Głodowe pensje po zmianach

0
92

Dyrekcja Zespołu Szkół Niepublicznych, w skład której wchodzi teraz była „dziewiętnastka”, sprawy nie chce komentować, a w magistracie mówią, że to już nie ich problem, bo nie oni od września prowadzą tę szkołę.
Przekształcaniu przez samorząd Tarnowa „dziewiętnastki” w placówkę niepubliczną towarzyszyły duże protesty rodziców oraz grona pedagogicznego, którzy chcieli, by niczego nie zmieniać. Gdy jasne stało się, że szkoły publicznej już nie będzie, bo radni przegłosowali likwidację, założyli nawet stowarzyszenie, które wyrażało gotowość jej przejęcia, ale władze miasta od samego początku upierały się, że nowym organem prowadzącym ma być Tarnowska Fundacja Dobrosąsiedzkiej Współpracy. I dopięły swego.
Od 1 września podstawówka przy ul. Skorupki wchodzi w skład Zespołu Szkół Niepublicznych. – Zgodziłyśmy się przyjąć ofertę kontynuowania pracy w szkole działającej na nowych zasadach, gdyż zapewniono nas, że będziemy zarabiać miesięcznie po 2,3 tys. zł brutto. To wprawdzie miało być o 1,5 tys. zł mniej niż dotychczas, ale teraz o pracę w oświacie trudno, a my byłyśmy zżyte z tą szkołą – opowiada jedna z nauczycielek.
Nauczyciele na początku września dostali przydziały godzin, ale umów nie dano im do ręki. Mówiono, że w związku z przejęciem szkoły jest trochę bałaganu w papierach i jeszcze nie zdążono ich przygotować. W końcu, gdy wychowawcy klas odbyli spotkania z rodzicami, dostali umowy do podpisania i… przeżyli szok. Prowadzący szkołę uznali, że teraz nie obowiązuje już Karta Nauczyciela, więc tydzień pracy jest 40‑godzinny. Ci więc, którzy mają po 18 lekcji tygodniowo, pracować mają na pół etatu i zarabiać po 1150 zł brutto, co „na rękę” wynieść ma około 860 zł. To znacznie mniej od pracowników obsługi, w tym sprzątaczek, którym zaproponowano najniższe pensje krajowe, które od 2013 roku wynosić muszą minimum 1,6 tys. zł brutto. Na dodatek umowy nauczycieli mają być na czas określony i kończyć się 30 czerwca przyszłego roku. To w praktyce może oznaczać, że za lipiec i sierpień nie otrzymają wynagrodzeń, bo nowe umowy podpisze się z nimi znów od września.
– To niedopuszczalne, co dzieje się w tej szkole – twierdzi radny miejski Kazimierz Koprowski. – Nauczyciel dziennie nie może mieć ośmiu godzin dydaktycznych, a tygodniowo trzydziestu sześciu, jak napisano w informacji o warunkach zatrudnienia i uprawnieniach pracowniczych, bo kiedy będzie miał czas na przygotowanie się do lekcji, poprawienie kartkówek czy na spotkania z rodzicami. A w dodatku jak żyć za tak głodowe pensje. W głowie mi się nie mieści, że tak traktuje się nauczycieli dyplomowanych. Większość z nich ma przecież ukończone różne studia podyplomowe i kursy, a także olbrzymie doświadczenie zawodowe.
Część nauczycieli odmówiła podpisania tak skonstruowanych umów i nadal pracuje „na czarno”, niektórzy przystali na takie warunki, uznając, że to i tak lepiej niż nic. A dyrekcja ZSN straszyła ponoć, że jak nie podpiszą angaży, to za wrzesień nie dostaną żadnych pieniędzy. – Przekształcenie „dziewiętnastki” miało być, według władz miasta, impulsem do rozwoju tej placówki, a ja widzę cofanie się – oburza się radny Koprowski. – Co fundacja robi z otrzymywanymi z miasta pieniędzmi na uczniów? Obawiam się, że coś tu jest nie tak… Tym bardziej, że w wakacje na koszt miasta wykonano termomodernizację obiektu szkolnego. Chociaż przez to dużo tańsze będzie jego utrzymanie, bo mniejsze będzie zużycie energii, to TFDW płaci symboliczny czynsz, bo jedynie 357 zł miesięcznie.
Dlaczego nauczycielom zaproponowano tak małe stawki? Tego oficjalnie nie udało się nam dowiedzieć. W ZSN poinformowano nas, że jedyną osobą upoważnioną do wypowiadania się na ten temat jest dyrektor Bogusław Pituła, który prowadził negocjacje z nauczycielami, ale jest na zwolnieniu lekarskim i kontakt z nim jest niemożliwy. W Urzędzie Miasta Tarnowa twierdzą, że wynagrodzenia nauczycieli w byłej „dziewiętnastce” to już teraz nie jest ich sprawa i odsyłają do… dyrekcji szkoły. Cały czas bronią decyzji o przekształceniu szkoły. – Niepubliczne szkoły zmieniają edukacyjny krajobraz miasta. Dzięki dużemu zaangażowaniu prowadzących je organizacji pozarządowych czy osób fizycznych dzieci mają coraz lepsze warunki do nauki i dalszego rozwoju, a miejski budżet ponosi znacznie mniejsze obciążenia. Fakt atrakcyjności niepublicznego i niepłatnego szkolnictwa potwierdza znakomity nabór w szkołach, które w przeszłości zostały w ten sposób przekształcone – przekonuje rzeczniczka prasowa prezydenta Tarnowa, Dorota Kunc‑Pławecka.
Jak jednak dowiadujemy się, nowy organ prowadzący ma finansowy problem, bo nabór do szkoły był słaby. W ubiegłym roku szkolnym, gdy była jeszcze publiczną, uczęszczało do niej 170 uczniów, więc TFDW szacowała, że przynajmniej tę liczbę dzieci uda się utrzymać. Ale część rodziców, zrażonych konfliktem zapisała swoje pociechy do innych szkół i teraz TFDW dostaje dotację tylko na 134 uczniów. Miesięcznie ma więc do dyspozycji na prowadzenie szkoły niespełna 58 tys. zł. Podobno to za mało, by mogła na normalnych zasadach istnieć jako niepubliczna, a szansą na zwiększenie liczby uczniów ma być uruchomienie od przyszłego roku szkolnego gimnazjum. Ale ten rok trzeba przetrwać, a może być jeszcze gorzej, bo kolejni rodzice, zbulwersowani atmosferą panującą w szkole i niepewną przyszłością, zamierzają przepisać swoje dzieci do innych podstawówek.
Sprawa zatrudniania nauczycieli „na czarno” może mieć też prawne konsekwencje. – Umowy z nauczycielami powinny być zawarte zaraz na początku roku szkolnego. Te sprawy jednoznacznie reguluje Kodeks Pracy. Jeśli zaś wcześniej ustalono z nimi inne warunki pracy i płacy, to mogą dochodzić swoich praw przed sądem – powiedział nam kierownik tarnowskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy, Benedykt Zygadło.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o