„Elektryk” w Tarnowie: czy to ma sens?

0
111
Samochody elektryczne
REKLAMA

W Tarnowie samochód z napędem elektrycznym to wciąż osobliwość. Miasto nad Białą docenia pojazdy ekologiczne, ich właściciele mogą liczyć na pewne przywileje, lecz o ciągle niskiej popularności tych samochodów decydują zupełnie inne względy. Regularne użytkowanie ich nastręcza pewnych problemów, podobnie jak w większości polskich miast.

W całym kraju zarejestrowanych jest 7,5 tys. „elektryków”. Przybywa ich z każdym rokiem, ale do wymarzonego przez premiera Morawieckiego miliona tego typu pojazdów droga jeszcze bardzo daleka. Marek Świątek z Tarnowa, wieloletni kierowca amator, wspomina, że gdy przed kilkunastoma laty zaczęto coraz częściej mówić o samochodach elektrycznych w Polsce, sprawa go mocno zainteresowała.
– Wrażenie na mnie zrobiła wiadomość, że 100 kilometrów można tym samochodem przejechać niemal za grosze. Rozmawialiśmy na ten temat z kolegami, ale nasze myślenie było wtedy dosyć naiwne. Wielu z nas sądziło, że akumulatory do „elektryków” są niewiele droższe niż do samochodów benzyniaków. Dlatego wszystko tak to pięknie wyglądało, ale wiadomo: diabeł tkwi w szczegółach. O wielu tych szczegółach wówczas się nie mówiło.
Ponieważ mówi się o nich coraz częściej, wiedza w tym zakresie rośnie, boomu na „elektryki” w Polsce nie ma i chyba długo jeszcze nie będzie.
W Tarnowie na koniec 2018 roku zarejestrowanych było 12 samochodów elektrycznych. Ich liczba wzrasta, lecz powoli. W 2019 odnotowano 16 „elektryków”, a w połowie bieżącego roku o 10 więcej. Kilka lat wcześniej w całym Tarnowie były tylko dwa „elektryki”. Z drugiej strony, cóż znaczy nawet 26 takich pojazdów w morzu ponad 58 tysięcy samochodów osobowych napędzanych innymi paliwami, zarejestrowanych w tarnowskim wydziale komunikacji?…

REKLAMA

Droga bateria
Nie ulega wątpliwości, że w Polsce samochód elektryczny to oferta dla bogatych, przede wszystkim dla firm. Co z tego, że jazda na prąd jest znacznie tańsza od jazdy na benzynę, olej napędowy i nawet autogaz? Sama jazda to jednak nie wszystko.
Po pierwsze, taki samochód trzeba kupić. Ceny nowych fabrycznie zaczynają się – już po uwzględnieniu dopłat rządowych – od ok. 65-70 tys. zł. Co do kosztów przejazdu podaje się różne dane, wg tygodnika „Auto-Świat” mogą one wynosić od… 0 do 66 zł w przeliczeniu na 100 kilometrów. Prąd za darmo można mieć wykorzystując ładowarki miejskie (tylko niektóre!), ale – zdaniem eksperta tygodnika motoryzacyjnego – w codziennej praktyce te koszty będą wynosić średnio od 3 do 19 złotych.
Duży problem to akumulatory. Dzisiaj ciągle jeszcze drogie i niewystarczająco wydajne. Kiedy parę lat temu część mediów epatowała wiadomością, że koszt przejazdu „elektrykiem” w porównaniu z tradycyjnym napędem może być niższy aż kilkakrotnie, nie informowała, że średnio co 7-8 lat (rzadziej przy niższych przebiegach) trzeba wymienić komplet baterii, który jest bardzo drogi. Ale też pojawiają się informacje bardziej optymistyczne: niektóre „elektryki” nawet z przebiegiem 300 tys. km mogą mieć wciąż sprawne akumulatory. To dobrze, gdyż najtańsze nowe kosztują 36 tys. zł (wraz z opłatą za wymianę), regenerowane trochę mniej. Ładny wydatek, prawda? Oczywiście, można przyjąć, że po pewnym czasie samochód z wyeksploatowanymi akumulatorami już sprzedajemy, ale jaka będzie wówczas jego cena? I czy znajdzie się wielu chętnych?

Czy się opłaca?
– Z ciekawości zrobiłem takie kalkulacje, z których wynika, że w obecnej sytuacji „elektryk” to marny interes – twierdzi Marek Świątek. – Założyłem, że koszt przejazdu 100 km samochodem elektrycznym wynosi tylko 5 zł, a ja w ciągu roku pokonuję średnio kilkanaście tysięcy kilometrów. Z tych obliczeń wyszło mi, że po 8 latach wszystkie zaoszczędzone na zwykłym paliwie pieniądze będę musiał przeznaczyć na zakup nowych baterii! Ja więc nie widzę takich korzyści, które mogłyby mnie zachęcić do zakupu „elektryka”, tym bardziej że są to samochody znacznie droższe od zwykłych.
Niektóre miasta wobec właścicieli pojazdów ekologicznych (niekoniecznie tylko elektrycznych) stosują specjalne zachęty, Tarnów jest w tej grupie. Te korzyści polegają głównie na zwolnieniu – całkowitym lub częściowym – z opłat parkingowych czy na pozwoleniach na wjazd do stref ograniczonego ruchu. W Tarnowie właściciel samochodu ekologicznego za całoroczny abonament uprawniający do postoju na wszystkich miejscach w wyznaczonych strefach parkowania zapłaci tylko 50, a nie 2000 zł, jak pozostali.

Trudności z „tankowaniem”
W całym kraju dużym problemem, komplikującym eksploatację „elektryków”, jest jeszcze dostęp do ładowarek prądu. Powinno być ich jak najwięcej, ponieważ podczas jazdy akumulatory dzisiejszej doby dość prędko się rozładowują, a samo ładowanie może potrwać długo. – Kiedy jeszcze niedawno użytkowałem „elektryka”, w Tarnowie były tylko dwa publiczne punkty „tankowania” prądu, więc dla mieszkańca bloku, który nie może podpiąć takiego auta do gniazdka, jest to poważny problem. Ja na szczęście mogłem ładować baterie w aucie na swojej posesji – mówi Tomasz Olszówka, były tarnowski radny, znany z publicznej działalności w mieście. – Generalnie eksploatacja „elektryka” przypadła mi do gustu, jest bardzo przyjemna, choć jest to pojazd ciągle drogi i ma ograniczenia, o których już wspomniałem. Ale mój kolega objechał samochodem elektrycznym prawie całą Europę bez problemów. W wielu krajach infrastruktura dotycząca taboru elektrycznego jest już na tyle rozwinięta, że można podróżować bez obawy, że gdzieś na drodze zabraknie w naszym samochodzie prądu. Teraz użytkuję skuter elektryczny, szybki, zwinny i tani środek lokomocji, znakomicie sprawdzający się w większych miastach, w Tarnowie też.

Hybrydy popularniejsze
Być może rzeczywiście „elektryki” staną się popularniejsze również w Polsce, jeśli zamontuje się w nich nowocześniejsze, bardziej wydajne baterie, o których zresztą już się coraz częściej mówi, jeśli rozwinie się sieć stacji ładowania i cała infrastruktura związana z tą branżą, i jeśli w końcu państwo wprowadzi na tyle atrakcyjne preferencje dla kupujących samochody elektryczne, że zacznie się opłacać. Na razie większe wzięcie od typowych „elektryków” mają samochody hybrydowe, wyposażone w silnik spalinowy i pomocniczy elektryczny. To także drogie pojazdy, ale pod wieloma względami zdecydowanie praktyczniejsze. W Tarnowie zarejestrowanych jest ponad 150 hybryd. Dwa lata temu takich pojazdów było tylko piętnaście.
Nie tak dawno w mieście nad Białą przybyło trochę innych pojazdów elektrycznych, lecz – jak się okazało – tylko na rok. W mieście działała wypożyczalnia skuterów miejskich napędzanych prądem. Spółka, która była ich właścicielem, z powodów finansowych dość szybko zamknęła interes.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o