Domowe piekła ciąg dalszy

0
117
REKLAMA

Wszystko wskazuje na to, że historia adoptowanego Mateusza (imię zmieniliśmy, podobnie jak i personalia innych opisywanych postaci), która zszokowała wielu naszych Czytelników, ma swój mroczny ciąg dalszy. Zanim chłopiec trafił do nowej rodziny, przez pewien czas wychowywała go babcia, z którą był bardzo związany, a potem nowi rodzice zabraniali mu z nią kontaktu. Dlaczego? Jaka była rzeczywiście wola umierającej matki? Staraliśmy się znaleźć odpowiedzi na te i inne wątpliwości…

REKLAMA

 

Dwie adopcje

Przypomnijmy, że państwo G., którzy nie mieli własnych dzieci, po powrocie z USA adoptowali noworodka – Łukaszka. Dwa lata później do ich domu trafił czteroletni Mateusz, którego biologiczna matka zmarła na chorobę nowotworową. Według przybranego ojca chłopców, jego żona znęcała się nad starszym synem. Miała m.in. bić malucha, nakazywać mu zlizywać własny mocz, wkładać jego głowę do muszli klozetowej… Ryszard o wszystkim powiadomił policję, a następnie wyprowadził się z Mateuszem do innego mieszkania, natomiast kobieta nadal opiekuje się młodszym Łukaszem.
Prokuratura postawiła lekarce zarzut psychicznego i fizycznego znęcania się nad chłopcem, sprawa jest w sądzie. Pani Maria nie chciała z nami rozmawiać, oświadczając jedynie, że mąż obiecał ją zniszczyć i realizuje swój plan. Wniosła pozew o rozwód i ustalenie praw rodzicielskich nad przybranymi dziećmi, dlatego zawieszone zostało wszczęte z urzędu postępowanie przez Sąd Rodzinny o pozbawienie lekarki władzy rodzicielskiej nad Mateuszem i Łukaszem.

 

Miał być normalny dom i wykształcenie

Badający Mateusza biegły psycholog wykluczył u niego skłonności do konfabulacji i kłamstwa, uznając jego zeznania za wiarygodne, a pokrywają się one z tym, co mówi jego ojciec. Jednocześnie zauważył, że bardzo związany jest emocjonalnie z bratem, który – jak pisaliśmy – stawał w jego obronie, gdy matka wymyślała coraz to nowe kary, i bardzo przeżywa rozstanie z nim. Okazuje się jednak, że oprócz śmierci matki i obecnej rozłąki z bratem, tych rozstań w krótkim życiu chłopca było więcej. Skontaktowała się z nami kuzynka Magdy – biologicznej matki Mateusza, która przez kilka miesięcy pomagała opiekować się chłopcem, zanim został adoptowany.
To, co opowiedziała nam Krystyna, mieszkanka podtarnowskich Bogumiłowic, rzuca nowe światło na całą sprawę. Jej zdaniem, Mateusz został adoptowany nie z miłości, ale dla pieniędzy. – Magda przywiozła Mateusza ze Stanów do swoich rodzinnych Bogumiłowic, gdy miał półtora roku, bo często chorował i nie mogła sobie sama poradzić – opowiada.– Opiekowałam się nim blisko rok wraz z jego babcią, która bardzo pokochała wnuka. Później babcia pojechała z Mateuszem do Chicago, by był przy Magdzie, a ona miała wsparcie. To była najwyższa pora, gdyż chłopiec zaczął się do mnie zwracać „mamo”, a przecież to nie ja byłam jego matką…
Krystyna, która mieszka z mężem i ma dwójkę własnych dzieci, twierdzi, że gdy dowiedzieli się o nieuleczalnej chorobie Magdy, byli gotowi adoptować Mateusza, ale ona postanowiła inaczej. – Nagle zrobił się wokół niej duży ruch, różne osoby zaczęły proponować Ryszarda i jego żonę. Bo inteligentna, kulturalna rodzina, a Magda znała Ryszarda, miała o nim dobre zdanie… Przez pewien czas odnosiliśmy wrażenie, że łączyło ich coś więcej niż przyjaźń. Tuż przed śmiercią podpisała papiery, by to oni adoptowali jej syna, bo bardzo zależało jej, aby miał nie tylko normalny dom, ale i zyskał dobre wykształcenie.
Według Krystyny, biologiczna matka chłopca postawiła warunek, aby Mateusz mógł nadal widywać się z babcią. Ryszard miał się na to zgodzić. – Niestety, po śmierci Magdy nigdy się już z nim nie zobaczyła. Państwo G. błyskawicznie załatwili wszystkie papiery, Ryszard powiedział babci, że ona nie jest już dla niego żadną rodziną. Gdy dzwoniła do nich do domu i wnuk odebrał telefon, to zaraz ktoś wyrywał mu słuchawkę z ręki.
Wysyłane były ponoć prezenty dla Mateusza na adres gabinetu stomatologicznego żony Ryszarda, bo liczyli, że kobieta będzie mieć „bardziej miękkie” serce… Czy docierały do adresata? – tego rodzina biologicznej matki chłopca nie wie.
– Chodziło tylko o pieniądze – jest przekonana Krystyna. – A trochę majątku za Mateuszem idzie. Jego jest dom dziadków wraz z polem, bo wcześniej zapisany został Magdzie. A co stało się z pieniędzmi, które na Mateusza zbierała polonia amerykańska, wiedząc o chorobie jego matki? Czytamy, że wyjeżdżali na Wyspy Kanaryjskie, do znanych kurortów, a ich sąsiedzi z bloku mówią nam, że przed adopcją Mateusza nie było ich na takie luksusy stać… Doszło nawet do tego, że Ryszard awanturował się o grób Magdy, by babcia nie została tam pochowana, gdyż należy on do Mateusza.
Babcia chłopca miała niedawno zawał, a potem wylew krwi do mózgu. Jest częściowo sparaliżowana, przebywa na oddziale dla przewlekle chorych w szpitalu w Mościcach. Rodzina twierdzi, że jej największym marzeniem jest zobaczyć wnuka przed śmiercią. Wspomina chwilę, gdy ostatni raz go widziała, machał wtedy do niej rączką w samochodzie, który prowadził ojciec. Niestety, pojazd się nie zatrzymał…

 

Dziecko i biznes

Ryszard potwierdza, że zerwał wszelkie kontakty z biologiczną rodziną chłopca, gdyż tego właśnie życzyła sobie… jego matka. – Takie było życzenie Magdy na łożu śmierci, mam to na piśmie – mówi. – Im nie chodzi o dziecko, ale o pieniądze. Dzień po śmierci Magdy wyczyszczone zostały jej konta, pobrane pieniądze z polis, a przecież była to już w tej chwili własność Mateusza. Upoważnienia miała siostra Magdy, która miała podobno spore długi, a teraz wyjechała do Wiednia i nie ma z nią kontaktu. Podjęte były ponadto próby usunięcia zmarłej Magdy z ksiąg wieczystych, aby pozbawić Mateusza prawa własności ziemi.
Pytany, co się stało z dolarami z amerykańskiej zbiórki, odpowiada: – Sam chciałbym to wiedzieć, mi Magda żadnych pieniędzy nie dała. Wiem natomiast, że przychodziło do Polski sporo paczek z USA od osób, które mojego syna znały i bardzo lubiły. Trafiały podobno do Bogumiłowic, bo nowego adresu ofiarodawcy nie mieli…
Rodzina zmarłej Magdy zapewnia, że nigdy nie mieli z nią żadnych konfliktów na tle finansowym, które skłoniłyby ją do „odcięcia” od nich Mateusza. – Jeśli pomagała swojej jedynej siostrze w radzeniu sobie z kłopotami finansowymi, to tylko z czystego serca – uważa Krystyna. – Możliwe natomiast, że przed śmiercią, gdy była pod wpływem silnych środków psychotropowych, Ryszard dał jej coś do podpisania, a ona nie była świadoma, co podpisuje.

 

O ojcostwo pytał ksiądz…

Po naszym artykule sprzed trzech tygodni pojawiło się także wiele głosów, że to Ryszard jest biologicznym ojcem Mateusza, a w amerykańskich dokumentach ten fakt został zatajony. Stąd miała brać się niechęć jego żony do chłopca. Mężczyzna zapewnia jednak, że to wierutna bzdura. – Bardzo chciałbym być biologicznym ojcem Mateusza, bo to fantastyczny dzieciak, ale niestety nie jestem – oznajmia. – Wiem, że krążą takie plotki, bo niedawno zapytał mnie o to wprost ksiądz proboszcz z Bogumiłowic. Magda powiedziała mi, kto jest ojcem, ale nie chciała, aby to wyszło na jaw…
„Znałam Magdę, ona by Mateuszowi nieba przychyliła, wiedziała, że umrze i marzyła o stworzeniu mu prawdziwego, ciepłego domu. To był też nasz pupilek, modliliśmy się za niego w kościołach. Jesteśmy wstrząśnięci tym, co przeczytaliśmy. Jaki los ci ludzie mu gotują? – to jeden z maili otrzymanych od naszej Czytelniczki z Chicago. „Przybrana matka jest pewnie winna, ale i ojciec nie jest święty. Coś mi się wydaje, że chce po prostu zrobić biznes na dziecku” – napisał ktoś inny. O reakcjach ludzi w Chicago, w tym o działaniach podjętych przez Ambasadę USA w Polsce, bo Mateusz jest także obywatelem amerykańskim, oraz o innych szokujących faktach związanych z tą sprawą napiszemy w następnym numerze.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o