Coraz droższe chorowanie

0
102
drogie-leki
REKLAMA

Pacjencie, płać!
Pani Anna od kilku lat leczy się onkologicznie. – Już drugi raz lekarka nie przepisała mi niezbędnego zastrzyku. Kiedyś kosztował około 20 złotych, teraz musiałabym płacić 150 zł. Zastrzyki powinnam brać regularnie, by kontynuować leczenie, inaczej terapia nie ma sensu. Skąd mam wziąć pieniądze na tak drogie leki? – denerwuje się kobieta.
Niestety, w takiej sytuacji znalazło się tysiące chorych. Nowa ustawa refundacyjna skreśliła z listy sporo leków, które pacjenci mogli kiedyś wykupywać ze zniżką. Teraz za wiele z nich trzeba płacić i to całkiem sporo. Myfortic, lek stosowany po przeszczepach oraz zatrzymujący postęp stwardnienia rozsianego, kosztuje 200 zł, za jedno opakowanie Ariprazolu, specyfiku leczącego schizofrenię, należy zapłacić 400 zł, natomiast przeciwbólowa Buprenorfina, wykorzystywana w schorzeniach onkologicznych, to wydatek od 63 do 103 złotych, a czasem takich opakowań potrzeba kilka w miesiącu. Na drogie lekarstwa narzekają astmatycy, rodzice dzieci z mukowiscydozą i chorzy na gruźlicę. W tym ostatnim przypadku z listy leków refundowanych wykreślono dwa z czterech podstawowych preparatów: izoniazyd i ethambutol. Za drugi z leków chorzy płacą około 50 zł, natomiast izoniazyd zniknie zupełnie z aptek, gdyż przestał być produkowany.
– Trudną sytuację mają pacjenci z moczówką prostą, gdyż miesięczna terapia kosztuje ich około 100 złotych. Tymczasem nie ma taniego odpowiednika stosowanego leku – mówi Jadwiga Sołtys, prezes Przychodni Lekarskiej nr 3 w Tarnowie. – Wielu pacjentom trzeba zamieniać dotychczasowe lekarstwa na inne. Często przychodzą do nas ludzie chorujący na astmę, którzy proszą o przepisanie czegoś taniego, gdyż wcześniej brane specyfiki są obecnie za drogie. A znaleźć tańszy zamiennik wcale nie jest łatwo.
Wertowanie nowej listy medykamentów ze zniżką znacznie wydłużyło pracę lekarzy rodzinnych. – Kiedyś mogliśmy przyjmować po 40‑50 pacjentów dziennie, teraz musimy ograniczyć wizyty do 25‑30 osób – wyjaśnia szefowa „trójki”.

REKLAMA

Finansowy horror w aptece
Pediatrzy podkreślają, że większość leków przeznaczonych dla maluchów jest odpłatna. Niektórzy rodzice za kurację dziecka muszą płacić nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie. – Co mamy robić? Wypisać nierefundowany lek, na który nie stać pacjenta? – zastanawiają się medycy.
Lekarze mogą teraz przepisywać ze zniżką leki tylko na choroby, które zostały wymienione przy rejestracji danego preparatu w Unii Europejskiej. – To krzywdzący przepis, zwłaszcza dla dzieci z chorobami reumatycznymi, gdyż większości rodziców nie stać na kupowanie specyfików oferowanych po kilkaset złotych – skarży się ojciec dziewczynki cierpiącej na idiopatyczne zapalenie stawów.
Ze sporymi kosztami muszą liczyć się też rodzice dzieci chorujących na fenyloketonurię. – Leczenie sprowadza się do stosowania odpowiedniej diety – to jest konieczność. Do niedawna wszystkie rodzaje Milupy były refundowane. Teraz tylko na niektóre preparaty płacimy 3,20 zł, a już za opakowanie Milupy PKU1Mix trzeba wydać 189 zł, natomiast Milupa 2Mix kosztuje aż 251 złotych – mówi Roman Korczak, pediatra, szef Przychodni Lekarskiej nr 4 w Tarnowie.
Więcej też płacimy za zamienniki leków, gdyż na ogół są one rejestrowane przez firmy tylko na jedną chorobę, choć wiadomo, że podobnie jak specyfik oryginalny, pomagają w co najmniej kilku schorzeniach. Tak jest chociażby z wieloma antybiotykami. – Mamy całą masę niejasności – przyznaje doktor Korczak. – Powinniśmy wydawać leki zgodnie z zarejestrowanymi kryteriami, np. Augmentin – w zapaleniu uszu, ale dotychczas był powszechnie stosowany również w wielu innych schorzeniach, jak chociażby w zapaleniu gardła i tchawicy lub anginie. Zgodnie z prawem, jeśli przepisujemy medykament na inną chorobę, pacjenci muszą zapłacić 100 procent. Augmentin w tabletkach można zaaplikować w infekcjach górnych dróg oddechowych, lecz gardło nie jest wymienione w charakterystyce leku. Pojawia się więc wątpliwość, czy w takiej sytuacji mogę zapisać lekarstwo na recepcie ze zniżką?
Tabletki rozmaitych specyfików są zazwyczaj różnie pakowane, z czym też zdarzają się problemy w aptece. Bywa, że jeden listek pigułek jest refundowany, ale drugi już nie. Dziesięć tabletek można kupić ze zniżką, lecz przy 14 takich samych ulga nie obowiązuje.

Czym leczyć w szpitalu?
Nowe przepisy nie ułatwiają też życia szpitalom, w których zaczyna brakować leków niezbędnych w kuracjach. Ustawa refundacyjna podzieliła wszystkie medykamenty na tzw. grupy limitowe, a prawo nakazuje szpitalom kupowanie preparatów z jednej grupy w jednej cenie. Tymczasem lecznic nie stać na wykup specyfików zbyt drogich, problem dotyczy wielu leków, w tym m.in. przeciwzakrzepowych, antybiotyków, przeciwbólowych czy maści.
W ostatnich miesiącach bardzo ograniczył się dostęp do lekarstw stosowanych w chorobach onkologicznych. W Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie najbardziej odczuwalne są braki kilku istotnych leków, jak Methotrexat, Etopisid czy Dacarbazin. – Nie wszystkie preparaty dostajemy regularnie. Powodem nie jest nawet ustawa refundacyjna, gdyż problemy te pojawiły się już w minionym roku – wyjaśnia Marta Adamowska, kierowniczka szpitalnej apteki. – W wielu przypadkach potrzebujemy tylko niewielkiej dawki danego leku, ale musimy kupić całe opakowanie, np. jednogramowe.
Braki leków ministerstwo zdrowia tłumaczy ich ograniczoną dostępnością na polskim rynku, bowiem wprowadzane do obrotu są tylko czasowo. – W miarę możliwości staramy się też o import specyfiku – zaznacza szefowa apteki. – W wielu chorobach najważniejsze jest zachowanie kontynuacji leczenia, a brak odpowiednich leków to znacznie utrudnia.
Co w takim razie mają zrobić leczeni w szpitalu pacjenci? – Nie zostawiamy ich bez opieki – zapewnia Marta Adamowska. – Chorzy dostają zamienne leki, aby zapewnić im ciągłość leczenia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o