Gdzie chodzimy „na dziko”?

0
128
REKLAMA

Są w każdym mieście. Prowadzą na skróty do przystanku, sklepu, bloku lub szkoły. Mieszkańcy wydeptują je nawet przez kilkanaście lat, zanim pojawią się na nich chodnikowe płyty. Niektóre miasta postanowiły ucywilizować dzikie ścieżki. Przyjmują zgłoszenia od mieszkańców, gromadzą dokumentację fotograficzną i sprawdzają, czy wydeptany teren jest miejską własnością. Potem kładą tam chodnik.
Dzikich ścieżek nie brakuje również w Tarnowie. Jedną z najbardziej uczęszczanych jest dróżka … na wale koło Białej. Między godziną 14 a 16 ruch panuje tam taki, jak na jednej z głównych ulic miasta, spotkać można nie tylko pieszych, ale również rowerzystów. Wydeptana ścieżka biegnie najpierw wzdłuż rzeki, potem koło torów, aż w końcu łączy się z ulicą św. Katarzyny w pobliżu ogródków działkowych za galerią „Tarnovia”.
Drugie dość nietypowe przejście zmierza od ul. Krakowskiej w stronę Liściastej, ale tej jej części, która znajduje się za tarnowską obwodnicą. Mieszkańcy doskonale opanowali trasę. – Najpierw idę Krakowską, a potem chodnikiem przy Liściastej. Jednak ulicę przecina obwodnica, dlatego chcąc dostać się na drugą stronę, muszę przejść przez kawałek jakiejś działki, by dostać się do schodków prowadzących do wiaduktu nad obwodnicą. Przechodzę na drugą stronę, zbiegam po schodkach i znowu idę przez małą łąkę, by dojść do ulicy i chodnika – opowiada Monika. – W miejscach, gdzie powstają mocno wydeptane ścieżki, powinny być kładzione chodniki, niechby nawet tymczasowe.
Do Stanisława Klimka, tarnowskiego radnego, stale przychodzą mieszkańcy, którzy postulują, by w jakimś wydeptanym miejscu położyć chodnik. – Przed blokiem nr 4 na osiedlu Zielonym ludzie spieszący się codziennie na przystanek wytyczyli krótką ścieżkę, później spółdzielnia „Jaskółka” zrobiła tam chodnik. Na tym samym osiedlu, zaraz na początku al. Jana Pawła II, tuż przed ekranami akustycznymi, mieszkańcy skręcali z chodnika w bok, by na skróty przez zarośla koło ogrodzenia przejść do pobliskich bloków i szkoły. Zazwyczaj brodzili tam w błocie, ale od pewnego czasu mają już położone chodnikowe płyty. Podobnie było z niewielkim kawałkiem osiedlowej ścieżki, prowadzącym obok gazowni do pobliskiego kościoła lub lasku Lipie – opowiada radny. – Jeśli się chce, można zrobić wszystko.
Niestety, nie zawsze się to sprawdza. – Już sześć lat walczę o to, by zrobiono zaledwie 150‑metrowy chodnik na wydeptanej przez ludzi ścieżce prowadzącej między blokami do kościoła przy ul. Klikowskiej – przyznaje radny. – Kiedyś tam mieszkałem, więc tarnowianie przyszli z tą sprawą do mnie. Byli to ludzie starsi, narzekający, że muszą chodzić po błocie. Nic nie dało położenie w tym miejscu płyt, bo ktoś je pościągał.
Przedstawiciele miasta i osiedlowej administracji bezradnie rozkładają ręce, że nic nie da się zrobić. – Niemoc totalna. Sprawę utrudnia fakt, że nie jest to miejski teren – dodaje Stanisław Klimek.
Możliwe, iż szybciej uda się zrobić chodnik na osiedlu Ablewicza, by mieszkający tam tarnowianie bez trudu dotarli do najbliższego sklepu i przystanka autobusowego przy al. Jana Pawła II. Radny wnioskował już o to jakiś czas temu. – Chodzi o położenie płyt chodnikowych w pobliżu osiedlowego „Orlika” – wyjaśnia S. Klimek.
Miejskim urzędnikom problem dzikich ścieżek wcale nie jest obcy. – Mamy przeróżne skróty, jak chociażby w Parku Strzeleckim, jednak najwięcej bywa ich na dużych osiedlach – mówi Jacek Kułaga, dyrektor Centrum Usług Ogólnomiejskich w tarnowskim magistracie. – Typowym przykładem dostosowania ścieżek do naturalnych kierunków wybieranych przez ludzi jest układ alejek na Placu Sienkiewicza. Wszędzie, gdzie tylko możliwe, dopasowujemy przebieg chodników do ścieżek wydeptanych przez mieszkańców. Tak było np. z chodnikiem położonym za blokiem nr 1 na osiedlu Zielonym.
Dawniej najpierw budowano bloki, potem wytyczano ulice, a na końcu chodniki. Czekano, aż spadnie śnieg, potem fotografowano ścieżki wydeptane przez ludzi i w tym miejscu pojawiały się później płyty. Teraz najpierw powstają drogi i chodniki, a potem budynki. Jednak spółdzielnie mieszkaniowe, administrujące nawet starymi osiedlami, wciąż starają się pójść na rękę swoim mieszkańcom. – Teraz dość rzadko się zdarza, by ludzie domagali się położenia chodnika w konkretnym miejscu. Nigdy jednak nie protestujemy i nie wojujemy z mieszkańcami. Jeśli jest taka potrzeba – nie ma problemu, spełniamy ich życzenie – zapewnia Zbigniew Sipiora, zastępca prezesa do spraw gospodarki zasobami mieszkaniowymi TSM.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o