Jedzenie do kosza?

0
192
jedzenie
REKLAMA

Badania i wątpliwości
Rocznie Polacy wyrzucają 9 milionów ton jedzenia, co daje nam niechlubne piąte miejsce w Europie. Według badań „Talent do niemarnowania” co najmniej 4 500 uczniów podstawówek i gimnazjów regularnie wyrzuca jedzenie do szkolnego kosza, ponoć niska jest świadomość problemu wśród nauczycieli, 80 proc. badanych pedagogów nie zna żadnych programów edukacyjnych, które mogłyby im pomóc w uczeniu dzieci konieczności niemarnowania jedzenia.
Wspomniany raport uwzględnia też szczegółowe dane o uczniach z województwa małopolskiego, bowiem w badaniach brało udział prawie 60 szkół z naszego regionu.Według tych danych 69 proc. dzieci z Małopolski marnuje żywność, ponieważ nie lubi posiłków przygotowywanych przez rodziców, a 88 proc. uczniów wybiera słodycze i przekąski.Szefowie tarnowskich szkół mają sporo wątpliwości do przedstawionych wyników badań.
– Nie wierzę, że trzy czwarte uczniów wyrzuca drugie śniadanie do szkolnych koszy. Gdyby tak rzeczywiście było, kosze te byłyby przepełnione jedzeniem, a tak nie jest – uważa Marek Smoła, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Tarnowie. – Owszem, sprzątające znajdują niedojedzone kanapki, ale zdarza się to sporadycznie. Czasem na przerwie uczniowie zajęci rozmową z kolegami po prostu nie zdążą zjeść drugiego śniadania. Wyrzucą kanapkę, bo boją się reakcji matki w domu.
W szkole uczą się dzieci z podstawówki, gimnazjaliści i młodzież licealna. Szkolna stołówka wydaje około 300 obiadów dziennie. Jak zapewnia dyrektor, resztki żywności pozostałe po uczniowskich posiłkach nie są duże, mieszczą się do dziesięciolitrowego wiaderka. Wystawia się je na zewnątrz budynku szkoły, skąd zabierane są dla zwierząt gospodarskich.Marnowana żywność nie jest problemem również w Zespole Szkół Niepublicznych Stowarzyszenia „Siódemka” w Tarnowie, choć i tu zdarza się sporadycznie, że sprzątające znajdują stare kanapki poupychane za kaloryferami lub rurami. Po szkolnych obiadach zostają śladowe resztki, które trafiają do młynka służącego do usuwania odpadów żywnościowych.
– Staramy się wprowadzać do szkolnego menu potrawy lubiane przez uczniów, stale uatrakcyjniamy posiłki – mówi Anna Mach, szefowa „Siódemki”.

REKLAMA

Resztki z barów
Klienci barów w Tarnowie zazwyczaj zjadają wszystko do ostatniego kęsa i na talerzach zostaje bardzo mało. Na dodatek szefowie jadłodajni dobrze wiedzą, ile zamówić żywności, by nic się nie zmarnowało.
– Lepiej, żeby czegoś zabrakło – bo wtedy zawsze można dogotować – niż gdy trzeba byłoby wyrzucać – zauważa Ewa Karaś, właścicielka baru „Mimoza”. Odpady odbiera firma, z którą podpisano umowę. Tak dzieje się w każdym barze, bo takie są wymogi sanepidu.
Do „Szarotki” dwa razy w miesiącu przyjeżdża firma spod Rzeszowa, zajmująca się biodegradacją odpadów pokonsumpcyjnych. Zabiera beczki z przepalonym olejem, którego nie można wylać do zlewu,
oraz resztki żywności.– Czasy są teraz ciężkie, nasi klienci liczą każdą złotówką – tłumaczy Maria Bania, kierowniczka „Szarotki”, która stara się nie marnować żywności również we własnym domu. – Mam pięcioosobową rodzinę, ale zakupy robię w osiedlowym sklepiku, wybierając jedynie to, co naprawdę potrzebuję – mówi. – Unikam hipermarketów, by do koszyka nie trafiały rzeczy, których nadmiar trzeba byłoby wyrzucić. Oczywiście zdarza się, że zostają jakieś resztki, ale oddaję je teściowej hodującej kury.
Problemu z nadmiarem żywności nie mają też tarnowskie restauracje.
– Z talerzy znika prawie wszystko. W przypadku imprez całe półmiski z niezjedzonymi potrawami trafiają do klientów zamawiających przyjęcie – twierdzi Łukasz Rompalski z restauracji „Pasaż” w Tarnowie.

W śmietniku supermarketu…
A co robią z przeterminowaną żywnością supermarkety? Ponoć ich śmietniki to prawdziwy raj dla zbieraczy. Przedstawiciele hipermarketów nie chcą mówić, ile jedzenia się marnuje. Kiedy mija termin ważności produktów spożywczych, stają się one odpadami, które należy odpowiednio zutylizować. Takie są wymagania.W sieci „Alma” nie ma nadwyżek żywności, bo zamawia się tyle, ile można sprzedać. W „Biedronce” produkty, którym minął termin ważności lub nie nadają się do sprzedaży, odbierane są przez specjalne firmy, a potem odpowiednio utylizowane.Czasem w supermarketach pojawia się jednak żywność, której nie sposób sprzedać, mimo iż nadaje się do spożycia, jak choćby grillowe przysmaki w kiepską pogodę. Co się dzieje z takimi produktami? Od października ubiegłego roku nie jest opodatkowana żywność oddawana potrzebującym, dlatego sklepy mogą bez dodatkowego kosztu pozbywać się jedzenia. Sieć „Tesco” przekazuje nadwyżki produktów do Federacji Polskich Banków Żywności, koordynującej dostarczanie darów dla potrzebujących. W ciągu pierwszych 100 dni akcji do podopiecznych trafiło ponad 80 ton pełnowartościowych warzyw, owoców i pieczywa.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments