Paliwa drożeją przed wakacjami

0
124
REKLAMA

Nie zmienia to faktu, że najprawdopodobniej paliwa (jak co roku) podrożeją przed samymi wakacjami. Nie bez wpływu na podwyżkę będą także …piłkarskie Euro 2012.
Jeszcze niedawno mówiono, że ceny paliwa ulegną obniżeniu w związku z sytuacj międzynarodową (przyczynił się do tego m.in. kryzys Grecji). Z kolei przed samymi mistrzostwami Euro 2012 przewidywano lekką zwyżkę. Analitycy firmy eksperckiej BM Reflex twierdzą, że ceny raczej nie spadną, ale będą minimalnie rosnąć. Z pewnością jednak w mniejszym stopniu niż ceny pokojów hotelowych. Właściciele stacji benzynowych liczą na większy ruch, a to przekłada się na wyższe zyski.
Tarnowscy kierowcy, bez względu na mistrzostwa, z niepokojem obserwują ceny na stacjach. Nie dość, że paliwa są generalnie w Polsce drogie, to jeszcze nasz region wcale się nie zalicza do tych najtańszych. Znikome efekty przyniosła miejska akcja „Tankuj taniej”, chociaż w opinii niektórych kierowców nieco wzmogła konkurencję, szczególnie na stacjach położonych po sąsiedzku.
Nie do końca powiódł się natomiast pomysł z miejską stacją paliw. Jak się bowiem okazuje, a potwierdzają to użytkownicy samochodów, paliwa na stacji wcale nie mają najniższych cen w mieście.
Jak wynika z rozmów z kierowcami i obsługującymi stacje, coraz więcej osób ściśle kalkuluje, ile paliwa zatankować. Coraz rzadziej na stacjach słychać popularne jeszcze niedawno hasło: „proszę do pełna”. – Coraz częściej klienci nas pytają, dlaczego to paliwo jest takie drogie? Rozkładamy ręce, tłumacząc, że ceny ustala się na dużo wyższym poziomie. Widełki naszych marż, które są niewielkie, na konkretnej stacji ustala kierownik w porozumieniu z szefostwem. Praktycznie więc nic od nas nie zależy. Możemy tylko starać się miło obsługiwać ludzi – powiedział nam sprzedawca na jednej z tarnowskich stacji należących do największego polskiego koncernu naftowego. – Nie dalej jak wczoraj odbyłem przy kasie długą rozmowę ze starszym panem, który chciał, żebym mu wyliczył, ile w cenie paliwa jest różnych podatków, a ile zarabia na litrze nasza firma. Nie chciał uwierzyć, że za 50 złotych nie będzie miał nawet jednej trzeciej baku swojego fiacika.
Jeden z tarnowian, z którym rozmawialiśmy na stacji paliw w pobliżu centrum miasta, uśmiechnął się, gdy zapytaliśmy go, ile jest w stanie zapłacić za litr benzyny. – Prowadzę własny biznes i nie ma takiej możliwości, żebym nie korzystał z samochodu. Do niedawna za taką granicę rozsądku uważałem 5 złotych, ale już jakiś czas temu przesunąłem ją na 6 i obawiam się, że to nie koniec moich „ustępstw” – tłumaczył obrazowo właściciel potężnego, terenowego auta. – Na szczęście w miarę dobrze idą mi interesy i stać mnie na paliwo. Jednak wiele osób ogranicza do maksimum jazdę samochodem.
Gdy rozmawiamy z właścicielami stacji benzynowych, twierdzą, że cena paliwa to wynik polityki fiskalnej państwa i hegemonii największych koncernów paliwowych. – Wielokrotnie byłem w USA, tam władze skupiają całą politykę na tym, by paliwo było tanie. To podstawa działalności całej gospodarki. U nas politycy mają ceny paliwa gdzieś, bo ich na nie stać. Proszę sprawdzić, ile paliwa przy średnich zarobkach może kupić Amerykanin czy Niemiec, a ile Polak – powiedział nam jeden z szefów firmy handlującej paliwem. – Naszą marżą niewiele tutaj wskóramy, bo raptem mamy kilkanaście groszy na litrze, koszty są spore i z czegoś żyć trzeba. Ważniejsze sprawy to ceny ropy na rynkach światowych i obciążenia podatkowe. Skandalem jest, że do skarbu państwa trafia ponad 50% kwoty, jaką płacimy za litr paliwa. Gdzieś wyczytałem, że ponad 10 procent dochodów państwa to wpływ z opodatkowania paliwa. Można powiedzieć, że budżet państwa faktycznie zyskuje, ale poszkodowani są przeciętni obywatele. Użytkowanie auta to teraz poważne obciążenie, a wkrótce dla bardzo wielu ludzi podróż samochodem stanie się luksusem
Trudno się zatem dziwić, że kierowcy szukają oszczędności. To są na co dzień wspólne dojazdy do pracy, do szkoły, odkurzenie rowerów itp. Już teraz planowane są wyjazdy wakacyjne, bo nawet wyjazd tylko nad polskie morze to spory wydatek w domowym budżecie.
– Mam kilkuletniego volkswagena benzyniaka. Co roku jeździmy całą czteroosobową rodziną nad nasze morze, mamy taki ulubiony ośrodek koło Niechorza za Kołobrzegiem – mówi Piotr Kawa. – Już przed rokiem taki wyjazd samochodem mi się w ogóle nie kalkulował. Zrobiłem tam i z powrotem prawie 2000 kilometrów i tylko paliwo kosztowało mnie ponad 950 złotych. Zagryzłem zęby, ale pojechaliśmy autem, bo sporo jeździmy po całym wybrzeżu, zwiedzając różne miejsca. W tym roku obliczyłem sobie, że zapłacić będę musiał za samo paliwo prawie 1100 złotych. To już się w ogóle nie kalkuluje, bo za kolejowe bilety dla całej rodziny zapłacę około 600 złotych, do tego dodając dojazdy na miejscu, wyjdzie 700 złotych. Zaoszczędzam lekko licząc 400 złotych, a za to już mam trzy pełne noclegi – oblicza pan Piotr.
Okazuje się, że takich kalkulacji dokonuje sporo osób wybierających się także na Mazury. W tym wypadku nasz rozmówca wybrał jednak zupełnie inne rozwiązanie niż usługi PKP. Jak twierdzi, jego wariant jest tańszy nawet od przejazdu koleją. – Jadę w tym roku nad Jeziorak ze znajomymi. W tamtym roku pojechaliśmy z rodzinami na trzy samochody i sam koszt paliwa wyniósł każdego z nas w obydwie strony ponad 700 złotych, mimo że mamy oszczędne diesle. Teraz dogadaliśmy się ze znajomym, który pożyczy nam busa, zmieści się do niego 9 osób plus bagaże. Za wypożyczenie wozu płacimy po znajomości 500 złotych na 9 dni, do tego koszty paliwa, które powinny się zamknąć w tysiącu złotych. Na całej akcji oszczędzamy więc na nasze trzy rodziny około 700 złotych. Za to mamy domek kempingowy dla jednej rodziny na cały pobyt, albo pełne wyżywienie – wyjaśnia pan Marek.
Pani Ania rok temu zastosowała oszczędnościowy wariant wyjazdu ze znajomymi nad Bałtyk, a teraz go jeszcze zmodyfikowała. –Jedziemy do Krynicy Morskiej, a to jest z Tarnowa prawie 200 kilometrów bliżej niż do Międzyzdrojów. Woda w Zatoce Gdańskiej jest czysta, a zwykle trochę cieplejsza niż na otwartym morzu. Dotąd jeździliśmy z sąsiadami dwoma autami w siedem osób, w tym roku starsza córka nie chce już z nami jechać, więc zmieścimy się do opla zafiry sąsiada – to samochód z instalacją gazową. Paliwo na cały wyjazd będzie nas kosztowało nieco ponad 500 złotych, a dzielimy to na pół. Wyliczyłam to dokładnie z kalkulatorem. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy pobyć pełne dwa tygodnie, a nie dziesięć dni, jak wstępnie planowaliśmy – tłumaczy zadowolona z własnego patentu tarnowianka.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o