Co się działo w ośrodku socjoterapii?

0
1109
REKLAMA

– Posyłając córkę do Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Tarnowie zgotowałam jej piekło, czego do dzisiaj bardzo żałuję. Była tam rok i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że wyszła stamtąd w fatalnym stanie psychicznym, zdemoralizowana i bez jakiejkolwiek pomocy – wyznaje pani Bernadetta z Bielska‑Białej. – Za utrzymanie córki płaciłam 800 złotych miesięcznie, a ona chodziła głodna, nie miała zajęć z terapeutą, a w budynku ośrodka panował bałagan nie do opisania.

REKLAMA

– Dziewczęta wstawały, kiedy chciały, spóźniały się do szkoły, jak nie zdążyły zjeść śniadania, chodziły głodne do obiadu. Moja córka była ciągle krytykowana przez wychowawców, dzwoniła i płakała, że nie daje rady, wreszcie próbowała podciąć sobie żyły. Została odwieziona do szpitala psychiatrycznego w Krakowie, o czym dowiedziałam się długo po fakcie od niej samej. Żaden z pracowników nie poinformował mnie o tym, mimo że dziewczyna była niepełnoletnia – to opinia pani Małgorzaty z Cieszyna, która także zrezygnowała z usług ośrodka.
– Córka nigdy nie była aniołem, ale to, co spotkało ją w tarnowskim MOS woła o pomstę do nieba. Wysłałam tam swoje dziecko w dobrej wierze, że uzyska potrzebną pomoc i wsparcie. Ale nic takiego nie nastąpiło, a jak się później dowiedziałam, w ośrodku nie mieli nawet jednego terapeuty z prawdziwego zdarzenia. Wysłałam ją do innej placówki, jest tam rok i widzę, jak pod opieką dobrych specjalistów zmienia się i porządkuje swoje życie – mówi pan Roman z powiatu bocheńskiego.
– Bywam w ośrodku co tydzień, zawożę córkę na zajęcia z logopedą. To, co tam widzę bardzo mnie dziwi i zasmuca, młode dziewczęta pozostawione bez opieki snują się po korytarzach, nudzą się, są pozostawione same sobie, nie mają zajęć. Bardzo mi tych dzieci żal, bo mam świadomość, że w placówce nikt im nie pomoże – mówi anonimowo mieszkanka Tarnowa.
To tylko kilka z bardzo wielu niepochlebnych opinii, jakie udało nam się zebrać na temat Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Tarnowie.

Kontrole z kuratorium

– Monitoring pracy Ośrodka Socjoterapii i Centrum Libertia trwał ponad dwa lata. Pod koniec stycznia i na początku lutego ubiegłego roku przeprowadziliśmy w nim kompleksową kontrolę, wydaliśmy ponad 30 zaleceń. Głównym zarzutem kierowanym pod adresem placówki było to, że przebywają w nim dzieci bez orzeczeń o konieczności kształcenia specjalnego, co jest wymogiem przyjęcia do tego typu placówki. Pod koniec lutego 2018 roku Małopolskie Kuratorium Oświaty zawiadomiło Prokuraturę Okręgową w Tarnowie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wyłudzeniu dotacji na uczennice nieposiadające orzeczeń. W czasie kontroli w ośrodku przebywały 44 wychowanki, 18 z nich nie miało wymaganych dokumentów. Ośrodek dołączył do akt sprawy opinie o potrzebie kształcenia specjalnego, jednak dokumenty takie w ogóle nie znajdują się w obiegu prawnym, a ponadto wydane zostały przez poradnię pedagogiczną prowadzoną przez ten sam organ – CE Libertia – wyjaśnia Dorota Skwarek z krakowskiego kuratorium.
Kolejna kontrola ośrodka przeprowadzona w kwietniu 2018 roku miała na celu sprawdzenie, czy wdrażane są w nim zalecenia pracowników kuratorium. – Realizowane nie były, więc 25 maja wystąpiliśmy do prezydenta Tarnowa z wnioskiem o wykreślenie Libertii z ewidencji podmiotów zajmujących się prowadzeniem placówek oświatowych. W sierpniu, po wydaniu decyzji prezydenta, zarząd centrum edukacji odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który w marcu 2019 roku wydał decyzję korzystną dla Libertii – dodaje Dorota Skwarek.
Jako, że do krakowskiego kuratorium w dalszym ciągu napływały głosy krytykujące działalność tarnowskiego ośrodka, w marcu i kwietniu podjęta została kolejna kontrola, która również wykazała mnóstwo nieprawidłowości. Na tym się nie skończyło, po raz kolejny kuratorium wzięło Libertię pod lupę 18 i 19 września. Dyrektor Dorota Skwarek mówi, że tym razem kontrolerzy dopatrzyli się nieprawidłowości związanych z bezpieczeństwem wychowanków ośrodka, fatalnymi warunkami bytowymi, w dalszym ciągu wiele wychowanek nie miało wymaganych orzeczeń. – Poinformowaliśmy Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Okręgową Inspekcję Pracy o tym, że nauczyciele zatrudniani są na podstawie umów zleceń, co jest niezgodne z obowiązującym prawem. Planujemy kolejną kontrolę.

Na dom i taksówkę dla pani dyrektor

Równolegle z kontrolami prowadzonymi przez pracowników kuratorium czynności sprawdzające prowadził także tarnowski magistrat. Okazało się, że Centrum Edukacyjne Libertia – podmiot prowadzący MOS spowodował wielomilionowe nadużycia polegające na niewłaściwym wydatkowaniu oświatowej subwencji. Libertia wykazywała wychowanków nieposiadających wymaganych orzeczeń, podobnie rzecz się miała w prowadzonej przez nią prywatnej poradni psychologiczno‑pedagogicznej, przedstawiała faktury za niewykonane remonty. Ponadto finansowała wynagrodzenie dla nauczycieli i terapeutów, którzy zajęć nie prowadzili, były także wykazywane fikcyjne szkolenia. Najbardziej zdumiewające jest to, że z pieniędzy dotacji finansowany był wynajem domu dla dyrektorki szkoły, a także liczne przejazdy taksówkami bez uzasadnienia celu podróży. W ciągu trzech ostatnich lat Libertia otrzymała blisko osiem milionów złotych dotacji z tarnowskiego urzędu, już wiadomo, że część tej kwoty będzie musiała oddać.
– Tylko za 2017 rok Libertia musi nam oddać ponad 800 tysięcy złotych. Na razie prowadzimy postępowanie administracyjne polegające na wezwaniu do zapłaty niesłusznie pobranej subwencji, jeśli to nie przyniesie efektu, wystąpimy na drogę sądową – tłumaczy dyrektorka wydziału edukacji tarnowskiego magistratu, Bogumiła Porębska.
Ale na konieczności zwrotu niesłusznie pobranej subwencji sprawa się nie kończy. – W związku z wyłudzeniami trzy osoby z zarządu Libertii usłyszały prokuratorskie zarzuty, są to Bożena S., jej syn Oskar oraz Ewa Ć. Śledztwo wykazuje, że nawet dotacje, które udzielone zostały zgodnie z prawem nie były wydatkowane na kształcenie, terapię, czy wychowanie młodzieży. Przeznaczane były na prywatne cele wymienionych osób. Za doprowadzenie samorządu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem grozi do ośmiu lat więzienia – wyjaśnia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki.

Brali dotację, nie płacili rachunków

Sytuacja panująca w MOS jest dotkliwa nie tylko dla jego wychowanek, daje się także we znaki zatrudnionym tam nauczycielom i wychowawcom, o czym świadczy bardzo duża rotacja pracowników. 20 listopada napisali oni list zaadresowany do prezydenta Tarnowa, Romana Ciepieli. – Stanowczo odcinamy się od wszelkich działań byłych właścicieli i zarządu CE Libertia. Skutki tych działań od dłuższego czasu dotykały nas samych. Mamy na myśli fatalne warunki pracy, zrównanie wypłat do najniższej krajowej pensji, ich ratalność, nieterminowość oraz długotrwałe i celowe wprowadzanie nas w błąd przez władze Libertii. Obawiamy się, że dotacje nadal trafiać będą w ręce organu prowadzącego, czyli byłych właścicieli MOS‑u – CE Libertia. Prosimy, aby korzystając z mocy swoich uprawnień spowodował pan jak najszybsze zakończenie procedury przekazania nowemu właścicielowi jako organowi prowadzącemu – zaapelowali do prezydenta.
Nowym właścicielem MOS‑u jest Piotr Obrzud, prezes fundacji Generation Bridge. – Niedawno zakupiłem od Libertii prawa do prowadzenia Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Tarnowie. Złożyłem stosowne dokumenty i czekam na wpis do ewidencji podmiotów mających prawo do prowadzenia działalności oświatowej – mówi Obrzud. I dodaje, że to, co zastał w ośrodku nie było budujące. – MOS ma blisko 450 tysięcy zaległych opłat, nie chcę tego oceniać, ale wygląda na to, że poprzedni właściciele brali dotację i za nic nie płacili. Przez ostatnie dwa miesiące wydałem już około 230 tysięcy na utrzymanie ośrodka – żywienie wychowanków, bieżące rachunki i wypłaty dla pracowników.
Prezes Obrzud twierdzi, że placówka potrzebuje nowego dyrektora, on jednak, dopóki nie uzyska wpisu do ewidencji nie może nic w tym zakresie zrobić. Skarży się także, iż niesłusznie zostaje wrzucony do jednego worka z zarządem Libertii. – Po przejęciu ośrodka sam poszedłem do prokuratury i poinformowałem o pewnych sprawach. MOS jest w bardzo trudnej sytuacji, to fakt, wszyscy mówią o pieniądzach, wyłudzeniach i tym podobnych sprawach. Szkoda, że nikt nie zwraca uwagi na straty niematerialne, których doświadczają głównie potrzebujące pomocy dzieci. Chcę zmienić wizerunek ośrodka, poprawić w nim warunki kadrowe i bytowe.

Kto zarabia na krzywdzie dzieci?

Tarnowska Libertia powstała cztery lata temu, działalność prowadzi w Tarnowie, Tuchowie, Brzesku i Starym Sączu, jej założycielem i właścicielem był Oskar Sz. W tym samym czasie zarejestrowano także Fundację Libertia, w skład której wchodzili Bożena Sz. matka Oskara, Oskar Sz., Barbara Sz. oraz Ewa Ć. – wszyscy pochodzą z Łodzi. W 2017 roku powołana została spółka Centrum Edukacyjne Libertia.
Bożena Sz. prowadziła Impresariat Artystyczny Ventaro, koproducenta Festiwalu Czterech Kultur w Łodzi. Oskar z wykształcenia jest informatykiem i ekonomistą, pracował, między innymi jako analityk kredytowy w jednym z banków. W 2016 roku rozpoczął działalność jako prowadzący poradnię psychologiczną i ośrodek socjoterapii.
Postacią bez wątpienia najbardziej barwną jest Ewa Ć., była dyrektorka jednego z łódzkich gimnazjów. Jej koledzy z pracy byli w szoku, kiedy dowiedzieli się, że przywłaszczyła sobie 30 tysięcy złotych, które należały do rady rodziców. Na wieść o tym kurator zagroził Ewie Ć., że zwolni ją z pracy, ta jednak przeszła na wcześniejszą emeryturę. W trakcie śledztwa przyznała się do winy i stwierdziła, że była to tylko pożyczka, którą jak najszybciej odda. Została skazana na półtora roku więzienia, przy czym wymierzenie kary zawieszono na pięć lat, zagrabione pieniądze miała zwrócić w ciągu czterech lat.
To niejedyne „wyczyny” oskarżonej niedawno Ewy Ć., od kilku osób wyłudziła kredyty, niektóre w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Mimo, że obiecała ich spłatę, nigdy tego nie zrobiła. W szkole zbierała od rodziców pieniądze na mundurki, od każdego po 50 złotych, w placówce było wtedy 300 uczniów. Kwoty przepadły. Prowadziła też zbiórkę na szkolne podręczniki, których dzieci nigdy nie zobaczyły, przez lata nie rozliczała się z pieniędzy wpłacanych przez pracowników na konto Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Swojemu mężowi Ewa Ć. wynajmowała w szkole lokal, w którym ten prowadził hurtownię książek, pozostały po nim niezapłacone rachunki za telefon. Wszystkie te machlojki uszły byłej dyrektorce płazem.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o