Praca (nie) czeka…

0
130
targi-pracy1
REKLAMA

Setki ofert i tysiące bezrobotnych
– Targi pracy to jedna z form działań aktywizacyjnych realizowanych na rzecz osób bezrobotnych i poszukujących pracy. Organizujemy je od kilkunastu lat. Zainteresowani mogą na miejscu zapoznać się z aktualnymi ofertami i oczekiwaniami pracodawców. Z kolei pracodawcy przeprowadzają wstępne rozmowy kwalifikacyjne i uzupełniają swoje bazy danych – mówi Katarzyna Topolska‑Mikuła, zastępca naczelnika Wydziału Pośrednictwa Pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy w Tarnowie. – Ci, którzy od dawna szukają zatrudnienia, przychodzą na targi z dużymi nadziejami, chcieliby umowę podpisać od razu. Tymczasem na odpowiedź trzeba czasem czekać tydzień, a innym razem pół roku. Zależy, jakie pracodawca ma potrzeby kadrowe i ile osób zgłosiło się na jedno miejsce. Jeśli ktoś jest zainteresowany na przykład pracą biurową, to takich ofert mamy najmniej. Potrzebni są inżynierowie, elektrycy, elektromechanicy, operatorzy koparek. Trudno zapełnić wolne posady, bo co lepsi fachowcy wyjeżdżają za granicę.
Obecnie w regionie zarejestrowanych jest 15 536 bezrobotnych, z tego 5 740 w samym Tarnowie i 9 796 w powiecie. Najliczniejszą grupę bezrobotnych stanowią sprzedawcy sklepowi (1 198), kucharze (539), ślusarze (369), specjaliści do spraw administracji i rozwoju (353) oraz mechanicy pojazdów samochodowych (342). Nie brakuje bezrobotnych ekonomistów, nauczycieli gimnazjów i szkół średnich, pracowników obsługi biurowej, techników mechaników i fryzjerów.
Powiatowy Urząd Pracy dysponuje około 600 ofertami zatrudnienia, nie licząc tych, które przedstawiono na targach.
– Podczas targów pojawiło się dodatkowo ponad 550 wolnych miejsc pracy w wielu branżach: budowlanej, mechanicznej, transportowej, handlowej, gastronomicznej i przetwórstwa spożywczego oraz ubezpieczeniowej – wymienia Katarzyna Topolska‑Mikuła. Na liście poszukiwanych znaleźli się między innymi: cieśla szalunkowy, tynkarz, zbrojarz, operator koparko‑ładowarki, sprzedawca‑kasjer, pokojowa, kucharz, elektromechanik, automatyk przemysłowy, energetyk z uprawnieniami; technolog programista, konstruktor‑elektronik oraz kierowcy kategorii C. Były też oferty dla osób niepełnosprawnych: monter osprzętu, obsługa produkcji folii, operator wtryskarek, programista, tokarz, frezer, sprzedawca, pracownik kuchni.

REKLAMA

Matematyk ochroniarzem, polonistka sprzedawczynią
Targi odwiedziło ponad trzy tysiące osób poszukujących zatrudnienia. Wśród nich Karolina i Agnieszka, absolwentki technikum ekonomicznego:
– Rok temu skończyłyśmy szkołę. Ciężko jest gdzieś się zahaczyć, bo pracodawcy najczęściej wymagają doświadczenia, a chcąc je zdobyć, trzeba iść na staż, co też proste nie jest. Cały czas przeglądamy ogłoszenia, rozpytujemy wśród znajomych, chodzimy po sklepach, pytając o pracę ekspedientki. I nic. Teraz też nie jesteśmy w najlepszych nastrojach. CV zostawiłyśmy tylko u trzech pracodawców, którzy szukali pracownika biurowego i pomocnika w sekretariacie. Jeśli nikt nie oddzwoni to będziemy musiały pomyśleć o kursach i uzyskaniu dodatkowych kwalifikacji.
– Albo są oferty dla osób po studiach technicznych, albo dla tych, którzy pokończyli szkoły zawodowe. Dla pozostałych niewiele, a ja akurat skończyłam filologię romańską, jestem też kosmetyczką – mówi Katarzyna.
48‑letnia Małgorzata również pełna jest niepokoju:
Mój zawód wyuczony to zdobnik szła i kryształów. Zakład, w którym pracowałam, już nie istnieje. Wyjechałam za chlebem za granicę. Wróciłam. Na targach złożyłam papiery tam, gdzie szukali sprzedawców, pokojówek i kucharek. Chętnych dużo, więc nie wiem, czy ktoś do mnie zadzwoni…
Adam reprezentował nieliczną grupę tych, którzy zatrudnienie mają, lecz postanowili poszukać na targach atrakcyjniejszej oferty.
– Skończyłem geodezję i kartografię oraz zarządzanie finansami na Akademii Górniczo‑Hutniczej. Od dwóch lat pracuję w niewielkiej firmie, ale warunki zatrudnienia są kiepskie. Nie mam żadnych możliwości rozwoju, nie mogę liczyć na dodatkowe szkolenia, a przy tym, pracując jako geodeta, zarabiam tyle, co kasjer w „Biedronce”. Mam nadzieję, że moje wykształcenie i doświadczenie wreszcie zaprocentują.
Podobne plany ma Jadwiga.
– Chciałabym zmienić obecne zajęcie na coś ambitniejszego. Jestem po dziennikarstwie i polonistyce, a pracuję w galerii handlowej jako doradca klienta. Mój narzeczony skończył matematykę finansową na Akademii Górniczo‑Hutniczej, ale jego sytuacja wcale nie jest lepsza – znalazł zatrudnienie jako ochroniarz w jednym z tarnowskich supermarketów. Złożyłam nasze CV w kilku firmach, oby się udało.
Marcin szuka pracy od kilku lat.
– Jestem chemikiem po Politechnice Szczecińskiej, przeprowadziłem się do Tarnowa i od tego czasu rozglądam się za pracą w swoim zawodzie. Na targach znalazłem ofertę dla technika chemika oraz asystenta w laboratorium badawczym, może coś z tego wyjdzie. Ofert jest rzeczywiście dużo, ale głównie dla osób z wykształceniem zawodowym. Dla ślusarzy, tokarzy, krawców… Może jakiś dodatkowy kurs kroju i szycia by się przydał?
Łukasz, monter sieci komórkowych, nie ma pracy od kilku dni, ale jest dobrej myśli.
– Właśnie skończył się projekt, który realizowaliśmy, i równocześnie skończyła mi się umowa. Szukam pracy od tygodnia, ale sądzę, że w mojej branży długo bezrobotny nie będę.
Tomkowi – magistrowi ekonomii, brakuje optymizmu.
– Nie chcę wyjeżdżać z kraju, ale jeśli nic się nie zmieni, to chyba nie będę miał innego wyjścia. W urzędzie pracy jestem zarejestrowany od roku, ciężko jest nawet o staż, pewnie bym go dostał, gdybym sam przyprowadził pracodawcę, a ten bez zmrużenia oka podpisał wszystkie papiery. Są oferty dla spawaczy czy tynkarzy, ale nie dla ekonomistów. Teraz zaczynam trochę żałować, że wybrałem w Krakowie Uniwersytet Ekonomiczny. Mogłem pójść na jakieś studia inżynierskie, może miałbym wtedy więcej nauki, ale potem wzrosłyby moje szanse na dobrą pracę.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments