Podopieczne Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Tarnowie nie mają zajęć terapeutycznych, zamiast brać udział w lekcjach oglądają filmy, są niewłaściwie żywione i karane z błahych powodów. Prezes Fundacji Generation Bridge, która prowadzi placówkę, nie chce wypowiadać się na temat zarzutów stawianych przez pracowników, ani na temat funkcjonowania MOS.
– W ośrodku przebywają dziewczęta z całej Polski, więc wiedza rodziców o tym, co dzieje się z ich dziećmi jest ograniczona.

Podopieczne MOS potrzebują specjalistycznej pomocy i opieki, na którą liczyć nie mogą. Niektórzy wychowawcy w ogóle nie są przygotowani do pracy z trudną młodzieżą, nie prowadzą zajęć terapeutycznych, zaś psycholog pojawia się w placówce bardzo rzadko. W szkole nie ma nauczycieli kilku przedmiotów – matematyki, fizyki, wychowania fizycznego, więc zamiast się uczyć dziewczęta siedzą w klasach i oglądają filmy.

Liczyliśmy na to, że po przejęciu ośrodka przez nowego prowadzącego sytuacja się poprawi, jednak nic takiego nie nastąpiło. Pracownicy są zwalniani bez podania przyczyn, do tej pory spotkało to już osiem osób – mówi anonimowo jedna z pracownic ośrodka.

Jak było?
Zanim MOS i towarzyszące mu placówki przejęła Fundacja Generation Bridge, prowadzone były one przez Centrum Edukacji Libertia, której szefowie dali się poznać z jak najgorszej strony. Kontrole tarnowskich urzędników i krakowskiego kuratorium oświaty wykazały mnóstwo nieprawidłowości.

Najpoważniejszym zarzutem było wyłudzanie dotacji z Urzędu Miasta Tarnowa, dziewczęta przebywające w ośrodku nie miały wymaganych orzeczeń o konieczności nauczania specjalnego, nauczyciele zatrudniani byli na podstawie umów zleceń. Ponadto kontrolerom rzuciły się w oczy fatalne warunki bytowe w ośrodku, a szefowa Libertii przedstawiała faktury za niewykonane remonty. Centrum Edukacji Libertia wyłudziło z tarnowskiego magistratu blisko osiem milionów złotych. Trzy osoby – Bożena S., jej syn Oskar oraz Ewa Ć. usłyszały prokuratorskie zarzuty.

Śledztwo wykazało, że dotacje nie były przeznaczane na kształcenie, terapię czy wychowanie młodzieży, lecz na prywatne cele wymienionych osób. Prezeska Bożena S. trafiła do aresztu, z którego wyszła niedawno za majątkowym poręczeniem. Ewa Ć. nadal pracuje w ośrodku.
– Decyzją prezydenta Tarnowa, Libertia wykreślona została z listy oświatowych podmiotów, a prokuratura postanowiła o przymusowym zarządzie przedsiębiorstwem. W ubiegłym roku wniosek o wpisanie na listę podmiotów oświatowych złożył prezes Fundacji Generation Bridge. 10 grudnia fundacja stała się organem prowadzącym ośrodek socjoterapii „Dom nad potokiem”, szkoły podstawowej i branżowej, szkoły policealnej „Medicus” oraz niepublicznej poradni psychologiczno‑pedagogicznej – wyjaśnia Bogumiła Porębska, dyrektorka wydziału edukacji tarnowskiego magistratu.

Jak jest?
– Cała załoga podpisała się pod listem poparcia dla nowego prezesa. Uważaliśmy, że przejęcie MOS przez nowego właściciela uzdrowi sytuację w ośrodku – poprawi byt wychowanek i pracowników.

Teraz wiemy, że prezes wykorzystał nasze poparcie, a potem pozwalniał nas z pracy i zatrudnił znajomych. Ci, którzy w ośrodku zostali, w dalszym ciągu są na umowach zlecenia, pensje mają wypłacane z dużym opóźnieniem lub w ratach. Nawet dyrektorowi zredukowano zatrudnienie do jednej czwartej etatu – zauważa kobieta zwolniona z pracy.

Inna wychowawczyni odczytuje smsy, jakie dostaje od byłych podopiecznych. Piszą, że tęsknią, że kochają, że była dla nich prawdziwą mamą, proszą o spotkania i pytają, kiedy wróci, kiedy ich odwiedzi. – Mam jednak zakaz pojawiania się w ośrodku. Praca w MOS nie ogranicza się do wykonywania obowiązków przez kilka godzin, wychowanki potrzebują wsparcia, miłości, zrozumienia i empatii. Zabierałam je na wycieczki, przychodziły do mnie do domu, na działkę na grilla, kupowałam im jedzenie, ubrania, czasem jakieś drobiazgi, których bardzo potrzebowały. Wiem, że zabrania się im dzwonienia do rodziców, dziewczęta karane są z byle powodów, twierdzą, że czują się, jak w więzieniu. Dostają kiepskie jedzenie, na śniadania i kolacje zawsze to samo. Kiedy popołudniami miałam dyżury zawsze im coś przygotowywałam, po kryjomu dorobiłyśmy klucz do kuchni.

Potrzebują terapii i miłości
– Zawoziłam dziewczęta samochodem do lekarza, bywało, że musiałam zostać w pracy nawet na całą noc, bo któraś z nich uciekła z ośrodka i jeździłam za nią z policjantami. Więcej czasu spędzałam w MOS niż ze swoimi dziećmi w domu. Ale nowy prezes nie zadał sobie trudu, aby nas poznać, zobaczyć, jak pracujemy – mówi inna kobieta.
Kolejna pozbawiona niedawno pracy wychowawczyni opowiada o historii, jaka wydarzyła się w ostatnią wigilię Bożego Narodzenia. – Postanowiłam, że odwiedzę moje wychowanki, tego dnia w ośrodku było ich kilka.

Pytałam, jak spędzają wigilię, czy mają jakieś jedzenie. Okazało się,
że dostały litrowy słoik zupy grzybowej i pierogi w malutkim pudełku. Serce mi się ścisnęło… Wyszłam z ośrodka z płaczem.

Ja wiem, że to nie są anioły i nie bez powodu znalazły się w takim miejscu. Jednak kiedy widzą, że poświęca się im wystarczająco dużo uwagi, otwierają się, chcą rozmawiać. Tylko taka atmosfera pomaga im wrócić do normalności, zapomnieć o trudnych przeżyciach. Wiele z nich przychodzi do ośrodka w stanie silnego rozchwiania emocjonalnego, są nawet przypadki psychoz.

Nieobecni słuchacze „Medicusa”
Niektórzy pracownicy twierdzą, że nie dostawali odcinków wypłaty, nie wiedzieli zatem, ile otrzymują za nocne dyżury, czy inne dodatkowe prace. Niedawno, zupełnie przypadkowo dowiedzieli się, że prezes Generation Bridge nie płaci obowiązkowych składek do ZUS, przez co nie mieli regulowanych opłat za pobyt na zwolnieniach lekarskich. – Zgłosiłyśmy problem do Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie, czekamy na odpowiedź – mówią.
Oburzenie budzi również sposób funkcjonowania policealnej szkoły „Medicus”, której obecną dyrektorką jest Ewa Ć. – Byłem tam zatrudniony, na liście obecności znajdowały się nazwiska kilkunastu osób, na zajęcia przychodziło kilka, czasem nikt. Jako że w wykazie słuchaczy znajdowały się ich wszystkie dane, szybko zorientowałem się, iż są tam zapisani znajomi prezesa. Do niby‑studentów z Nowego Sącza zawożono listy obecności, aby się na nich podpisali.
Z danych wydziału edukacji w tarnowskim magistracie wynika, że dotacja dla „Medicusa” wypłacana była w styczniu na 52 osoby, tylu bowiem słuchaczy wykazywał organ prowadzący.

Urzędnicy bezradni
Niewielkie pole manewru mają magistraccy urzędnicy, zgodnie z prawem mogą jedynie sprawdzać, czy przekazane przez nich dotacje wydane zostały zgodnie z przeznaczeniem. – Nie mamy żadnych możliwości prawnych, które umożliwiłyby nam zatrzymanie finansowania placówki – informuje Bogumiła Porębska. – W ośrodku socjoterapii powinny przebywać wychowanki, które mają orzeczenie o konieczności nauczania specjalnego, na tej podstawie wypłacamy im dotacje. Jednak przepisy mówią, że po 30 września danego roku szkolnego dotacja musi być wypłacana na każdą podopieczną. Nawet jeśli nie mamy na nie subwencji, zobowiązani jesteśmy wypłacić pieniądze z budżetu miasta. Jesteśmy władni, aby skontrolować uczniowskie dzienniki, ale jedynie pod kątem liczby uczniów i frekwencji na zajęciach.

Prezes nie odpowiada
Mimo wielokrotnych próśb nie udało nam się uzyskać wyjaśnień od prezesa Bridge Generation, Piotra Obrzuda. 18 lutego wysłaliśmy do niego maila z wieloma pytaniami (po dwóch tygodniach pytania ponowiliśmy), otrzymaliśmy zaledwie jednozdaniowe wytłumaczenia. Prezes odpisał, że (podajemy w oryginalnej pisowni) „wyniki kontroli przeprowadzonej przez Małopolskie Kuratorium Oświaty są dla Fundacji, a przede wszystkim dla zmian jakie wprowadzono, aby zapewnić profesjonalną opiekę i zarządzanie placówkami bardzo pozytywne”.
Chcieliśmy się dowiedzieć, ilu podopiecznych znajduje się w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Tarnowie? Ilu w ośrodku pracuje wychowawców, jakie mają wykształcenie, czy ich relacje z podopiecznymi są, zdaniem prezesa, prawidłowe? Czy uważa, że zwolnienie wychowawców, którzy byli zżyci z dziewczętami i dobrze pracowali, było właściwym krokiem? Nie udało nam się dowiedzieć, czy w ośrodku pracują psycholog, terapeuta, socjoterapeuta i w jaki sposób prowadzą oni zajęcia? Bez odpowiedzi pozostały także pytania, jaką funkcję w ośrodku sprawuje Ewa Ć. oraz jakich i ilu nauczycieli zatrudnia w szkole podstawowej i branżowej, czy program nauczania realizowany jest w sposób prawidłowy. Czytelnicy nie dowiedzą się także, ilu słuchaczy znajduje się w szkole policealnej Medicus,

ani tego, jaka jest miesięczna wysokość dotacji pobieranych przez fundację z Urzędu Miasta Tarnowa i na co pieniądze te są wydawane. Nie wiadomo, ile fundacja płaci swoim pracownikom, nie zdradził także prezes, czy pensje wypłacane są z opóźnieniem a jeśli tak, to dlaczego. I nie odpowiedział również na pytanie, czy to prawda, że nie odprowadza składek ZUS.

Zwróciliśmy się także do krakowskiego kuratorium o udostępnienie wyników kontroli, jaka przeprowadzona została w ośrodku oraz o informację, czy Fundacja Generation Bridge zatrudnia w dalszym ciągu Ewę Ć. Z odpowiedzi podpisanej przez szefową kuratorium Barbarę Nowak dowiedzieć się można jedynie, że (podajemy w oryginalnej pisowni) „informacje dotyczące kontroli znajdują się w protokole pokontrolnym, z którego Małopolski Kurator Oświaty nie sporządza streszczeń”. 5 marca wysłaliśmy do kuratorium pismo z wnioskiem o udostępnienie kopii dokumentu w trybie dostępu do informacji publicznej.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o