Gdzie jadają tarnowianie?

0
104
jedzenie-obiady
REKLAMA

Ponad 25 mld złotych wydali w ubiegłym roku Polacy na posiłki spożywane poza domem. Przynajmniej raz w tygodniu posila się w różnych jadłodajniach prawie 64 proc. osób w wieku od 18 do 24 lat, w barach i restauracjach żywi się też 7,6 proc. ludzi starszych, mających ponad 65 lat. Największą szansę na przyciągnięcie klienteli mają nie luksusowe restauracje, lecz punkty oferujące niedrogie posiłki, do tego serwowane w opcji na wynos.

REKLAMA

Można po chińsku…
Według danych Tarnowskiego Centrum Informacji w mieście działają 52 restauracje, 35 barów, fast foodów i przeróżnych bufetów oraz 21 pizzerii.
– Mamy kuchnie: włoską, żydowską, australijską, hiszpańską, chińską, meksykańską, ukraińską, węgierską, amerykańską, rosyjską i japońską – wymienia Marcin Pałach, dyrektor TCI. – Na pewno brakuje w Tarnowie restauracji cygańskiej oraz lokalu z tradycyjną kuchnią polską, serwującą chociażby michę pierogów czy tradycyjny żurek. Nie mamy też piwiarni polecającej piwo z małego lokalnego browaru ani restauracji, gdzie można skosztować win z podtarnowskich winnic.
W polecanym przez lokale menu naprawdę jest co wybrać. Przykładowo, w chińskiej restauracji „Jama Złotego Smoka” możemy skosztować kaczki po kantońsku, panierowanego rekina lub krewetek w sosie czosnkowym, hacjenda „El Paso” serwuje dania wegetariańskie i meksykańskie, restauracja winiarnia Lippóczy ma w swoim menu m. in. wątróbkę gęsią z rusztu i jadalne kasztany z musem czekoladowym, w „Rosyjskiej” posmakujemy naleśników z czerwonym kawiorem, a w „Wiedeńskiej” pojawi się na stole kociołek wiedeński.
Tarnowscy restauratorzy robią wszystko, by przyciągnąć jak najwięcej klientów, co wcale nie jest łatwe, bowiem tarnowianie, jeśli już muszą coś przekąsić na mieście, wybierają zwyczajne hamburgery, kebab czy pizzę. W wielu takich punktach nie ma problemu z kupnem posiłku na wynos.


… ale większość woli w domu
Obecny rok – wbrew ogólnopolskim trendom – jest dla tarnowskiej gastronomii wyjątkowo słaby.
– Tarnów jest specyficznym miastem, to nie Kraków, gdzie o godzinie 21 restauracje pełne są ludzi, u nas o tej porze w dni powszednie trzeba niekiedy już zamykać – mówi Łukasz Rompalski, menadżer restauracji „Pasaż” w Tarnowie. – W tym roku mamy mniej gości, zwłaszcza wieczorami. Kiedyś wielu tarnowian rezerwowało u nas stoliki, dziś widać wyraźny spadek. Co jest tego powodem? Pewnie brak pieniędzy lub chęć oszczędzania.
Są natomiast chętni na zestawy obiadowe serwowane w „Pasażu” w cenie 15 złotych. Zawsze podawana jest zupa i jedno z dwóch dań do wyboru: z kuchni polskiej lub włoskiej. W menu jest np. zupa pomidorowa z ryżem, kotlet schabowy, ziemniaki, kapusta zasmażana i kompot albo tagliatelle z wieprzowiną i pomidorami.
W „Bristolu” specjalnością są stek a la boss i sandacz na jarzynach, niemniej jednak od wielu lat klientom oferuje się też obiady abonamentowe. Jeden zestaw obiadowy w postaci zupy, drugiego dania, kompotu lub ciastka kosztuje 15 złotych, przy czym – jak zapewnia Tadeusz Nosek, właściciel „Bristolu” – 90 proc. potraw to posiłki mięsne, jak choćby cielęcina. W jarskie piątki tradycyjnie pojawiają się pierogi i krokiety, jest też możliwość przygotowania posiłków bezglutenowych czy dietetycznych, a abonamenty nie odpowiadają konkretnym dniom w miesiącu. Czy są jednak chętni na codzienne stołowanie się w restauracji?
– Nie ma żadnego zainteresowania, obiady abonamentowe sprzedajemy zaledwie dla kilku osób, najczęściej naszych wieloletnich klientów – przyznaje właściciel „Bristolu”. Jeszcze 20 lat temu w tarnowskiej restauracji sprzedawano aż 300 obiadów abonamentowych, ale gdy firmy zrezygnowały z funduszy socjalnych i dopłat m.in. do obiadów dla pracowników, lokal stracił sporo klientów.
– W Tarnowie gastronomia po prostu nie istnieje, bywają dni, kiedy do restauracji nie przychodzi nikt. Nie wiem, czy przeżyjemy do przyszłego roku, od pięciu lat nie zmienialiśmy cen, ale koszty są ogromne, musiałem zwolnić prawie 50 proc. załogi – przyznaje Tadeusz Nosek.

Bary mają się dobrze
Braku klientów nie widać natomiast w tarnowskich barach mlecznych, niektórzy twierdzą, że powinno być ich znacznie więcej.
– Tarnowianie lubią jadać poza domem, ale na codzienne stołowanie się w restauracji mało kogo stać. Mieszkańcy często zaglądają więc do barów, choć z naszymi klientami też bywa różnie, bo są gorsze i lepsze miesiące. Zwyczajowo mniej chętnych na barowe obiady mamy we wrześniu – mówi Ewa Karaś, właścicielka baru „Mimoza” w Tarnowie.
Do baru zaglądają różni ludzie: uczniowie, studenci, emeryci, rodziny z dziećmi. Przyciąga przede wszystkim cena, bo obiad w postaci zupy i dania jarskiego można zjeść już za 7‑8 złotych, a jeśli pierogi zamienimy na mięso, płacimy 10‑12 złotych. Najtańsze są zupy kosztujące około trzech złotych, porcja pierogów to wydatek 5 zł, a za mięso płaci się około 6 złotych. Wybór jest duży: kilka zup, 6‑7 gatunków pierogów, dziesięć rozmaitych mięs, a do tego jeszcze krokiety i naleśniki. – Nie ma sytuacji, by klient niczego dla siebie nie wybrał, niezdecydowanym podpowiadamy, co mogą zjeść – zapewnia właścicielka baru.
Podobnie z klientami bywa też w licznych miejskich pizzeriach.
– Na brak gości nie narzekamy. Owszem, może mniej osób ostatnio do nas zagląda, ale realizujemy sporo zamówień na wynos. Klientów zachęca pizza z doborem własnych składników, często zamawiają też sałatki i napoje – powiedziano nam w jednej z tarnowskich pizzerii w centrum miasta.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments