Barometr potrzeb, czy wydmuszka demokracji?

0
343
REKLAMA

Na początku był entuzjazm
Pionierami wprowadzenia budżetu obywatelskiego były w 2011 roku władze samorządowe Sopotu. Tarnów zdecydował się na to rozwiązanie dwa lata później i należał do grupy miast, które wprowadziły budżet najwcześniej. W 2013 roku tarnowianie zgłaszali swoje budżetowe projekty, a potem głosowali nad nimi dwa razy: wiosną na budżet 2013 roku oraz jesienią na projekty realizowane rok później. Zasada była (i jest) prosta. Każdy mieszkaniec zameldowany w Tarnowie mógł zgłosić swój pomysł dotyczący inwestycji w mieście, dofinansowania akcji o charakterze społecznym, zakupu urządzeń itp. Do wniosku musiał dołączyć podpisy poparcia (minimum sto). Wnioski były sprawdzane pod kątem merytorycznym i formalnym, i jeżeli przeszły weryfikacje pozytywnie, poddane pod głosowanie. Te, które cieszyły się największym poparciem otrzymywały wsparcie z budżetu miasta, przy czym pierwotnie o sumie nakładów na ich realizację decydował prezydent.
Obecnie budżet obywatelski jest obligatoryjny dla miast na prawach powiatów, muszą one przeznaczyć na ten cel minimum 0,5 procenta swojego rocznego budżetu. Pierwsze głosowania cieszyły się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców miasta. W kwietniu 2013 roku do Urzędu Miejskiego wpłynęło aż 71 projektów, w październiku 58. Miasto wydało na ten cel łącznie 5 milionów złotych. Tarnowianie bardzo chętnie i licznie brali także udział w samym głosowaniu na budżet obywatelski. W pierwszej edycji oddano 22 tysiące głosów. Największym poparciem cieszył się pomysł modernizacji ulic na osiedlu Westerplatte oraz Czar Rodzinnych Spotkań, czyli mini park sportowo-rekreacyjny przy ulicy Sanguszków, ale uznanie tarnowian wzbudził także projekt „Aspiranci” – promujący lokalnych artystów. W drugiej edycji budżetu oddano 24 tysiące głosów, w trzeciej, na 2015 rok, już 34 tysiące.

REKLAMA

Błędy i wypaczenia
Szybko się jednak okazało, że początkowy entuzjazm miał dosyć prozaiczne i koniunkturalne powody. Do budżetu obywatelskiego zgłaszane były projekty, którymi zainteresowane były wąskie grupy mieszkańców: np. remonty i modernizacje konkretnych szkół lub przedszkoli. Następowała wówczas „spontaniczna” mobilizacja nauczycieli i rodziców uczniów bądź przedszkolaków, co owocowało wysoką frekwencją, ale także „pompowaniem” głosów i wieloma nieprawidłowościami. Stąd bardzo duża liczba głosów, które po weryfikacji odrzucono. Było to niestety zjawisko niemal masowe, kompletnie wypaczające ideę budżetu obywatelskiego. Kiedy postawiono temu procederowi tamę i wspomniane inwestycje wykreślono z listy możliwych do zgłoszenia, zainteresowanie głosowaniem nad budżetem gwałtownie spadło. W ostatnich latach wynosiło zaledwie kilka tysięcy głosów.
Mało fortunny okazał się także pomysł rozdzielenia projektów budżetowych na ogólnomiejskie oraz osiedlowe. Małgorzata Słomka-Narożańska, dyrektorka Kancelarii Rady Miejskiej w Tarnowie, która zasiada każdorazowo w komisji opiniującej wnioski, przypomina sobie sytuację, kiedy z jednego z osiedli zgłoszono tylko jeden projekt dotyczący wiat przystankowych i siłą rzeczy wygrał, chociaż otrzymał poparcie zaledwie… kilku osób. Z podziału na rozdzielenie budżetu obywatelskiego na ogólnomiejski i osiedlowy szybko więc zrezygnowano.
Kolejnym minusem bywa fakt, że część projektów pomimo spełnienia wszystkich wymogów formalnych i wsparcia głosami mieszkańców nie jest z różnych przyczyn przez samorząd realizowana. Wpływ mają na to na przykład przedłużające się postępowania przetargowe lub inne formalne bądź finansowe przeszkody. Przykładem może być planowana plaża nad Wątokiem, o problemie tym pisaliśmy onegdaj na łamach naszego tygodnika. Tego typu sytuacje stawiają pod znakiem zapytania całą ideę budżetu obywatelskiego, a na pewno nie stanowią zachęty dla mieszkańców do zgłaszania swoich pomysłów i głosowania.

4 miliony, 26 projektów
W tym roku pula środków w ramach budżetu obywatelskiego wyniosła niemal 4 miliony złotych, dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach. To wynik wprowadzenia w życie ustawy o samorządzie gminnym. Miasto musiało przeznaczyć na ten cel 0,5 procenta budżetu. Pytanie tylko, czy ustawa i cała idea, wobec stosunkowo niewielkiego w ostatnim czasie zainteresowania mieszkańców, nie są zwykłymi „pokazówkami”, mającymi udowodnić troskę władz o rozwój społeczeństwa obywatelskiego?
Z taką tezą nie zgadza się Jakub Kwaśny, przewodniczący Rady Miejskiej w Tarnowie. – Byłem i jestem zwolennikiem budżetu obywatelskiego z prostej przyczyny. Uważam, że każda okazja do aktywności mieszkańców jest dobra. To nic, że liczba zainteresowanych głosowaniem jest obecnie niższa niż dawniej, bo tak naprawdę w tym wypadku nie liczy się ilość, ale jakość. To trochę tak jak w przypadku rady osiedli. W wyborach bierze udział często zaledwie kilkaset osób, a takie rady pokazują potem jak można efektywnie działać na rzecz swojego środowiska. Popatrzmy na rady na przykład na Piaskówce, Grabówce czy Starówce. Wracając do budżetu obywatelskiego, stanowi on znakomity barometr potrzeb aktywnych mieszkańców. I niekiedy bardzo pomaga. Jestem radnym od 12 lat i od dawna zabiegałem o renowację Parku Sanguszków. Kolejni prezydenci nie potrafili znaleźć na ten cel pieniędzy, zawsze coś było dla nich ważniejszego. Prace w tym parku wykonano dopiero dzięki budżetowi obywatelskiemu.
A co z sytuacjami, kiedy projekt, który zyskał akceptację nie zostaje potem realizowany, jak chociażby słynna już „plaża” nad Wątokiem? – Czasami tak bywa, na obiektywne okoliczności miasto nie ma wpływu. Ale nie należy się takimi historiami zrażać i na ich podstawie negatywnie oceniać ideę budżetu obywatelskiego – przekonuje Jakub Kwaśny.
W ramach budżetu obywatelskiego na 2020 zgłoszono 26 projektów. Jakie zadania zostaną zrealizowane dowiemy się niebawem.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o