Gdzie nas chcą za euro?

0
105
praca-zagranica1
REKLAMA

Pracy za granicą nie musimy już szukać w ciemno, bowiem coraz częściej zagraniczni pracodawcy sami składają oferty. Oficjalnymi ofertami dysponuje Powiatowy Urząd Pracy w Tarnowie w ramach sieci Eures, a ich liczba wzrasta. W 2009 roku było 1 421 ofert, rok później – 1710, w 2011 już 1 930. Najwięcej, gdyż 429 miejsc pracy oferowali włoscy pracodawcy, Niemcy zaproponowali 301, a Holendrzy – 266.

REKLAMA

Jakich pracowników poszukiwano? Najwięcej ofert dotyczyło zajęć w rolnictwie i ogrodnictwie, ale mile widziani byli także pracownicy obsługi w barach, restauracjach i hotelach, osoby do obsługi na lotniskach, spawacze, mechanicy, kierowcy z kategorią C, a także inżynierowie różnych specjalności.

Ilu mieszkańców regionu skorzystało z propozycji? – Tego nie wiemy, gdyż oferty publikowane są w Internecie i zainteresowani nie muszą nas informować o wyjeździe do pracy – słyszymy w Powiatowym Urzędzie Pracy w Tarnowie. – W minionym roku w ramach pośrednictwa Eures zgłosiło się do nas 370 osób, którym udzieliliśmy informacji o możliwości zatrudnienia za granicą.
1500 euro, premia i rozmaite dodatki oraz płatne nadgodziny, i wyższe wynagrodzenie za pracę w niedziele – na takie apanaże mogą liczyć co miesiąc pracownicy obsługi na lotnisku w Monachium. Wykształcenie i staż pracy nie są wymagane, ale trzeba dobrze znać niemiecki i podstawy angielskiego oraz posiadać prawo jazdy. Praca polega na sortowaniu bagaży na taśmy transportowe. Niemieckie lotnisko potrzebuje aż stu takich pracowników, zapewniając im umowy na czas nieokreślony.
7,59 euro brutto na godzinę zarobi natomiast pracownik leśny przy wycince i wyrębie drzew w Austrii. Trzeba umieć posługiwać się piłą mechaniczną, znać język niemiecki i mieć prawo jazdy. Jeden z uniwersytetów w Czechach poszukuje dwóch pracowników naukowo‑badawczych, inżynierów. Pensja atrakcyjna – 1800 euro miesięcznie, ale trzeba mieć studia doktoranckie i znać angielski. Natomiast tylko matura wystarczy do tego, by zatrudnić się w holenderskim supermarkecie jako „asystent do odbioru towarów spożywczych”, czyli de facto osoba od wszystkiego. Na początku zarobimy 8,73 euro za godzinę, ale już po sześciu miesiącach nasze wynagrodzenie wzrośnie do 9,32 euro. Jest też haczyk – musimy sami zapłacić za zakwaterowanie: 82,40 euro tygodniowo oraz ubezpieczenie zdrowotne: 19,72 euro na tydzień.

Pracowników z Polski poszukują Niemcy, Norwegia, Szwecja, Holandia, Austria i Estonia. Ten ostatni kraj zatrudni np. dentystę oraz 30 robotników budowlanych.

– W innych krajach chętnie widziani są pracownicy do czyszczenia lasów, specjaliści komputerowi, brygadziści na farmie, pracownicy do przetwórstwa owoców, robotnicy budowlani, dekarz‑blacharz oraz kelnerzy i kucharze – wymienia Beata Hudyma z PUP.
Niemcy chętnie zatrudnią kierowców, kucharzy i kelnerów oraz osoby do opieki nad starszymi, natomiast Anglicy poszukują pielęgniarek, tapicerów i rzeźników‑wykrawaczy. Polscy pracownicy cieszą się wzięciem także w firmach francuskich. W cenie są zwłaszcza specjaliści z branży budowlanej oraz kelnerzy, barmani i recepcjoniści. Francuski Disneyland poszukuje 150 pracowników do obsługi parku, trzeba znać francuski i angielski, a pensja to 1 400 euro na miesiąc.
Spadku zainteresowania siłą roboczą z Polski nie widać również w Holandii, mimo że ksenofobiczna Partia Wolności założyła portal internetowy, na którym publicznie krytykuje pracowników z Europy Środkowo‑Wschodniej. Holenderscy przedsiębiorcy poszukują pracowników do pakowania warzyw, owoców, kwiatów, mięsa, drobiu oraz montowania części samochodowych, podzespołów elektronicznych lub elementów maszyn. Obiecane wynagrodzenie to 8,28 euro brutto za godzinę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o