Domowego piekła akt trzeci

0
83
REKLAMA

Przypomnijmy: na początku lutego opisaliśmy historię adoptowanego Mateusza (personalia większości opisywanych postaci są zmienione), którego przybrana matka Maria miała m.in. bić, nakazywać mu zlizywać własny mocz, wkładać jego głowę do muszli klozetowej… Jej mąż Ryszard o wszystkim opowiedział policji, a prokuratura wydała nakaz aresztowania lekarki, przedstawiając jej zarzut psychicznego i fizycznego znęcania się nad chłopcem. Sprawa toczy się przed tarnowską Temidą, a jednym z dowodów są zeznania Mateusza, pokrywające się z wersją wydarzeń, przedstawioną przez jego przybranego ojca, które biegły psycholog uznał za w pełni wiarygodne.
Mateusz mieszka obecnie z ojcem, a jego młodszy brat z matką. Postępowanie przed Sądem Rodzinnym, który z urzędu rozpoczął procedurę pozbawienia lekarki praw rodzicielskich zostało zawieszone, gdyż Maria wniosła pozew o rozwód i w ramach tamtego postępowania ma się zdecydować, kto będzie miał prawo opieki nad adoptowanymi dziećmi.
Skontaktowała się z nami rodzina zmarłej biologicznej matki Mateusza – Magdy, która twierdzi, że Ryszard zabrania chłopcu kontaktu z babcią, teraz już obłożnie chorą. Wcześniej miał obiecać umierającej matce chłopca, która wskazała na Ryszarda i Marię jako przyszłych rodziców jej syna, iż będzie on mógł nadal widywać się z babcią, siostrą i kuzynką Magdy, która przez pewien czas się nim opiekowała. Pojawił się też wątek spadku po pracującej przez wiele lat w USA Magdzie, o który Ryszard toczył spór z jej mieszkającą w Bogumiłowicach rodziną.

REKLAMA

 

Głos z Chicago

Kontaktuje się z nami coraz więcej osób z Chicago, które znały Magdę i jej syna. Z tego, co mówią i piszą, wynika, że było wielu znajomych, którzy wiedząc o nieuleczalnej chorobie Magdy, chciały adoptować Mateusza. Jej amerykańscy znajomi nie mogą uwierzyć, jak w Polsce mogło dojść do takiej sytuacji i nie dają wiary słowom Ryszarda, że Magda nie życzyła sobie kontaktów Mateusza z babcią, bo bardzo kochała swoją matkę.
– Mimo samotności była szczęśliwa, bo Mateuszek był cudownym dzieckiem pod każdym względem. Otwarty, towarzyski i bardzo energiczny – opowiada Dorota, znajoma Magdy z Chicago. – Pół roku przed śmiercią poruszyłam z nią temat adopcji. Byłam gotowa wziąć Mateusza, adopcję proponowała też zamożna i ceniona rodzina amerykańska, ale Madzia nie była pewna, co zrobić. Pojechała z matką i Mateuszem do Polski, gdzie pojawił się Ryszard z propozycją adopcji. Byłam z nią w ciągłym kontakcie telefonicznym, mówiła, że może tak będzie lepiej, bo Mateuszek będzie miał blisko babcię i rodzinę, a do nas może przyjeżdżać na lato. Chyba wówczas nie myślała już trzeźwo, zmarła kilka dni po podpisaniu dokumentów.
Według Doroty, jeśli ktoś twierdzi, że życzeniem Marty było zerwanie kontaktów Mateusza z babcią, to kłamie. – Madzia bardzo kochała swoich rodziców – zapewnia.. – Obiecałam jej, że dopilnuję Mateuszka, w związku z czym przyjechałam do Polski dwa miesiące po jej śmierci. Mateuszek był wtedy jeszcze tym samym szczęśliwym dzieckiem. Poznałam wtedy Marię, która nie uczestniczyła w mojej rozmowie z Ryszardem, miałam wrażenie, że jest zastraszona. Ze strony nowych rodziców chłopca nie padły żadne pytania o dziecko słyszałam tylko o pieniądzach i nienawiści do rodziny Madzi. Mój niepokój narastał podczas kolejnych wizyt, bo Mateuszek zaczął sikać w majtki, błagał abym została, innym razem, gdy zapowiedziałam wizytę, rodzice położyli chłopca spać o 16.30 i nie chcieli go obudzić…
Ryszard wtajemniczył Dorotę w sprawę traktowania Mateusza przez przybraną matkę w kwietniu ubiegłego roku. Nie mogła zrozumieć, jak do takich wynaturzeń może dochodzić w domu wykształconych ludzi. Rozmawiała z Marią, próbując uzyskać zgodę na zabranie Mateusza do USA do wyjaśnienia ich spraw. – Powiedziała mi, że była bita i terroryzowana przez męża, a adopcja była bez jej zgody. Przyznała, że była niedobra dla Mateuszka, ale szczegółów nie wyjawiła. Ryszard początkowo twierdził, że Maria nie zgadza się na żaden wyjazd, ale kiedy po kolejnej rozmowie zaczęła być przychylna temu pomysłowi, czując się chyba winną, on się nie zgodził. Ryszard mówił, że Mateusz jest jego głównym świadkiem, a ma sprawy w czterech sądach i dziecko musi stawiać się na rozprawy. Mój mąż zgłosił sprawę w konsulacie amerykańskim w Krakowie, bo Mateusz to obywatel amerykański, ale powiedziano mu, że nie są w stanie nic zrobić, bo adopcja przeprowadzona została zgodnie z prawem. Adwokaci powiedzieli mi zaś, że polskie prawo nie chroni krzywdzonych dzieci tak jak amerykańskie i sprawa może być wyjaśniana nawet kilka lat.

 

Kat ofiarą?

Maria, przybrana matka Mateusza, która w końcu zgodziła się z nami porozmawiać, twierdzi, że to ona jest ofiarą, bo znęcał się nad nią mąż. Składała zawiadomienia na policję, ale odmawiano wszczęcia postępowania. Żałuje, że tak późno zdecydowała się na rozwód, bo Łukasz, który jest z nią, jest teraz o wiele bardziej spokojnym i radosnym dzieckiem. To, co ją teraz spotyka przypisuje temu, że postanowiła rozstać się z Ryszardem. – Zapowiedział mi, że mnie zniszczy nie tylko zawodowo, że doprowadzi do całkowitego zniszczenia mojej osoby – żali się Maria. – On potrafi perfekcyjnie manipulować ludźmi. Jestem przekonana, że starannie „przygotowuje” Mateusza do każdego przesłuchania.
W obronę Marię bierze jej znajoma Wiktoria, z którą przyszła na spotkanie. – Ryszard od dłuższego czasu podczas każdej rozmowy opowiadał mi, jaka jego żona i jej rodzina jest niedobra, a potem również relacjonował, co Maria robi Mateuszowi. Jego opowieści były tak barwne, że w pewnym momencie nawet zaczęłam w nie wierzyć… Z drugiej strony widziałam jednak, jak dobre relacje Maria miała z dziećmi. A że czasami była stanowcza dla Mateusza… Niech każda matka uderzy się w piersi, czy żadnej nie zdarzyło się pokrzyczeć na dziecko, uderzyć go w tyłek…
Maria przyznaje, że czasami karała starszego syna, gdy był niegrzeczny. – Chciałam, aby dbał o siebie, umiał się zachowywać przy stole, zbierał zabawki po rozrzuceniu czy dzielił się słodyczami z młodszym bratem. Doradzono mi na przykład, aby wtedy, gdy się źle zachowuje, w celach wychowawczych postawić go na chwilę do kąta – mówi.
Do cięższych zarzutów znęcania się nad chłopcem nie chce się ustosunkowywać. – Będę z tego tłumaczyć się w sądzie – stwierdza. – Mogę natomiast potwierdzić to, co w TEMI opowiadała rodzina biologicznej matki Mateusza, że Magda przed śmiercią prosiła nas, aby jej syn mógł nadal widywać się z babcią, dziadkiem i rodziną z Bogumiłowic. Pragnę też ich zapewnić, że wszystkie kartki z życzeniami i paczki, które wysyłali na adres mojego gabinetu, trafiały do Mateusza.

 

Groził rodzinie z Bogumiłowic?

– Poruszcie niebo i ziemię, proście polskie sądownictwo o litość nad dziećmi, bo może się okazać, że będzie za późno i nigdy już nie będą normalne – maili i telefonów tego typu w ostatnim czasie otrzymujemy mnóstwo.
Urszula Kalafarska, dyrektorka Ośrodka Adopcyjno‑Opiekuńczego w Tarnowie, nie czuje się winna. – W tej rodzinie było wszystko w porządku, gdy następowała adopcja drugiego chłopca – twierdzi. – Gdy dotarł do nas niepokojący sygnał, to natychmiast powiadomiliśmy sąd. Tylko on jest władny zrobić coś w tej sprawie.
Losem dzieci zainteresowało się Biuro Rzecznika Praw Dziecka w Warszawie. – Byłam w Tarnowie, zrobiłam kopie akt sprawy sądowej – informuje Larysa Paprotna. – To bulwersujące, co prawdopodobnie działo się w tej rodzinie. Sprawę traktujemy jako priorytetową, podejmiemy stanowcze działania. Mamy możliwość wystąpienia do sądu i domagania się szybkich decyzji z pozycji prokuratora.
Pokłosiem naszej ostatniej publikacji jest jeszcze jedno zdarzenie, które w coraz gorszym świetle stawia Ryszarda. – Po artykule rozpoczęło się nękanie mnie i mojej rodziny –mówi przestraszona Krystyna, kuzynka zmarłej matki chłopca, która przekazała nam kilka informacji związanych ze sprawą. – Ryszard przychodził do mnie do domu i do pracy, był agresywny. Chciał na mnie wymusić podpisanie oświadczenia, że wszystko, co mówiłam TEMI, jest nieprawdą. Gdy po raz kolejny przyszedł do mnie do pracy i robił mi zdjęcia, zdecydowałam się złożyć doniesienie na policję.
Wtedy Krystyna nie wiedziała jeszcze, po co potrzebne są mu jej zdjęcia. Dziś już wie: jej szef miał kontrolę z Inspekcji Pracy, bo złożone zostało doniesienie, że pracuje „na czarno”…
– Prowadzimy czynności sprawdzające, czy nie doszło do gróźb karalnych – poinformowała nas rzeczniczka prasowa tarnowskiej policji Olga Żabińska.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o