Czy Rosjanie kupią Azoty? (cz. 2)

0
118
REKLAMA

Pierwsze reakcje na ofertę kupna były co najmniej chłodne, głównie z powodu dość niskiej ceny. Ale rosyjska spółka może ją podnieść do oczekiwanego poziomu 50 złotych za akcję, m.in. z powodu powiązań z Kremlem rosyjskich oligarchów, którzy często działają wręcz pod dyktando rosyjskich władz. Jeżeli spojrzymy na życiorys Wiaczesława Kantora (tekst poniżej), widoczne są jego sympatie i powiązania. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że chęć kupna „Azotów” to bardziej budowanie narzędzia politycznego nacisku niż posunięcie czysto ekonomiczne. Przy takich priorytetach podniesienie oferty nie jest problemem, zwłaszcza że akcje „Azotów” są tyle warte, a kwota za ich zakup będzie wtedy równa zyskowi Acronu za rok ubiegły.
Czy rząd sprzedałby w takiej sytuacji udziały Skarbu Państwa? Azoty Tarnów nie są firmą strategicznego znaczenia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, jak Orlen czy Lotos, więc nie powinno być większych problemów ze sprzedażą. Zwłaszcza że rząd rozpaczliwie szuka dodatkowych wpływów, by załatać dziurę budżetową.
Ale z drugiej strony „Azoty” są największym odbiorcą gazu w Polsce (kupują 1,3 mld m. sześć.), w perspektywie mogą być też największym odbiorcą gazu łupkowego i LNG z Gazoportu, które to źródła mają nas uniezależnić od dostaw Gazpromu. Gdy kontrolowane przez Acron „Azoty” z politycznych powodów nie zechcą kupować tam gazu, całe te inwestycje mogą stracić sens. A to już jest sprawa bezpieczeństwa państwa.
Znaczenie mogą mieć także obawy związane z potencjalnymi zarzutami opozycji wyczulonej na wszelkie przejawy „ustępstw” wobec Rosji.
Czynniki te mogą zablokować przejęcie 32% akcji Azotów Tarnów od Skarbu Państwa. Reuters podał jednak ostatnio informację z anonimowego źródła bliskiego władzom Acronu, że ramy kontraktu są już ustalone, zostało tylko ująć je w odpowiednie zapisy prawne, a transakcja miałby być sfinalizowana w III kw. br.
Również wśród tarnowian budzą się obawy. Największym, potencjalnym zagrożeniem jest zatrzymanie przez nowego właściciela procesu rozwoju całej Grupy Azoty Tarnów i sprowadzenia jej do roli peryferyjnego oddziału firmy‑matki. Efektem takiego podejścia może być redukcja zatrudnienia, brak inwestycji i możliwe ograniczanie produkcji. To czarny scenariusz, ale pamiętać warto, iż podobne obawy pojawiały się w czasie, gdy o kupno tarnowskiej firmy, i to za kilkakrotnie mniejsze pieniądze, starała się firma PCC.
„Azoty” mogą też dalej funkcjonować jak obecnie, ale dzięki odpowiedniej „inżynierii finansowej” nie będą przynosić dochodów, które wykaże jakaś inna spółka zarejestrowana w którymś z rajów podatkowych, a co za tym idzie, podatki nie wpłyną do państwowej i miejskiej kasy. Nowy właściciel może także zredukować kilkaset dobrze płatnych etatów – zarząd, administracja – bądź też pracowników produkcji, np. linii produkcji amoniaku, co odbije się na całym regionie.
Najbliższe tygodnie pokażą, jak rozwinie się sytuacja, ale tak naprawdę nikt nie zna rzeczywistych zamiarów rosyjskich inwestorów.
A może te wszystkie obawy są po prostu na wyrost…?

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o