Czy czeka nas prohibicja?

0
160
alkohol
REKLAMA

Unijny koncept
Komisja Europejska ma nowe pomysły na walkę z alkoholizmem, a unijni komisarze już w kwietniu przygotują specjalną strategię. Będą pracować w oparciu o dokument Światowej Organizacji Zdrowia, która zaleca, by mocny alkohol sprzedawać tylko w sklepach prowadzonych przez państwo i zakazać serwowania wysokoprocentowych trunków w barach i restauracjach. Według wytycznych WHO należy zamknąć prywatne sklepy z alkoholem. Trunki byłyby sprzedawane tylko w państwowych placówkach. Co więcej, sklepy te znajdowałyby się głównie na obrzeżach miast i działały tylko przez osiem godzin dziennie.
Są też propozycje, by nie przyznawać nowych licencji na sprzedaż alkoholu w restauracjach, kawiarniach i pubach, a obecnie posiadane wygaszać. Wykluczona będzie również reklama wysokoprocentowych napojów.
Polski resort zdrowia akceptuje dokument bez zastrzeżeń, choć przyjęcie antyalkoholowej strategii nie zmusza państw Unii Europejskiej do bezwzględnego wprowadzenia proponowanych rozwiązań. To jednak marna pociecha, istnieje bowiem realna obawa, że przyjęte założenia staną się obligatoryjne dla wszystkich krajów członkowskich UE.
W Tarnowie ubywa
Jak obecnie wygląda handel wysokoprocentowymi napojami w Tarnowie? Na koniec lutego mieliśmy w mieście 338 punktów z alkoholem, w tym 215 sklepów. Większość z nich, gdyż 208 handluje piwem, a 148 sprzedaje trunki mające powyżej 18 proc. alkoholu. Wszystkich sklepów z wysokoprocentowymi napojami, oprócz piwa, możemy mieć 175, bowiem tak przewiduje ustalony dla miasta limit, jednak na razie funkcjonuje ich tylko 157. Piwo oferują 123 lokale w całym mieście, wino serwuje 77 kawiarni, a mocniejsze trunki podaje 86 pubów i restauracji. – Jeden sklep lub zakład gastronomiczny może mieć kilka zezwoleń: na piwo, wino i wódkę – wylicza Dorota Kunc‑Pławecka, rzeczniczka prezydenta Tarnowa.
Dla porównania, na koniec 2010 roku mieliśmy 345 wszystkich punktów z alkoholem, w tym 214 sklepów oraz 131 lokali gastronomicznych. Większość wydanych zezwoleń dotyczących handlu lub serwowania trunków na ubiegły rok dotyczyła placówek, którym skończyły się poprzednie pozwolenia. – Ponadto w 2011 roku wydano 141 decyzji o wygaśnięciu zezwoleń na sprzedaż lub podawanie alkoholu, bowiem np. zmieniały się osoby prowadzące sklep lub pub. W takim przypadku nowy właściciel otrzymywał nowe zezwolenie – dodaje rzeczniczka prezydenta.
Generalnie liczba tarnowskich sklepów, lokali czy restauracji z alkoholem utrzymuje się prawie na tym samym poziomie, podobnie jak kwoty, które z tej działalności zasilają kasę miasta. W 2010 handlowcy i restauratorzy wpłacili w sumie 2 mln złotych za korzystanie z alkoholowych zezwoleń, natomiast rok później była to kwota wyższa o ponad 230 tysięcy zł.

REKLAMA

Powrót do PRL‑u?
Właściciele pubów i sklepów monopolowych w Tarnowie traktują unijne pomysły na alkoholową prohibicję z wyraźnym niedowierzaniem. – Jeśli zapowiadane przepisy wejdą w życie, to większość tarnowskich lokali czeka bankructwo – przyznaje właściciel pubu na tarnowskim Rynku. – To już przecież było. Reglamentacja podstawowych towarów, w tym także używek, kojarzy się jednoznacznie z systemem PRL. I powrót do tych zasad będzie budził sprzeciw.
– Mamy wolny rynek i nie wyobrażam sobie, by Unia Europejska decydowała, kto ma sprzedawać czy podawać alkohol. Czyżby był to pierwszy krok do likwidacji wolnego rynku? Nie wierzę w to – dodaje inny restaurator.
Są jednak tacy, którzy w pomysłach Unii na alkoholową prohibicję widzą jakieś plusy. – Może jest to zbyt daleko idący pomysł, jednak mogłabym się zgodzić na likwidację sklepów z alkoholem na osiedlach mieszkaniowych – mówi tarnowianka. – Mam dość kręcących się pijaczków, nie chcę słuchać ich wulgaryzmów ani zaczepek. Dlatego pomysł z przeniesieniem tych sklepów na obrzeża miasta jest dobry.
Jednak unijne zapędy dotyczą wszystkich sklepów z alkoholem. Sieć „Al Capone” ma ich pięć w Tarnowie, wszystkie są całodobowe. – Gdyby nie było klientów, nasze sklepy nie musiałyby pracować również nocą – kwituje Maciej Gubernat, dyrektor do spraw rozwoju rynku tej sieci. – Unijny pomysł jest absurdalny, trudno sobie wyobrazić, by mógł być wprowadzony w życie, choćby ze względów technicznych.
Ograniczenie spożycia alkoholu zmniejszy wpływy do budżetu państwa z akcyzy oraz uszczupli kwoty, które trafiają do kasy miasta w ramach wydawania zezwoleń na sprzedaż lub podawanie wysokoprocentowych trunków. – Pieniądze z koncesji są przeznaczane na profilaktykę i przeciwdziałanie alkoholizmowi. Dzięki nim można pomóc wielu rodzinom osób dotkniętych uzależnieniem. Skala tego problemu wcale nie zależy od liczby sklepów z alkoholem – twierdzi dyrektor. – W wielu krajach dostęp do wysokoprocentowych trunków został bardzo ograniczony, ale spożycie alkoholu wcale znacznie się nie zmniejszyło. W końcu „zakazany owoc smakuje najbardziej”.
Ponadto zamknięcie sklepów z trunkami pozbawi pracy wiele osób. – Są placówki, które funkcjonują praktycznie tylko dzięki temu, że sprzedają alkohol – dodaje Maciej Gubernat. – Nie sądzę, by pomysł Unii Europejskiej był rozpatrywany poważnie, w polskich realiach może przynieść więcej szkody niż korzyści.

Znowu meliny?
Przedstawiciele branży alkoholowej przyznają, że wprowadzenie większych restrykcji może spowodować, że bardziej rozwinie się szara strefa, a to ona jest największym zagrożeniem, choć skala zjawiska wyraźnie maleje. – Jeszcze kilka lat temu mieliśmy prawdziwą plagę. Sporo osób produkowało bimber lub sprzedawało trunki niewiadomego pochodzenia. Dziś bardziej zajmujemy się większym alkoholowym obrotem niż drobnymi bimbrownikami – zauważa Olga Żabińska, rzeczniczka tarnowskiej policji.
Rocznie mundurowi prowadzą kilkadziesiąt tego typu spraw. Co ciekawe, handlem nielegalnym alkoholem trudnią się coraz częściej kobiety. Niedawno w mieszkaniu 67‑letniej tarnowianki policjanci znaleźli 15 litrów alkoholu niewiadomego pochodzenia. Wysokoprocentowy trunek kobieta przechowywała w plastikowych, pięciolitrowych bańkach. Gdy mundurowi zjawili się w mieszkaniu, kobieta właśnie sprzedawała alkohol jednemu z klientów. Zarekwirowany wysokoprocentowy trunek został poddany badaniom. Jest to standardowa procedura, która ma sprawdzić, czy napój nie jest szkodliwy dla zdrowia.
Dlaczego tego typu spraw jest coraz mniej? – W ostatnich latach alkohol bardzo potaniał, więc przestało się opłacać handlować nim nielegalnie – mówi rzeczniczka mundurowych.
Odstraszają też kary za takie przestępstwa. Handlujący alkoholem bez znaków akcyzy mogą spędzić w więzieniu do dwóch lat, jeśli w grę wchodzą spore ilości nielegalnego towaru, wymiar kary zwiększa się do pięciu lat.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o