Co się wydarzy po epidemii…

0
226
Rynek-w-Tarnowie
W pierwszym rzędzie dokończy się to, co już się rozpoczęło, np. nową płytę w Rynku | Fot. Tadeusz Koniarz
REKLAMA

Sporo osób jest przekonanych, że świat po epidemii koronawirusa nie będzie już tym dawnym światem. Po tak dotkliwym globalnym doświadczeniu zmiany będą nieuniknione, w myśleniu i podejmowaniu decyzji przede wszystkim. Świat będzie się starał być mądry przed szkodą, gdyż zrozumie, że w każdej chwili może zostać zaskoczony przez podobne zdarzenia. Zmiany będą widoczne prawie wszędzie, w skali mikro i makro, także w Tarnowie.

REKLAMA

Po pierwsze, gospodarka. Zdaniem niektórych ekonomistów, możliwa jest recesja o zasięgu ogólnoświatowym niespotykana od lat dwudziestych poprzedniego wieku. Kryzys wywoła łańcuch zmian także społecznych. Wiele osób już zostało bez pracy, innych dopiero to czeka, część pobiera niepełne wynagrodzenia. Nikt przecież nie ma złudzeń, że jeśli już wygaśnie epidemia, gospodarka od razu ruszy z kopyta. Ona przez dłuższy czas będzie przypominała człowieka, który wydostał się z ciężkiej choroby i nie jest jeszcze w stanie podjąć dawnych wyzwań; najpierw będzie wymagał starannej rekonwalescencji.
To trudne doświadczenie na polu gospodarki dla wielu będzie bolesną lekcją ekonomii. Być może przezorność i zapobiegliwość staną się cnotą dotychczas mało docenianą. Być może społeczności przekonają się, że nie można zarządzać swoim rodzinnym budżetem ani budżetem państwowym tak jakby nie miało być jutra.

Wąż w kieszeni
– Przypuszczam, że ludzie zaczną bardziej oszczędzać, przynajmniej na miarę swoich możliwości, gdyż już przekonali się, że żyjemy w świecie, w którym może wszystko się zdarzyć. Polacy mają niewielkie oszczędności, bo wciąż nienasyceni dobrami i przyjemnościami, którymi kusi świat, chętnie nadwyżki finansowe przejadają. Teraz bardziej niż kiedykolwiek zaczną oszczędzać firmy. Już na wszelki wypadek. Wiele z nich będzie korzystać z maksymalnych terminów płatności w transakcjach handlowych, możliwe, że wpłynie to niekorzystnie na płynność finansową w całej gospodarce. Każdy będzie chciał jak najdłużej przytrzymać więcej grosza przy sobie, zmniejszy się skala wydatków – twierdzi jeden z tarnowskich przedsiębiorców.
Wielkie oszczędności szykują się w samorządach. Jeszcze przed epidemią sporo z nich narzekało, że rząd drenuje samorządowe kasy przerzucając na nie koszty swoich różnych decyzji, ale teraz może być już dramatycznie. W grudniu ub. roku, gdy Rada Miejska w Tarnowie uchwaliła budżet na 2020 rok, narzekano na niedostatek finansów przeznaczonych na inwestycje. Było ich o połowę mniej niż w poprzednich latach.

Mniej budowania
Łatwo sobie wyobrazić, co będzie teraz, a raczej czego nie będzie. Już w pierwszych dniach kwietnia magistrat zakomunikował, iż na skutek epidemii, zatrzymania gospodarki i mniejszych wpływów do budżetu miasto może stracić ponad 50 mln zł. Istnieje obawa, że w przyszłości ta kwota będzie wyższa. To oznacza, iż skromny plan inwestycyjny zostanie jeszcze bardziej okrojony. W pierwszym rzędzie dokończy się to, co już się rozpoczęło: nową płytę w rynku, Tarnowski Park Doświadczeń, przebudowę ul. Lwowskiej czy budowę sali koncertowej dla szkoły muzycznej.
Słychać, że ze względu na trudną sytuację może nie dojść do skutku tegoroczna edycja budżetu obywatelskiego, który również zakładał realizację kilku ważnych dla mieszkańców inwestycji.
Wydaje się też, że na długo lub na zawsze zostanie pożegnany rządowy projekt budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, z którym wiązano nadzieje również w Tarnowie i regionie. Jak wiadomo, do CPK miała podążać nowa linia kolejowa Tarnów – Busko Zdrój – Kielce – Warszawa, lecz koncepcję zbudowania nitki tarnowsko-buskiej wyraźnie prześladuje pech. Z rozmaitych przyczyn nie można jej zrealizować od ponad 70 lat… Teraz też będzie problem, bo po pierwsze, CPK wraz z krajową siecią połączeń kolejowych i drogowych to ogromny wydatek, po drugie, nie wiadomo dzisiaj, czy wielkie lotnisko międzynarodowe w centrum Polski będzie szybko potrzebne po kryzysie uziemionej obecnie branży lotniczej.
Pod znakiem zapytania stanęły w kraju inne głośne inwestycje, jak przekop Mierzei Wiślanej czy „polonizacja” niektórych banków, bo zakup przez PLL LOT niemieckich linii lotniczych Condor został już odwołany.

Nowe i stare choroby
Można snuć różne scenariusze. Również taki, że po epidemii rząd wreszcie na poważnie zajmie się sytuacją w publicznej ochronie zdrowia, zwłaszcza w lekceważonym do tej pory „zakaźnictwie”. Możliwe, że w szpitalach pojawi się więcej sprzętu, a kadra zostanie odpowiednio dowartościowana, także finansowo. Ale jeśli nakłady na ochronę zdrowia wzrosną, to zapewne kosztem innych dziedzin. Czy – jak zwykle – również nauki, kultury, edukacji?
Ochrona zdrowia musi stać się priorytetem, gdyż prawdopodobnie nastąpi wysyp różnych schorzeń. W pierwszym rzędzie można wymienić te, które łączą się ze skutkami silnego stresu: nerwice, depresje, zaburzenia emocjonalne, choroby układu krążenia. W trudnej sytuacji zostali pozostawieni pacjenci onkologiczni, dla których czas jest bardzo ważny. Czas oczekiwania na konsultacje i zabiegi jeszcze bardziej się wydłuży, kolejki w przychodniach i szpitalach wkrótce się skumulują, co znów przyczyni się do pogłębienia stanu niewydolności tych placówek trwającego zresztą od lat. Można się zatem spodziewać znacznie więcej zgonów z powodu chorób innych niż COVID-19.

Koronawirus i polityka
Jeśli kryzys uderzy z wielką mocą, wzrośnie bezrobocie i znacznie obniży się poziom życia wielu grup, zapewne ta sytuacja będzie miała wpływ na nastroje społeczne i na politykę. Na pewno przyjdzie czas rozliczeń; czy obecny rząd dobrze przygotował się na nadejście epidemii, jak sobie z nią potem radził, na ile okazał się szczodry i sprawny w organizacji pomocy przedsiębiorcom. W jeszcze większym stopniu rozgorzeje walka polityczna, tym bardziej że mamy gorący okres przedwyborczy.
Czy kryzys może wywołać także pozytywne skutki? Tak. Nastąpi dalszy rozwój branż, związanych z najnowszymi technologiami, które podczas kryzysu okazały się jeszcze bardziej niezbędne. W wielu firmach zmieni się model organizacji pracy, przećwiczony w czasach zarazy, zapewne mniej kosztowny. Po okresie epidemii powinno urodzić się więcej dzieci, bo tak zwykle się dzieje w trudnych psychologicznie czasach, w warunkach zagrożenia, gdy sporo osób potrzebuje również bliskości fizycznej. W Polsce na przykład duży wyż demograficzny odnotowano w latach 80., po mrocznym czasie stanu wojennego. Nie wierzę natomiast, jak wskazują niektórzy publicyści, w renesans książki, po którą wielu sięgnęło podczas domowej kwarantanny, nie wierzę też w odnowę moralną społeczeństwa, które obecnie wykazuje dużo empatii i solidarności. Moim zdaniem, to zjawiska przejściowe, tak jak zmiany na lepsze zaraz po śmierci Jana Pawła II, czy po katastrofie smoleńskiej, które okazały się krótkotrwałe.

Jest wojna, będą ofiary
W każdym z nas po tak nieznanym doświadczeniu też mogą zajść zmiany, jak na przykład przewartościowanie życia i jego celów, docenienie kiedyś spraw całkiem oczywistych, jak obecność drugiego człowieka, zwykły spacer, możliwość bezpośredniej rozmowy. Ale wiadomo też, że nie wszystkim izolacja domowa wyjdzie na zdrowie, w niejednym przypadku wzajemne relacje zostaną zakłócone, a dawne i nowe konflikty mogą się zaostrzyć.
Tak naprawdę nikt nie wie, co się wydarzy w przyszłości – bliższej i dalszej. Są tysiące różnych scenariuszy, od najbardziej ponurych po bardziej optymistyczne. Z pewnością mało kto ma wątpliwości, że nadchodzi światowe tąpnięcie i ono wywoła skutki trudne obecnie do przewidzenia. Te, o których piszę wyżej, wydają się bardzo prawdopodobne. Wynikają z pewnej logiki ciągu zdarzeń, a logika ta była już w przeszłości w różnych okolicznościach weryfikowana. To, co dzisiaj przeżywamy, jest niespotykanym w najnowszych dziejach rodzajem wojny, a jeśli jest wojna, muszą być także ofiary. I będą, niestety. Już są.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o