Fuszerka za 12 milionów

0
361
Nawierzchnia ul. Krakowskiej w 2013 roku | fot. Tadeusz Koniarz
REKLAMA

W krakowskim Sądzie Okręgowym zakończył się proces w sprawie modernizacji ul. Krakowskiej – Tarnów domagał się od firmy MK BUD odszkodowania w wysokości blisko 2 mln zł. Wyrok, choć jeszcze nieprawomocny, nie wskazuje jednego winnego. Zdaniem sądu, współwinni fuszerki są projektant, wykonawca oraz miasto jako zlecające i nadzorujące inwestycję.

REKLAMA

Blisko dekadę temu realizowano w Tarnowie duży projekt inwestycyjny. Wśród kilku zadań najbardziej wyczekiwaną i szeroko komentowaną inwestycją była przebudowa ul. Krakowskiej, a dokładnie jej górnego odcinka na wysokości od ul. Krasińskiego do ul. Targowej.

Miało być tak pięknie…
Na początku 2011 roku, podczas spotkania Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miejskiej w Tarnowie, przedstawiono projekt przebudowy ul. Krakowskiej. O szczegółach mówili m.in. ówczesny zastępca prezydenta Henryk Słomka-Narożański oraz Zdzisław Musiał, dyrektor jeszcze istniejącego Tarnowskiego Zarządu Dróg Miejskich. Przypominali, że projekt zakładał przebudowę nawierzchni jezdni oraz chodników, wymianę układu oświetlenia i całej infrastruktury podziemnej.
Zapowiadano, że nowa nawierzchnia wykonana będzie z dobrych materiałów, m.in. z płyt granitowych: nawierzchnia jezdni i miejsc parkingowych miała być zrobiona z kostki porfirowej o grubości 8 cm, z kolei płyty granitowe w różnych kolorach miały zostać położone na chodnikach oraz pomiędzy chodnikiem a parkingiem, między chodnikiem a jezdnią i pomiędzy parkingiem a jezdnią.
Remont Krakowskiej, na odcinku od ul. Krasińskiego do ul. Targowej, rozpoczął się w maju 2011 roku i miał potrwać kilka miesięcy. Jednak termin zakończenia prac wielokrotnie przesuwano, bo np. przedłużał się czas oczekiwania na dostawę płyt porfirowych. Prace prowadzono m.in. zimą, co wywołało spore oburzenie. Remont fragmentu ul. Krakowskiej zaczęto nawet nazywać najdłuższym remontem. Ostatecznie dopiero wiosną 2012 roku udało się otworzyć wyremontowany odcinek. Remont wykonywało Przedsiębiorstwo Budowlane MK BUD. Inwestycja pochłonęła ponad 7 mln zł, z czego ok. 70 proc. stanowiła dotacja z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Mimo niedotrzymywania terminów i wszelkich opóźnień, wykonawcy nie naliczono karnych odsetek – na wszelkie przesunięcia terminu zakończenia prac miasto jako inwestor wyrażało zgodę.

Efekt mocno niezadowalający
Gdy odbierano przebudowaną Krakowską, wady nie były widoczne. Jednak efekty remontu szybko okazały się niezadowalające. Pojawiały się pęknięcia nawierzchni, ubytki w fugach, wreszcie pękać i wypadać zaczęły całe kostki porfirowe, co zagrażało bezpieczeństwu. Wściekli kierowcy informowali o kolejnych dziurach, w wielu miejscach droga się zapadała, a fragmenty kostek znaleźć można było na chodnikach. Stan ulicy pogarszał się niemal z dnia na dzień. Rozlatująca się kostka „wystrzeliwała” spod kół pojazdów, odnotowano też przypadki uszkodzenia samochodów. Ulica, która miała być wizytówką Tarnowa, stała się przedmiotem drwin i krytyki.
A potem zaczął się remont remontu – do centrum wróciły ekipy, by dokonać napraw usterek. Kolejne poprawki niewiele wniosły, kostka nadal wypadała. W latach 2012-2013 Urząd Miasta Tarnowa sześciokrotnie odbierał wykonane roboty naprawcze, które na wezwanie magistratu realizował MK BUD. Później przedstawiciele firmy przyjeżdżali do Tarnowa, potwierdzali występowanie wad jezdni, ale napraw już nie realizowali. Jesienią 2013 roku oraz od kwietnia do listopada 2014 Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych (miejska spółka) wykonało naprawy doraźne nawierzchni ul. Krakowskiej. Faktury przesłano do firmy MK BUD, oczekując zwrotu wydatków. Bezskutecznie. Pod koniec 2017 roku otrzymaliśmy z biura prasowego UMT informację, że remonty wykonane wtedy przez tarnowski PUK kosztowały blisko 190 tys. zł.
W końcu konieczny okazał się gruntowny… remont remontu. W latach 2017-2018 miasto zleciło przebudowę feralnego odcinka Krakowskiej, a prace wykonała firma ANKO, kładąc kostkę ze szwedzkiego granitu w kolorze ciemnoczerwonym. Nawierzchnia części jezdnej, mocno spękana i z ubytkami, wymieniona została na nową – kładziono płyty granitowe o grubości 10 cm, o wymiarach ok. 16 na 24 cm. Prace kosztowały ponad 4,8 mln zł, w całości zapłaciło za nie miasto. W sumie wymiana nawierzchni górnego odcinka ul. Krakowskiej kosztowała co najmniej 12 mln zł.
Co istotne, zrealizowano wtedy tylko pierwszy etap prac – remont części jezdnej z wykonaniem odwodnienia, naprawą np. uszkodzonych kostek przy zjazdach czy placach. Drugi etap dotyczyć miał remontu nawierzchni na wydzielonych miejscach postojowych na jezdni oraz wykonania ich odwodnienia. Z powodu braku pieniędzy etap ten ciągle pozostaje w planach.

Nawierzchnia pod lupą radnych
Remontem ul. Krakowskiej zainteresowali się miejscy radni z kadencji 2010-2014. Powołano komisję doraźną, która miała zająć się przeglądem robót budowlanych realizowanych przez miasto w latach 2007-2013, których wartość przekraczała milion złotych. Badano dokumentację związaną z przygotowaniem i przeprowadzeniem remontu ul. Krakowskiej. Przewodniczącym komisji został ówczesny radny Jacek Łabno, wtedy prowadzący komisję rozwoju miasta i spraw komunalnych. Ustalenia zawarte w raporcie z lipca 2014 roku, wskazują na szereg nieprawidłowości. Wskazano m.in., że dokumentacja przetargowa i późniejsza związana z realizacją remontu Krakowskiej, przechowywana w siedzibie TZDM, była słabo zabezpieczona przed ingerencją osób trzecich. Protokoły z kolejnych prac w ramach remontu nie zawsze były podpisane przez urzędników TZDM jako przedstawicieli inwestora, dzienniki budowy prowadzono niestarannie, co pozwalało na korygowanie wpisów.
Wiosną 2014 członkowie doraźnej komisji byli obecni na badaniu podbudowy i wykonywaniu odkrywek na nawierzchni Krakowskiej przez specjalistyczną firmę. Badania były zlecone przez miasto. Członkowie komisji zwrócili uwagę, że płytki z porfiru włoskiego wykorzystane do budowy nawierzchni w większości miały grubość ok. 3,5 cm – 4 cm, czasami jedynie 2 – 2,5 cm, w małej ilości były to płytki o grubości 8 i więcej centymetrów. Komisja zainteresowała sprawą tarnowską prokuraturę, ale ta po dwóch latach umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez urzędników TZDM, przy przygotowaniu i prowadzeniu przetargu ofertowego oraz realizacji modernizacji ul. Krakowskiej.
Ciekawe okazały się ustalenia komisji dotyczące materiałów wskazanych jako nowa nawierzchnia chodników i części jezdnej ul. Krakowskiej.
– Analizowaliśmy dokumentację remontu wykonywanego przez MK BUD, spotkaliśmy się m.in. z Grzegorzem Ślusarczykiem, projektantem przebudowy. Stwierdziliśmy niekorzystne dla miasta sformułowanie zapisów Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia dotyczących wyboru materiałów na chodniki i plac przy ulicy. Ostateczna wersja specyfikacji, która dotarła do firm zainteresowanych wykonaniem przebudowy, wskazywała, że na chodniki ma być przeznaczony granit typu „Mikoszów” lub równoważny, przy czym za pojęcie równoważności uważano wyłącznie kolor. Pominięto inne istotne cechy, jak nasiąkliwość i ścieralność. Wykonawca wybrał więc granit typu chińskiego (G350), tańszy od kamienia mikoszowskiego. Ale wycenę w kosztorysie i tym samym wartość zamówienia skalkulowano pod droższy kamień mikoszowski. Stwierdziliśmy, że wprowadzenie takich zapisów mogło być zabiegiem celowym, a nie tylko niedopatrzeniem czy pomyłką. Na siłę budowano dużą wartość zamówienia – mówi Jacek Łabno.
Z dostępnych zapisów spotkania komisji z projektantem Ślusarczykiem wynika, że otrzymał on od Grażyny Wójcik (była zastępcą szefa TZDM) sugestię, by wpisać do specyfikacji określenie „lub równoważny”, co dawało możliwość wykorzystania kamienia innego niż mikoszowski.
Okazuje się więc, że projektant nie miał wpływu na dobór materiału. Dotyczyło to także części jezdnej. Ślusarczyk miał wskazywać na twardy granit o odpowiedniej grubości – kwarcyt szwedzki. I zapisy o takim właśnie materiale członkowie komisji odnaleźli w ustaleniach przekazanych w 2010 roku przez tarnowską delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie. Ostatecznie jednak TZDM wybrał płytę porfirową. Tłumaczono to względami estetycznymi. Zapewne nie bez znaczenia były względy finansowe – kwarcyt szwedzki jest drogim materiałem.
Do jakości kostki porfirowej odnosi się dziś mecenas Piotr Wardawa z biura radców prawnych UMT. Mówi, że kostka zakupiona przez wykonawcę przebudowy posiadała stosowne atesty, certyfikaty wystawione przez włoskiego dostawcę, który wkrótce potem zbankrutował. To, że kostka porfirowa łuszczyła się, mogło być skutkiem niewłaściwego pozyskiwania materiału. Później, już podczas badań na potrzeby procesu, okazało się, że dostarczona kostka porfirowa nie spełniała parametrów podanych w certyfikacie.

Cała Polska z nas się śmiała
Miasto złożyło wiosną 2015 roku pozew przeciwko Krzysztofowi Musowi, właścicielowi firmy MK BUD, domagając się naprawy jezdni poprzez jej rozebranie i ponowne ułożenie płyt o parametrach zgodnych z założeniami projektu oraz wymiany warstwy podsypki. Miasto chciało też, by nastąpiło to w terminie czterech miesięcy po uprawomocnieniu się wyroku. Gdyby wykonawca nie był w stanie dokonać napraw, miasto żądać miało odszkodowania w wysokości 1,6 mln zł, które mogłoby pozwolić zlecić niezbędne naprawy innej firmie. Dlaczego miasto wskazało kwotę 1,6 mln zł? Na to składała się suma odpowiadająca kosztom planowanej wówczas naprawy ul. Krakowskiej wraz z kosztami rozbiórki, wartość prac wykonanych wcześniej przez PUK, a także wydatki poniesione przez miasto w związku ze zleceniem Politechnice Krakowskiej ekspertyz – geofizycznego badania jezdni ul. Krakowskiej.
Zapomniano o wartościach nie – materialnych.
– Nikt nie wyliczył szkód wizerunkowych, które miasto poniosło w związku z trwającym tak długo remontem. Cała Polska z nas się śmiała. Ale zapomniano też w tym wycenianiu wartości odszkodowania o stratach, jakie ponieśli przedsiębiorcy mający przy ul. Krakowskiej swoje sklepy czy lokale usługowe. Stracili na długi czas możliwość zarabiania – dodaje Jacek Łabno.
Jednoznaczne wskazanie winnego fuszerki okazało się trudne. Powoływano się na rozmaite ekspertyzy, a występujący w procesie świadkowie wskazywali np. na błędy popełnione już na etapie projektu, bo m.in. nie przewidziano w nim wykonania dylatacji ul. Krakowskiej (specjalnych szczelin przenoszących obciążenia), nie do końca przemyślano skalę ruchu pojazdów na tej ulicy. Wskazywano też, że przyczyną złego stanu nawierzchni ul. Krakowskiej są wady użytych materiałów, czyli zbyt cienkie płyty porfirowe, których wykonawca remontu nie powinien był wykorzystywać. Nie bez znaczenia miały być prace prowadzone w temperaturach zbyt niskich, by zapewnić właściwe wiązanie cementu w podbudowie nawierzchni. Broniąc się, firma MK BUD wykazywała, że gotowa inwestycja nie ma wad powstałych w wyniku robót budowlanych, a są one skutkiem błędów projektowych.

Kto winny?
W 2013 roku, gdy radni PiS domagali się zdymisjonowania wiceprezydenta Henryka Słomki-Narożańskiego, który miał nadzór nad inwestycjami, ówczesny prezydent Ryszard Ścigała przyznawał w rozmowie z naszym dziennikarzem m.in. o remoncie ul. Krakowskiej, że „brakło dobrego nadzoru i to od etapu odbioru dokumentacji po kontrolę jakości wykonania. Osoby odpowiedzialne za ten nadzór okazały się po prostu nieodpowiedzialne. (…) Na razie przez moje otoczenie przekonywany jestem, że mamy do czynienia ze splotem przyczyn – od wad projektowych, po niestaranne wykonawstwo i niefachowy nadzór. Ale jeśli zamówiona przez nas ekspertyza wykaże jakąkolwiek winę pracowników urzędu, to nie cofnę się przed wyciągnięciem ostrych konsekwencji”.
Sprawą feralnego remontu na wniosek komisji doraźnej dwukrotnie zajmowała się tarnowska prokuratura, ale nie dopatrzono się niczego niezgodnego z prawem i śledztwa umorzono.
Rozmaite zmiany w strukturze magistratu i innych miejskich jednostkach, jakie miały miejsce kilka lat temu, mogą utrudniać jednoznaczne wskazanie winnych, skutkując rozmywaniem odpowiedzialności. Chodzi m.in. o likwidację w 2012 roku TZDM, którego dyrektorem był Zdzisław Musiał, zgrupowanie wydziałów w magistracie i utworzenie m.in. Centrum Rozwoju Miasta, które nadzorować miało przebieg remontu ul. Krakowskiej. Kierował nim Krzysztof Madej. Powstało też Centrum Usług Wspólnych, którym kierował Jacek Kułaga. Od samego początku nadzór nad remontem należeć miał do Henryka Słomki-Narożańskiego. W raporcie komisji przewijają się też nazwiska Grażyny Wójcik i Danuty Brożkiewicz, pracujących wtedy w TZDM. Na te właśnie osoby zwracała uwagę w swoim raporcie komisja doraźna.
– Oczekuję od obecnego prezydenta Tarnowa, by dokładnie zapoznał się z naszym raportem i z zawartych tam informacji skorzystał. Prace komisji i opracowany raport nie były prywatną sprawą kilku osób, ale działaniami radnych w imieniu miasta i w trosce o miasto. Podajemy tam rozmaite szczegóły, które w sądowej walce byłyby pomocne. Nie wiem, dlaczego nie korzysta się z tego raportu, z protokołów posiedzeń komisji, z naszej wiedzy. Czy miastu już nie zależy? Odwołanie od wyroku powinno poruszać szereg dodatkowych aspektów – dodaje Jacek Łabno.

Miasto współwinne fuszerki
W 2018 roku, biegły określający na prośbę sądu stopień odpowiedzialności za fatalne efekty remontu ul. Krakowskiej, stwierdził, że winę za taki stan rzeczy ponoszą wykonawca (w 67 proc.), projektant – 24 proc. i miasto – 9 proc. Jak poinformowało Radio Kraków, w ogłoszonym na początku stycznia bieżącego roku wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie, proporcje te są inne. Sąd uznał, że wykonawca zawinił jedynie w 35 procentach. Odczytujący wyrok sędzia Marek Synowski mówił, że wykonawca remontu ulicy Krakowskiej ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą z tytułu nienależytego wykonania umowy, m.in. w zakresie użycia płyt porfirowych, które były zarysowane i miały mikropęknięcia. Sąd wskazał także na współodpowiedzialność za fiasko remontu po stronie projektanta. Podkreślił, że podstawowym błędem było niezaprojektowanie dylatacji.
Nie bez winy jest, zdaniem sądu, także miasto jako zlecające i nadzorujące inwestycję.
– Strona powodowa, czyli miasto, to jest profesjonalista, to nie jest przysłowiowy Kowalski, który nie ma do czynienia z procesami budowlanymi. Wręcz przeciwnie. Gmina Miasta Tarnowa ma na co dzień do czynienia z mniejszymi i większymi procesami budowlanymi, z budowaniem dróg w szczególności. Ma doświadczenie, i co więcej, ma też zatrudnionych ludzi, którzy mają odpowiednią wiedzę i kompetencje, by weryfikować najpierw projekt budowlany, a później sposób wykonywania robót przez pozwanego. I ta weryfikacja była prowadzona na bieżąco – inspektor nadzoru z ramienia miasta weryfikował nie tylko sposób wykonywania robót, ale również jakość materiału, jakie płytki były kładzione, jakiej grubości. Z niewiadomych przyczyn to było wszystko akceptowane. Strona powodowa widziała jakość płytek, sposób wykonywania prac i akceptowała to – mówi sędzia Synowski.
Sąd zasądził od wykonawcy remontu na rzecz miasta ponad 756 tysięcy złotych. Tę kwotę zmniejszył jednak o wartość zdemontowanej z Krakowskiej kostki, wykorzystanej m.in. przy zagospodarowaniu Kantorii. Sąd orzekł, że była ona warta blisko 519 tysięcy złotych. Dlatego wykonawca remontu powinien ostatecznie zapłacić miastu odszkodowanie w kwocie ok. 255 tysięcy złotych z odsetkami. Równocześnie sąd wezwał miasto do zapłaty kosztów sądowych w wysokości ponad 150 tysięcy złotych.
Wyrok nie jest prawomocny. Niewykluczone, że miasto Tarnów składać będzie odwołanie od wyroku.
– Decyzja o tym zapadnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Czekamy na dokumenty, powinniśmy otrzymać je ok. 10 lutego. Jako miasto nie zgadzamy się, by ok. 33 proc. winy było po stronie inwestora, czyli miasta. W ocenie biegłego ten procentowy udział miasta był inny, mniejszy, biegły proponował rozbicie procentowe korzystniejsze dla miasta. Sąd w swoim wyroku doszedł do innych wniosków niż biegły, rozkładając winę mniej więcej po równo na wszystkich uczestników procesu budowlanego. Tym bardziej czekamy na pisemne uzasadnienie. W ustnym ogłoszeniu wyroku nie padły żadne nazwiska – mówi mecenas Piotr Wardawa z biura radców prawnych w tarnowskim magistracie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o