Czy rozsypie się „wielka płyta”?

0
229
bloki-z-plyty
REKLAMA

To, co kiedyś miało być wybawieniem dla ludzi oczekujących na własne mieszkanie, za jakiś czas może stać się udręką. Dziś w blokach z wielkiej płyty można jeszcze mieszkać, ale co będzie za 20 lat? W Tarnowie jest ponad 150 takich budynków, mieszka w nich kilkadziesiąt tysięcy osób.
Technologia spod znaku „wielkiej płyty” pochodzi z okresu po I wojnie światowej, do Polski trafiła w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Właśnie wtedy rozpoczęto budowę bloków z prefabrykowanych elementów konstrukcyjnych. Budynki wielkopłytowe miały nawiązywać do modernizmu – z elewacjami z surowego betonu, bez tynków lub z prefabrykowanymi okładzinami, np. mozaikowymi. Konstrukcje oparto na betonowych elementach z mocowaniami z prętów stalowych. Podobne budowle stawiano we Francji, Szwecji i Finlandii oraz dość powszechnie w Niemczech.
Wbrew panującym opiniom, technologia budownictwa mieszkaniowego z wielkiej płyty wcale nie była tania. Produkcja elementów była energochłonna, a gotowe płyty sporo ważyły i trzeba je było wozić na plac budowy drogimi środkami transportu. Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych w Europie zachodniej ostatecznie zrezygnowano z budowania z wielkiej płyty, u nas zaczął się boom.Budynki wznoszono z myślą o 50‑60‑letnim użytkowaniu, specjaliści dowodzą, iż może to być nawet 150 lat, ale wszystko zależy od tego, czy wszelkie połączenia elementów ściennych i stropowych – podczas budowy bloku najpierw spawanych, później betonowanych – są w dobrym stanie technicznym.W Polsce w budynkach z wielkiej płyty mieszka aż 11 milionów ludzi. Na szczęście jak dotąd nie zawalił się ani jeden budynek wybudowany w tej technologii i takiego zagrożenia ponoć nie ma, o czym świadczą rutynowe kontrole, które co pewien czas muszą przeprowadzać właściciele lub zarządcy budynków. Jednak zdaniem ekspertów problemem są błędy, jakich dopuszczali się budowlańcy. Może np. odpaść płyta zewnętrzna, ważąca około 500 kilogramów, a 90 proc. wieszaków, za pomocą których łączona jest płyta wewnętrzna z elewacyjną, wykonano z niewłaściwej stali. W dodatku sześć na dziesięć wieszaków było nieprawidłowo zakotwionych.
W Tarnowie pierwszy blok z wielkiej płyty oddano do użytku przy ul. Skowronków 11 w grudniu 1971 roku. Potem stawiano kolejne – przy Lwowskiej, Burtniczej i Pracy, w tym m.in. miejski „mrówkowiec”, w którym zamieszkało około tysiąca osób. Płyty przywożono z Fabryki Domów przy ul. Spokojnej na plac budowy i tam składano wszystkie elementy.
Spółdzielnia Mieszkaniowa „Jaskółka” stawiała bloki w tej technologii przez dwadzieścia lat, ostatni budynek oddano w 1991 roku przy ul. Szpitalnej 58.
– Blok już stał wcześniej, ale właśnie wtedy dobudowaliśmy do niego trzy klatki – tłumaczy Stefan Cholewa, członek zarządu do spraw eksploatacji w spółdzielni. „Jaskółka” ma ponad 30 bloków z wielkiej płyty: 18 na osiedlu Zielonym, 9 na osiedlu Północ i 7 przy ul. Lwowskiej. We wszystkich budynkach co roku odbywają się okresowe przeglądy techniczne, a raz na pięć lat sprawdza się je kompleksowo. W wielu blokach spółdzielnia prowadziła prace termomodernizacyjne, gdzie oprócz docieplenia ścian usuwano azbest i dodatkowo wzmacniano płyty osłonowe stalowymi kotwami.
– Wszystko po to, żeby płyty się nie usunęły – wyjaśnia Stefan Cholewa.
Jak dotąd w „Jaskółce” nie było podobnego przypadku, ale dwa lata temu stało się tak w jednym z wieżowców Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Między siódmą a ósmą kondygnacją osunęła się płyta osłonowa, mimo iż zabezpieczało ją sześć wieszaków ze stali nierdzewnej. Ekspertyza wykazała, że najprawdopodobniej zawinili robotnicy stawiający budynek w połowie lat osiemdziesiątych – mogli źle zamocować wieszaki, a poluzowanie ważącej tonę płyty pewnie przyspieszyły wstrząsy spowodowane wykonywanymi później w okolicach bloku pracami budowlanymi. Odpadająca płyta została wówczas zabezpieczona przez specjalny zespół alpinistyczny, który przymocował ją śrubami, ale uszkodzoną elewację i tak trzeba było usunąć.
– Mieliśmy tylko jeden taki przypadek. Na bieżąco sprawdzamy nasze bloki, wszystkie spawane elementy łączące płyty są w bardzo dobrym stanie. Gwarantuję, że bloki jeszcze długo wytrzymają, nie ma żadnego zagrożenia, mieszkańcy mogą spać spokojnie – podkreśla Zbigniew Sipiora, wiceprezes TSM.
Spółdzielnia ma 99 bloków z wielkiej płyty, znajdujących się głównie na wszystkich większych osiedlach w mieście, mieszka w nich około 17 tysięcy tarnowian.
Podobnymi budynkami zarządza też Spółdzielnia Mościce i Miejski Zarząd Budynków, wszystkie były budowane w latach 1970‑1990. Szacuje się, że może w nich mieszkać kilkadziesiąt tysięcy osób.
Niestety, mieszkańcy wielu budynków z wielkiej płyty są narażeni czasem na trudne do usunięcia usterki wynikające zarówno z niedostatków technologii (trudne do uszczelnienia miejsca łączenia płyt), jak z czystego brakoróbstwa budowlańców z lat 70. i 80. – źle łączone płyty stropowe lub te wykorzystane na ściany rozsuwają się, w związku z tym na sufitach i ścianach pęka tynk, powstają trudne do zlikwidowania szpary i rysy.
Dziś budynki są bezpieczne, ale co będzie za 20 lat?
– Przy obecnych metodach i możliwościach technicznych możemy sprawdzać bloki, prześwietlać je i odpowiednio zabezpieczać. Za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat trzeba będzie wziąć pod uwagę nie tylko względy techniczne, lecz także aspekty funkcjonalne. Ludzie mają inne potrzeby. Kiedyś 48‑metrowe mieszkanie było duże, teraz starcza zaledwie dwóm osobom – mówi Zbigniew Sipiora.
Problem ten dotknął już inne kraje. Niemcy przeznaczyły na rewitalizację budynków z wielkiej płyty we wschodnich landach ponad 20 mld marek. Projekt miał na celu nie tylko modernizację, ale też uatrakcyjnienie osiedli: wyburzano bloki i zakładano parki, place zabaw i galerie handlowe. W pozostawionych budynkach wzmacniano konstrukcje, powiększano mieszkania i likwidowano piętra.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o