Dlaczego warto być „stutysięcznikiem”?

0
185
Zjawisko wyludniania miasta związane jest z wieloma zagrożeniami. W Tarnowie już od dawna powinien dźwięczeć alarmowy dzwonek, a władze podejmować konkretne działania, bo niedługo może być za późno
REKLAMA

Naprawdę nie będzie wszystko jedno, czy Tarnów nadal będzie miał 100 tysięcy czy na przykład tylko 80 tysięcy mieszkańców. Sytuacja taka prędko zemści się na samych mieszkańcach. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta.
W różnych opracowaniach Tarnów wymieniany jest wśród miast najbardziej dotkniętych zjawiskiem wyludniania w Polsce. Główny Urząd Statystyczny podaje, iż około 2028 roku Tarnów może liczyć już mniej niż 100 tys. mieszkańców. To całkiem nieodległa perspektywa. Marna perspektywa, dodajmy.
W Polsce, ale nie tylko, 100‑tysięczne miasto uchodzi za duże, mimo że w części opracowań może być zaliczone do średnich. Ale jest to niefortunnie przyjęta skala, ponieważ w jednej grupie znajdują się wówczas ponad 100‑tysięczny Tarnów i np. 16‑tysięczne Brzesko.
Powszechnie jednak „stutysięczniki” uważane są za ośrodki duże i liczące się na mapie kraju. Miasta tej wielkości mają swój prestiż, postrzegane są jako centra administracyjne i gospodarcze, wyznaczniki rozwoju, jeśli nawet rzeczywistość bywa czasem inna. Ale wyludniający się Tarnów ma do stracenia znacznie więcej niż prestiż.

REKLAMA

Ciche, spokojne miasteczko…
Duże miasta łatwiej przyciągają inwestorów, choć powie ktoś, że porównując pod tym względem Tarnów, Mielec, Bochnię czy Dębicę, reguła ta się nie sprawdza. Myślę, że jeśli się nie sprawdza, to przyczyny tego mogą być inne, ale to już temat na odrębną publikację.
Generalnie jednak inwestorzy, skłonni wydać wielkie pieniądze, przed podjęciem decyzji oceniają potencjał rynku konsumpcyjnego. Tam, gdzie koncentruje się większa liczba ludności, rynek ten ma większe możliwości i dla biznesu stanowi zachętę.
Zjawisko wyludniania związane jest z wieloma zagrożeniami. Czy przewidujący inwestor będzie lokował swoje firmy w mieście, które temu zjawisku tak mocno podlega? Zwłaszcza jeśli uciekają przede wszystkim ludzie młodzi, najlepiej wykwalifikowani. To również może być barierą w pozyskiwaniu inwestycji, które wymagają specjalistów o wysokich kwalifikacjach, a nie tylko ludzi do prostych prac.
To, że niedługo Tarnów może stać się niewielkim, cichym i spokojnym miastem, nie powinno cieszyć nawet przyszłych emerytów (statystycznie tarnowianie są najstarsi w Małopolsce). Bez względu na to, ile mieszkańców liczy miasto, wiele firm usługowych, związanych choćby z energetyką cieplną czy zaopatrzeniem w wodę pitną, ciągle ponoszą koszty stałe i jeśli odbiorców będzie mniej, wyższe rachunki zapłaci obecna reszta.

Pusto na przystanku
Wyludnianie będzie się mścić na samych mieszkańcach także w inny sposób. Ubędzie nie tylko pracy dla najlepiej wykształconych, której już dzisiaj jest zbyt mało, ale pozostali będą zarabiać mniej. Bo im mniejsze miasto, tym niższe zarobki. Tak więc pole do migracji ludności otworzy się jeszcze szerzej.
Bez wątpienia na wartości stracą także lokalne nieruchomości. Przy spadku liczby mieszkańców pojawią się pustostany, całkiem wyhamuje budownictwo mieszkaniowe, wielu ludzi sytuacja ta zniechęci do lokowania w nieruchomość w formie zabezpieczenia na starość czy źródła dodatkowych dochodów.
Nawet podróż po Tarnowie miejskim autobusem stanie się trudniejsza. Jeśli w znaczący sposób ubędzie mieszkańców – pasażerów, z powodów ekonomicznych zmniejszy się również częstotliwość kursów. Które miasto stać wozić powietrze? Zresztą pierwsze tego symptomy na niektórych tarnowskich liniach już obserwujemy. Dłużej będziemy czekać na przystankach, co skomplikuje podróż, bo obszar miasta się nie skurczy, pozostaną więc te same odległości.

Łańcuszek nieszczęść
Niedawno prezydent Roman Ciepiela w wywiadzie dla Radia Kraków mówił, że znaczna część mieszkańców przeniosła się z bloków do zbudowanych w sąsiednich gminach domów. To znane zjawisko w całym kraju. Prezydent wspomniał, że bardzo często ci ludzie nadal pracują, uczą się i robią zakupy w Tarnowie. Rzeczywiście tak jest. Tylko pojawia się jeden istotny problem: gdzie oni teraz płacą podatki…?
Nie można się przy tym pocieszać, że w ostatnich latach w tzw. aglomeracji tarnowskiej przybyło tylu mieszkańców, że został zrównoważony ubytek ludności samego miasta. Aglomeracja tarnowska to nie jednostka administracyjna, to pojęcie umowne i względne, to określenie lokalne, a korzyści z istnienia aglomeracji nie są dla miasta decydujące.
Mniejsze miasto to mniejszy budżet, czyli także skromniejsza oferta – edukacyjna, kulturalna czy dotycząca ochrony zdrowia. A jeden skutek pociąga za sobą kolejne. Gorsza oferta to mniejsza zdolność do konkurowania z innymi ośrodkami, a skoro tak, to znaczy, że wyjście z tego błędnego koła staje się coraz trudniejsze.

W poszukiwaniu szansy
Dlatego warto zrobić wszystko, co możliwe, aby wyhamować tempo wyludniania się Tarnowa. Może warto poszukiwać nowych szans, swojej szczególnej niszy czy powrócić także do koncepcji poszerzenia granic administracyjnych miasta o sąsiednie miejscowości, w których część tarnowian już mieszka. Bycie miastem przynajmniej 100‑tysięcznym jest bardzo opłacalne nie tylko pod względem ekonomicznym. Miasto wyludnione, z coraz większą liczbą seniorów, będzie rodzić nowe problemy, a poza tym utraci zdolności kreatywne. Zamiast nowych firm zaczną powstawać kolejne domy opieki społecznej, a najlepiej by było, gdyby powstawały i jedne, i drugie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o