Czy prezes Bartosz myśli, że nic nie wyjdzie na światło dzienne?

0
272
Jerry Bergman
Jerry Bergman
REKLAMA

Rozmowa z Jerry Bergmanem na temat działalności Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie

Kilka tygodni temu jako pierwsi poinformowaliśmy o kontrowersjach związanych z działalnością Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie. Dotyczyły one kilku aspektów, między innymi prowadzenia prac bez nadzoru konserwatora i wbrew obowiązującym zasadom, ale także kwestii braku domniemanej transparentności finansowej. Na naszych łamach wypowiedział się na ten temat judaista dr hab. Leszek Hońdo z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, autor druzgocącego raportu na temat jakości prac prowadzonych przez Komitet na tarnowskim kirkucie, również podnoszący problem transparentności finansowej Komitetu. Poznaliśmy stanowisko przewodniczącego Gminy Żydowskiej w Krakowie, właściciela kirkutu – Tadeusza Jakubowicza, a zgodnie z zasadami dziennikarskimi udostępniliśmy kilka razy nasze łamy także Adamowi Bartoszowi – prezesowi Komitetu. Dziś prezentujemy stanowisko Jerry Bergmana. Urodzony w Tarnowie, mieszka od wielu lat w Danii, do niedawna był jedynym Żydem w Komitecie, pełnił w nim nawet funkcję wiceprzewodniczącego. Został z niego usunięty po tym, jak zaczął kwestionować zasady działania Komitetu i domagał się dokładnych rozliczeń finansowych z prowadzonej przez niego działalności.

REKLAMA

Działał Pan w Komitecie od wielu lat. Co spowodowało, że nagle zaczął Pan negować prawidłowość rozliczeń finansowych prezesa Adama Bartosza?
W Komitecie Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej działałem niemal od początku, bodaj od około 1990 roku. Uważam się właściwie za jego współzałożyciela. Mało tego, jestem nawet autorem jego logo. Przez lata uważałem to za swój obowiązek, jako „urodzony” tarnowianin, a także dlatego, że moi bliscy pochowani są na tym cmentarzu. Czułem i czuję się zobowiązany do zachowania pamięci o tarnowskich Żydach. Mieszkam teraz w Kopenhadze. Stamtąd próbowałem nawiązywać kontakty z ludźmi mającymi jakieś związki rodzinne z „żydowskim” Tarnowem”. Odnalazłem wiele znanych osobistości, które same lub przez rodzinne powiązania miały związek z miastem i najbliższą okolicą. Z racji nieobecności w Tarnowie nie byłem w stanie na bieżąco brać udziału we wszystkich pracach. Niekiedy byłem jedynie informowany o zamiarach i przedsięwzięciach. Jednak prace renowacyjne na cmentarzu i zaangażowanie w projekt Żydów na całym świecie, którzy zaczęli kierować do mnie pytania, wymusiło na mnie baczniejsze przyjrzenie się działalności Komitetu, którego byłem wiceprzewodniczącym. Jedno z powtarzających się pytań dotyczyło wpłat za prywatne renowacje nagrobków. Ludzie pytali mnie, czy to nie jest dziwne, że przewodniczący Komitetu prosi o przekazywanie opłat za prace na swoje prywatne konta bankowe. To wzbudziło moje zainteresowanie.

Zasadne wydaje się pytanie, jakie są dowody na to, że część prac na kirkucie była dokonywana nie z dotacji i grantów Komitetu, ale jak rozumiem Pański zarzut, chętni musieli sami opłacić te prace?
Nie miałem problemów z tym, że prywatne zamówienia renowacji nagrobków miały być opłacane przez zamawiających. Ale wyłącznie na konto Komitetu. Tym bardziej, że do opłat za renowacje ktoś doliczał sobie sowitą dopłatę. Poznałem to na własnym grzbiecie; pod koniec 2018 roku sprowadziłem kamieniarza na cmentarz, aby powiedział mi, ile będzie kosztowała renowacja nagrobka mojego ojca. Powiedział, że miedzy 500 – 750 zł, w zależności, jak głęboko będzie musiał konserwować kamień. Kiedy załatwiłem przez Komitet podobne renowacje dla znajomych z USA i Australii pomyślałem, że niech także zrobią nagrobek mojego ojca. Wtedy prezes powiedział mi, że renowacja nagrobka kosztowała 2000 zł. Pomyślałem sobie, że ta znaczna „nadwyżka” to ekstra pieniądze dla Komitetu i to mnie nie zmartwiło. Wręczyłem wiec 2000 zł Bartoszowi, który wsadził je sobie do kieszeni i przestałem o tym myśleć. Zaczęło mnie to niepokoić dopiero później, kiedy zdziwieni znajomi z zagranicy zaczęli mnie pytać, dlaczego mają wpłacać po około 4000 zł i wyraźnie byli proszeni o wpłaty na konto bankowe prezesa Komitetu. Delikatnie zacząłem się dopytywać. Prezes zaczął mnie obrażać w rozmowach telefonicznych i w czasie moich pobytów w Tarnowie. Niedługo potem, chyba pod koniec marca 2019 okazało się, że nagle przestałem być wiceprzewodniczącym Komitetu i zdegradowano mnie na „zwykłego” członka Zarządu. Zaraz potem, po moich już mniej dyplomatycznych naleganiach o ujawnienie finansów, prezes zaczął mnie straszyć sądem oraz zwołał zebranie Komitetu, na którym zostałem z niego wykluczony. Inna zapalna sprawa to tzw. prywatne pożyczki do kasy Komitetu. Już w 2017 roku prezes poinformował mnie, że pożyczył Komitetowi 30 000 zł, a drugi wiceprezes 20 000 zł. W ostatnim wywiadzie Bartosza na łamach TEMI przeczytałem ze zdumieniem, że Adam Bartosz pożyczył 120.000 zł. Tłumaczył mi, że po prostu taka była potrzeba. Jeżeli była taka potrzeba, to dlaczego już w trakcie prac ludzie zamawiający renowacje musieli przesłać pieniądze na prywatne konto prezesa? Bardzo dziwna ta pożyczka. Część zamawiających prywatnie renowacje, pomimo nakazu prezesa, nie wpłacała pieniędzy na jego prywatne konto, a tylko na konto Komitetu. Czy nie dlatego potrzebny był prezesowi „ten numer” z pożyczką do kasy Komitetu, praktykowany w wielu firmach od stuleci? Wpłaca się „na papierze”, a wypłaca rzeczywiste pieniądze. Jak już wspomniałem, zastanowiła mnie także cena za usługę. Ze znajomym byliśmy pośrednikami zlecenia renowacji nagrobka na żydowskim cmentarzu w Krakowie i cena była o jedną trzecią niższa. Jak to jest? Usługi w Tarnowie są aż o tyle droższe niż w Krakowie? To, i parę innych szczegółów sprawiło, że stałem się jeszcze bardziej dociekliwy i w końcu zapytałem o szczegółowy plan prac. Było to o tyle ważne, że całe przedsięwzięcie podzielono na prace w ramach projektu UE i na renowacje zapłacone przez prywatnych właścicieli nagrobków, czyli Żydów z całego świata. To wprawiło we wściekłość prezesa i wysłał mi przebrzydły, antysemicki paszkwil. Tak, tak, Przewodniczący Komitetu Opieki nad Zabytkami Żydowskimi w Tarnowie! I tak zakończyła się właściwie moja współpraca z komitetem. Jeszcze jedno. W trakcie zebrania członków Komitetu, kiedy wyrzucano mnie z tego gremium, wyszło na jaw, że jeden z kamieniarzy wykonujący prace na cmentarzu dobrowolnie wpłacił na konto Komitetu pieniądze. Darowizna oczywiście nie jest nielegalna. Dlaczego jednak zamiast wpłacać pieniądze nie zrobił czegoś, co jest oczywiste? Zamiast na przykład wykonać 20 renowacji nagrobków, nie wykonał 25 w tej samej cenie?

Czy otrzymał Pan jakiekolwiek merytoryczne odpowiedzi na postawione pytania?
Zostały jedynie wylane na mnie pomyje. Na żadne z moich pytań nie uzyskałem odpowiedzi. Nie śledziłem tego dokładnie, ale zaciekawiła mnie jedna informacja, która bardzo szybko po moich wystąpieniach się zmieniła. Zmniejszyła się liczba nagrobków, które były odnowione. Jeszcze w lipcu Komitet chwalił się ok. 160 odnowionymi nagrobkami. Później ta liczba zaczęła się zmniejszać. Czyżby Komitet wstydził się dokonań? A może zdano sobie sprawę, że trzeba będzie się z tego szczegółowo rozliczyć? Czekam na to do dziś, gdyż same zapewnienia prezesa mi nie wystarczą.

Czy w okresie, w którym działał Pan jako członek zarządu dokonywano cyklicznych rozliczeń finansowych? Jak wyglądała polityka finansowa Komitetu?
Jak już wspomniałem wcześniej, będąc jedynie od czasu do czasu w Tarnowie, nie byłem w stanie uczestniczyć we wszystkich pracach Komitetu. Rozliczenia odbywały się w formie zapewnień prezesa, że wszystko jest w porządku. Zresztą jako dyrektor muzeum miał do dyspozycji swoją księgową. Po odejściu na emeryturę prezesa, w dalszym ciągu nie było cyklicznych rozliczeń. A ja byłem, i tu muszę się przyznać, po prostu figurantem. Teraz to widzę wyraźnie. Teraz też rozumiem wszystkie wulgarne ataki na mnie ze strony prezesa. Mam wrażenie, że jest on święcie przekonany, iż tak długo jak kieruje Komitetem, nic nie wyjdzie na światło dzienne. W nagrodę za swoje „zasługi” wystawił sobie nawet tablicę pamiątkową z napisem „Sprawiedliwy Wśród Narodów” na tarnowskim kirkucie, a przecież taki tytuł nadaje wyłącznie Instytut Yad Vashem ludziom, którzy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o