Dużo hałasu o lokalną demokrację

0
105
rada
REKLAMA

Tarnowianom, których miejscy strażnicy nie wpuszczą do pomieszczenia, gdzie są radni, radzono wzywanie policji. Z dużej chmury powstał jednak mały deszcz, bo na ostatniej sesji w zasadzie wszystko było po staremu, a jedyną nowością było inne ustawienie stolików radnych i niewielka barierka oddzielająca ich od miejsc dla publiczności.
Po incydencie na przedostatniej sesji, kiedy to w pewnym momencie do Sali Lustrzanej weszło przeszło pięćdziesiąt osób podających się za kibiców Unii, a jeden z nich wyrwał mikrofon prowadzącemu obrady i domagał się pomocy dla upadającego klubu, zaczęto się zastanawiać, co zrobić, aby do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości. Przewodniczący rady, Grzegorz Światłowski, zapowiedział wprowadzenie zmian organizacyjnych. Wejścia do Sali Lustrzanej pilnować mieli strażnicy miejscy, którzy oprócz radnych wpuszczać na salę obrad mieli przede wszystkim zaproszone osoby, a dla mieszkańców przygotowane miały być miejsca w dotychczasowym bufecie. Mieli śledzić obrady poprzez otwarte drzwi i na specjalnie wstawionym do tego pomieszczenia monitorze.
Po tej zapowiedzi rozpętała się burza. „Białoruś samorządowa w Tarnowie”, „Tarnów po białorusku”, „Radni w rezerwacie” – takie tytuły pojawiały się w lokalnych serwisach internetowych. Mówiono o ograniczaniu demokracji lokalnej, o naruszaniu artykułu 61. Konstytucji RP, który gwarantuje obywatelom nie tylko możliwość osobistego uczestnictwa w posiedzeniach wybieranych organów samorządowych, ale także prawo do nagrywania dźwięku i obrazu. Nawoływano do organizowania cyklicznych demonstracji przed mieszkaniem przewodniczącego rady, który – jak napisał jeden z portali – dorobił się już ponoć ksywy „tarnowski Łukaszenka”. Tarnowianom, którzy nie zostaną wpuszczeni do pomieszczenia, gdzie są radni, radzono wezwanie policji.
Z dużej chmury powstał jednak mały deszczyk, bo choć w trakcie ostatniej ubiegłorocznej sesji przy drzwiach faktycznie stał strażnik, to na salę mógł wejść każdy. Jedyną nowością było inne ustawienie stolików radnych i niewielka barierka oddzielająca ich od miejsc dla publiczności, które zostały rozszerzone o wcześniejszy bufet.
Przewodniczący RMT Grzegorz Światłowski jest zaskoczony całym zamieszaniem.
– Chciałem tylko uporządkować pewne sprawy związane z organizacją sesji, aby panował ład i porządek – tłumaczy. – Nie może być tak, by ktoś stał nad radnym i patrzył mu w papiery oraz czytał robione przez niego notatki. Musimy mieć choćby minimalny komfort pracy. Nie mogę też udawać, że nic się nie stało i wizyty zorganizowanej grupy kibiców na sesji po prostu nie było. Dobrze, że tym razem nic się nie stało, ale to nie znaczy, że w przyszłości podobna sytuacja nie zaistnieje i wtedy… Przecież nikt nie wie, jaki byłby rozwój wypadków, gdyby na przykład któryś radny wypowiedział się nie po myśli kibiców.
G. Światłowski zwraca też uwagę na to, że Sala Lustrzana nie spełnia wielu standardów, by organizować w niej posiedzenia miejskiej rady. Ma tylko jedne drzwi wejściowe i wyjściowe, co nie odpowiada przepisom przeciwpożarowym, jest koedukacyjna toaleta…
– Jeśli chcemy, aby dużo ludzi mogło bezpośrednio obserwować naszą pracę, to proszę bardzo, ale zmieńmy miejsce, na przykład na salę w delegaturze Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego przy alei Solidarności. Tam będzie mogło wejść nawet dwieście czy trzysta osób, są do tego odpowiednie warunki. Obawiam się jednak, że gdybym zaproponował zmianę sali obrad, to dopiero podniósłby się krzyk. Padałyby zarzuty o zrywaniu z tradycją i inne – mówi przewodniczący.
Na razie pozostać ma układ stolików, jaki był na ostatniej sesji. Będzie też w gotowości miejski strażnik przy drzwiach. Do Sali Lustrzanej wpuszczani będą mieszkańcy, ale gdy zabraknie tam już miejsc, następni chętni będą zapraszani do sali obok.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o