Giną w Tarnowie motocykliści

0
128
wypadek motocyklisty w Tarnowie
REKLAMA

Największym jednak niebezpieczeństwem ciągle jest nadmierna prędkość, którą upajają się głównie młodzi amatorzy jednośladów.
W tym sezonie na tarnowskich ulicach zanotowano już dwie tragedie. Pierwsza – przypomnijmy – wydarzyła się na ul. Mickiewicza. Na samochód osobowy volvo, który przejeżdżał przez skrzyżowanie z ul. Brodzińskiego, wpadł 27-letni motocyklista jadący od strony ul. Matki Bożej Fatimskiej. Siła uderzenia była bardzo duża – mężczyzna kierujący motorem zginął na miejscu. Czy w tym przypadku mieliśmy do czynienia tylko z klasycznym wymuszeniem pierwszeństwa przez kierowcę samochodu? Czy zaistniały dodatkowe okoliczności, które doprowadziły do wypadku? Czy motocyklista, który zderzył się z volvo, jechał z dopuszczalną w terenie zabudowanym prędkością? Oto pytania, na które będą musieli odpowiedzieć badający sprawę śledczy.
Wiele wątpliwości dotyczących zdarzenia na Mickiewicza może nasuwać dramatyczne nagranie pochodzące z ulicznego monitoringu, na którym został zarejestrowany wypadek i które „wyciekło” do sieci. Komentarze internautów są bardzo różne, ale warto zaczekać na zakończenie policyjno-prokuratorskiego postępowania. Na pewno wspomniany filmik będzie w tej sprawie bardzo pomocny.

REKLAMA

Tracą głowę
Druga tragedia wydarzyła się w miniony czwartek, w rejonie skrzyżowania ulic Krakowskiej i Fabrycznej. Wstępnie ustalono, że do wypadku doszło, gdy kierowca ciężarówki skręcał w tym miejscu w prawo. To wtedy motocyklista najechał na pojazd z długą naczepą. W wyniku doznanych obrażeń mężczyzna zmarł na miejscu. Miał 23 lata, był mieszkańcem powiatu tarnowskiego.
– Na razie nie będę odnosił się do tych dwóch wypadków, gdyż jest jeszcze na to za wcześnie. Prowadzone są śledztwa, które powinny wyjaśnić wszystkie okoliczności owych tragedii – mówi kom. Sebastian Bąk, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.
Pytany o główną przyczynę nieszczęść z udziałem motocyklistów naczelnik odpowiada: Bywa, że głównie młodzi ludzie, którzy dysponują motocyklami z silnikami o dużej pojemności, podczas jazdy tracą głowę. Przede wszystkim rozwijają bardzo duże prędkości, nie dostosowują ich do panujących warunków jazdy.
Już od dłuższego czasu policjanci mają kłopot z niesfornymi motocyklistami. Niektórzy z nich specjalnie wyginają tablice rejestracyjne do góry, aby w razie popełnienia wykroczenia trudniej było ich zidentyfikować. Niedawno pisaliśmy o motocykliście, który nie zatrzymał się do kontroli i uciekając przed patrolem w centrum Tarnowa stwarzał poważne zagrożenie dla innych użytkowników drogi. Wcześniej ruchliwą drogą wojewódzką nr 977, między Tuchowem i Tarnowem, szarżował inny młody motocyklista także uciekając przed policją. Kilka lat temu podczas zderzenia z samochodem osobowym na jednym z tarnowskich skrzyżowań ostry element, o który zaczepił motocyklista, uciął mu rękę. W tym przypadku winę przypisano kierowcy samochodu.


Musiało się to stać?
– Brawura i brak wyobraźni. Jeśli te dwie rzeczy idą w parze, można wtedy spodziewać się nieszczęścia – twierdzi Ryszard Porębski, pasjonat motocykli, właściciel hondy z silnikiem o mocy 116 koni mechanicznych, która jest w stanie pojechać z prędkością 220 km na godzinę; członek Tarnowskiej Konfederacji Motocyklowej „Wataha”, regularnie wpajającej swoim sympatykom zasady bezpiecznego poruszania się motorem.
– Kiedy dochodzi do wypadku motocyklisty, to zdarza się, że niedługo potem docierają głosy, że ten człowiek wcześniej jeździł brawurowo, bardzo ryzykownie i że kiedyś musiało się stać to, co się stało. Niestety – mówi Ryszard Porębski.
Jego zdaniem, w pasji, którą się ma, nie może liczyć się tylko adrenalina. Do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem.
– Jazda motocyklem wymaga rozsądku. To może być pojazd tak samo szybki jak samochód, ale samochód tworzy jeszcze klatka, która chroni kierowcę i jest wyposażona w pasy bezpieczeństwa oraz poduszki powietrzne. W motocyklu tego nie ma.
Dla kierowcy samochodu przebiegający drogą kot nie powinien stanowić większego zagrożenia, dla motocyklisty owszem.
– Znam przypadek, w którym będący w locie gołąb uderzył w opuszczoną szybę kasku motocyklisty kierującego maszyną, na wysokości jego twarzy, wywołując u niego duże zaskoczenie. W wyniku tego zdarzenia motocyklista został poturbowany. W drugim przypadku podobna „przygoda” dotknęła pasażerkę motocykla. To jednak są sytuacje, które trudno przewidzieć i którym trudno zapobiec.

140 na godzinę
Ryszard Porębski zwraca też uwagę, że wielu kierowców samochodów zupełnie ignoruje obecność motocyklistów, utrudnia im jazdę, zbyt późno zauważa ich w lusterkach wstecznych, niebezpiecznie zajeżdża drogę.
Podobnie jak większość amatorów mocnych maszyn lubi on duże prędkości i przyznaje, że na autostradzie rozpędza się do 140 kilometrów na godzinę. Jest zdania, że taka szybkość może być bezpieczna, lecz pod pewnymi warunkami.
– Po pierwsze, muszą panować właściwe warunki do takiej jazdy – odpowiednia droga, sucha nawierzchnia itp. Należy być wtedy maksymalnie skoncentrowanym, trzeba mieć oczy dookoła głowy, często patrzeć w lusterka, na bieżąco analizować sytuację na drodze. Koniecznie należy zachować odpowiedni odstęp od poprzedzającego nas pojazdu, a nie siedzieć mu na zderzaku i tylko czekać, kiedy będzie można go wyprzedzić. Poza tym na bardzo szybką jazdę powinni decydować się ludzie dojrzali i odpowiedzialni. Odradzam początkującym, młodym motocyklistom, którzy powinni stopniowo nabierać wprawy w kierowaniu tego rodzaju pojazdem.
Już w tym roku, mimo że sezon nadszedł z opóźnieniem, na drogach miasta i powiatu policja odnotowała 6 wypadków z udziałem motocyklistów, dwóch z nich nie żyje. To fatalny początek, ale być może limit tragedii na ten rok już został wyczerpany.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o