telefon zauważyłam, że mam nieodebrane połączenie ze szpitala. Zadzwoniłam tam po siódmej rano, dowiedziałam się, że Adam został przeniesiony do oddziału intensywnego nadzoru kardiologicznego. Ta informacja nie była prawdziwa, a w momencie kiedy mi ją przekazywano, Adam od przynajmniej dziewięciu godzin nie żył. Do karty wpisano: „Po kilku godzinach hospitalizacji personel pielęgniarski stwierdził u pacjenta brak oddechu i tętna”.
Po pogrzebie pani Barbara zaczęła dokładnie studiować szpitalną kartę. – Miał wręcz tragiczne wyniki badań, w moim przekonaniu nikt ich nie czytał, nikt nie zwrócił na nie uwagi. Potem wzięłam się za czytanie kart ze szpitala w Krakowie, w nich także znalazłam wiele nieścisłości i nieprawidłowości. Postanowiłam złożyć zawiadomienie do prokuratury rejonowej o popełnieniu przez lekarzy błędów, które pozbawiły mojego stryja życia. Sprawa przekazana została do prokuratury okręgowej. Zapytałam również Narodowy Fundusz Zdrowia, czy prawdą jest, że wydał wytyczne o niewykonywaniu kardiologicznych zabiegów u pacjentów, którzy nie chodzą. Odpisano mi, że nie istnieją wytyczne NFZ, jakie wskazywałyby, iż pacjent niechodzący nie jest kwalifikowany do kosztownego zabiegu.

Sprawę badają prokuratorzy
Prokuratura Okręgowa w Tarnowie wszczęła śledztwo w sprawie narażenia pana Adama na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osoby zobowiązane do opieki nad Adamem S. Postępowanie dotyczy lekarzy z Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, jak i medyków ze Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie. Z dokumentu podpisanego przez prokurator Beatę Padło wynika, że śledczy prowadzą postępowanie w sprawie poświadczenia nieprawdy przez lekarzy krakowskiej lecznicy co do okoliczności, mającej znaczenie prawne w karcie informacyjnej z leczenia szpitalnego pana Adama w tej placówce. Prokuratorzy rozważają nieprawidłowości postępowania diagnostyczno-leczniczego i zaniechania wykonania odpowiednich badań dla ustalenia przyczyny występowania u pacjenta niedokrwistości i nie podjęcia w związku z tym stosownych czynności leczniczo- terapeutycznych. Szukać będą także odpowiedzi na pytanie, dlaczego lekarze nie uwzględnili dotychczasowego przebiegu choroby i leczenia, i nie wykonali odpowiednich badań gazometrii i markerów serca, mimo że istniały ku temu medyczne wskazania oraz dlaczego odmówili wykonania zabiegu wszczepienia zastawki aortalnej metodą TAVI, mimo wskazania do zabiegu. Prokuratura zbada także, czy lekarze nie poświadczyli nieprawdy poprzez nieuwzględnienie w karcie informacyjnej opisu wykonanych u pana Adama kilku badań oraz dlaczego skierowano go na rehabilitację, mimo że istniały przeciwwskazania zdrowotne, czym w sposób nieumyślny mogli przyczynić się do jego śmierci.

System chory, jak serce Adama
W odniesieniu do lekarzy z Wojewódzkiego Szpitala im. św. Łukasza w Tarnowie śledczy sprawdzają, czy poprzez nieodpowiednie postępowanie diagnostyczne i lecznicze, nieuwzględnienie dotychczasowego przebiegu choroby 78-latka i nieuwzględnienie wyników badań wykonanych w izbie przyjęć, które wskazywały na jego zły stan zdrowia, nie przyczyniono się do śmierci pacjenta. Stryjowi pani Barbary podano także dopaminę w sytuacji, gdy przed hospitalizacją zażywał leki psychotropowe, nie umieszczono go także w sali monitorowanej, mimo że stan jego zdrowia tego wymagał. Przez to lekarze mogli w sposób nieumyślny spowodować śmierć mężczyzny.
– Czy w sytuacji, gdy chodzi o ludzkie życie mają obowiązywać limity? Czy gdy ktoś zachoruje w listopadzie, to znaczy, że musi umrzeć, bo szpital nie ma pieniędzy na jego leczenie? Czy starzy pacjenci nie mają szans na powrót do zdrowia? Jeśli dzisiaj skazują na śmierć chorych, którzy nie chodzą, to może następni będą łysi, albo rudzi? Zabieg TAVI z powodzeniem wykonywany jest nawet u 90-latków, Adam mógł być z nami jeszcze długie lata. Był schizofrenikiem, ale zarazem wspaniałym człowiekiem, był czasem jak dziecko, ale cała rodzina była z nim bardzo związana emocjonalnie. Nie musiał umrzeć, zdecydowały o tym lekarskie błędy i brak przestrzegania procedur – mówi ze smutkiem pani Barbara. – Adamowi odmówiono wykonania zabiegu wymiany zastawki, bo przez chore serce był leżący, ale nie przeszkadzało to zespołowi tych samych lekarzy w ostatnim dniu jego pobytu poddać go rehabilitacji i uznać go za chodzącego tylko po to, żeby jako chodzącemu odmówić realizacji transportu sanitarnego ze szpitala do domu. Ten system jest bardziej chory niż serce Adama.

P.S. Imię bohaterki tekstu zostało na jej życzenie zmienione, dane tylko do wiadomości redakcji.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o