Przerażenie w firmach. Bez pomocy zbankrutują!

109
993
Część pracowników spółki Leier SA cały czas pracuje, przy zachowaniu wszelkich rygorów bezpieczeństwa, część wykonuje pracę zdalną | Fot. Mariusz Polański
REKLAMA

W tarnowskim urzędzie pracy nie odnotowano znaczącego wzrostu bezrobocia, nie dotarły tu informacje o mogących nastąpić zwolnieniach grupowych. Ale organizacje skupiające przedsiębiorców już wyrażają zaniepokojenie losem lokalnych firm, zwracają też uwagę na niewystarczające rządowe i samorządowe wsparcie antykryzysowe.
Koronawirus wstrzymał produkcję, zatrzymał życie kulturalne, zamknął ludzi w domach. Obostrzenia wprowadzone wraz z ogłoszeniem w Polsce stanu epidemii, znacznie ograniczyły lub w ogóle uniemożliwiły rodzimym przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. Na wielu z nich padł blady strach. Tego niepokoju nie widać jeszcze w rozmaitych zestawieniach. Przeglądając je można odnieść wrażenie, że gospodarka ciągle ma się dobrze…

REKLAMA

Dobrze tylko w statystyce?
Na koniec 2019 roku w Tarnowie działało 12 tys. 13 podmiotów gospodarczych – mikro firm, średnich przedsiębiorstw, spółek, dużych zakładów pracy itd.
– Dane te zmieniały się w ostatnich miesiącach, wskazując na rozwój przedsiębiorczości. Na koniec marca br. odnotowaliśmy 12 tys. 40 podmiotów gospodarczych funkcjonujących w Tarnowie, o 9 więcej niż w lutym. Dane za kwiecień dostępne będą początkiem maja – mówi Łukasz Blacha, zastępca dyrektor Wydziału Rozwoju Gospodarczego UMT.
Gdy zapytaliśmy niedawno w Powiatowym Urzędzie Pracy w Tarnowie o najnowsze dane na temat bezrobocia w mieście i regionie, żadne informacje nie zwiastowały kryzysu.
– W marcu w naszym rejestrze pozostawało 6 tys. 769 osób bezrobotnych. W tej grupie 2500 osób to bezrobotni zamieszkujący w Tarnowie. To zdecydowanie lepsze dane niż w marcu ubiegłego roku, kiedy bez pracy pozostawało łącznie 7 tys. 798 osób. Dodatkowo w marcu bieżącego roku ubyło z naszego rejestru ok. 300 osób, z kolei ofert pracy zgłoszono około 400. Również stopa bezrobocia jest na niskim poziomie – w Tarnowie to 4,6 proc. Być może to jeszcze za wcześnie, by mówić o spadku zatrudnienia. Być może przedsiębiorcy zwlekali z redukcjami, co samo w sobie też jest kosztowne, bo czekali na tzw. tarczę antykryzysową. Teraz, gdy jej szczegóły są znane, a nie dla wszystkich satysfakcjonujące, rynek pracy może się mocno zmienić. Póki co, nie mamy żadnych oficjalnych informacji o mających nastąpić zwolnieniach grupowych. Nie przybyło też nagle bezrobotnych rejestrujących się w naszym urzędzie – mówi Stanisław Dydusiak, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie.

Życie weryfikuje dane
Jednak rzeczywistość wyprzedza dane. Przedsiębiorcy obawiają się, że dłuższe niż miesiąc przestoje w pracy wymuszą konieczność redukcji zatrudnienia lub dodatkowe zwolnienia, bo przecież niektórzy już wysłali część załogi na bezpłatne urlopy, innym obniżyli wynagrodzenia, z niektórymi pracownikami rozstali się na zawsze. Część przedsiębiorców myśli o zawieszeniu działalności czy nawet ogłoszeniu upadłości. Dotyczy to przede wszystkim firm z branż gastronomicznej, fryzjerskiej, kosmetycznej.
– Odbieramy mnóstwo telefonów od przedsiębiorców mających mikro czy małe i średnie firmy. Pytają, co robić w takiej sytuacji. Sugerujemy, by raczej decydowali się na zawieszenie działalności, a nie na jej likwidowanie. Procedury są prostsze przy zawieszaniu działalności i przy jej odwieszaniu. Zawieszenie działalności nie powoduje wykreślenia przedsiębiorcy z rejestru podmiotów gospodarczych. Może to więc dawać przez jakiś czas obraz braku zmian w liczebności działających lokalnie firm. Przedsiębiorcy chcą przeczekać najbliższe 2‒3 miesiące, liczą np. na zwolnienie ze składek ZUS. Decyzje o ogłoszeniu upadłości i likwidacja firm to ostateczność. Podpowiadamy też poszerzenie działalności o tę prowadzoną online, jeśli to możliwe – zauważa Agnieszka Batko, dyrektorka Wydziału Rozwoju Gospodarczego UMT.

Niektórym zawalił się świat
Przedsiębiorcy zastanawiają się co zrobić, by pozostać na rynku, jak sobie poradzić w tej trudnej sytuacji. Niektórzy mówią wprost – wraz z pojawieniem się koronawirusa i ogłoszeniem stanu epidemii, zawalił im się świat.
– Nie pracujemy praktycznie od połowy marca. Już wtedy było mniej klientek. Strach był po ich stronie, odwoływały wizyty, ja też się bałam, zamknęłam salon. A od początku kwietnia wszystkie salony fryzjerskie musiały wstrzymać działalność. Nie pracujemy, nie zarabiamy. Prowadzę salon od 30 lat i nie wiem, czy będę mogła robić to nadal. Oczywiście, jako przedsiębiorcy mamy oszczędności, ale nie na 3‒4 miesiące. A przecież nawet po odwołaniu stanu epidemii sytuacja nie od razu wróci do normy, nie od razu będziemy pracować na pełnych obrotach. Jeśli szybko nie będziemy mogli znów działać, to upadniemy. Zatrudniam osiem osób, w tym trzy uczennice. Przeraża mnie teraz płacenie wynagrodzeń. Mam świetną załogę, nie chcę tych ludzi zwalniać. Mam względem nich zobowiązania. Ale chciałabym, żeby państwo miało zobowiązania wobec nas przedsiębiorców. I to niezależnie od wielkości firmy, którą prowadzimy. Każdy powinien mieć to wsparcie. Bo każdemu jest ciężko – opowiada Lidia Bałut, prowadząca w Tarnowie salon fryzjerski.

Wsparcie entuzjazmu nie wzbudza
Nastrojów nie poprawiają rządowe i samorządowe propozycje wsparcia. Jak mówi Barbara Blacha, dyrektorka Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Tarnowie, przedsiębiorcy mieli duże oczekiwania wobec pierwszej tzw. rządowej tarczy antykryzysowej.
– Niestety, rzemieślnicy mówią, że zaproponowane do tej pory rozwiązania nie są dla nich korzystne. Jeśli mają uczniów, którzy są młodocianymi pracownikami, co często podnosi stan zatrudnienia w firmie do ponad 9 osób, nie mogą liczyć na zwolnienie z różnych opłat, jak np. składki ZUS. Mówią też, że niesprawiedliwe jest pomijanie niektórych branż czy firm o większym zatrudnieniu, pomijanie wybranych, skoro kryzysowa sytuacja dotyka każdego, każdy ponosi straty. Podanie pomocnej dłoni każdemu pozwoli zachować i pracę, i firmy, które przecież płacić będą podatki. To byłoby z zyskiem dla wszystkich, dla społeczeństwa – zauważa Barbara Blacha.
Przedsiębiorcy obawiają się także biurokracji. Zbyt wiele dokumentów do wypełnienia, zbyt wiele załączników do skompletowania może ich zniechęcić do starania o rządową pomoc, a jednocześnie zachęcić do podejmowania decyzji o likwidacji działalności gospodarczej.
Po rządowych propozycjach wsparcia, swoją propozycję przedstawił prezydent Tarnowa. Program pod nazwą „Egida tarnowska” (całość dostępna jest na oficjalnej internetowej stronie) to zbiór kompleksowych działań możliwych do podjęcia przez miasto, a mających służyć ochronie tarnowian i tarnowskich przedsiębiorców przed gospodarczymi skutkami epidemii koronawirusa. Na liście możliwych form wsparcia są np. odroczenie, rozłożenie na raty podatku od nieruchomości i podatku od środków transportowych, zwolnienie z podatku od nieruchomości za część roku.
Miejski program entuzjazmu wśród przedsiębiorców nie wzbudza. Oczekują oni szybkich decyzji i konkretów, np. zasad zwolnienia z podatku od nieruchomości, a nad tym jeszcze prace trwają. Czy można zrobić więcej? Pojawiają się dodatkowe propozycje wsparcia dla przedsiębiorców i działań, które w obecnej sytuacji mógłby podjąć samorząd. To chociażby możliwość wydłużenia terminów płatności rachunków za wodę, prąd czy gaz. Ale nie tylko.
– Rezygnacja z części wpływów z podatków spowoduje braki w miejskim budżecie, i być może rosnące zadłużenie miasta. Warto by było, by prezydent Tarnowa wystąpił do rządu z propozycją takich zmian w przepisach, które umożliwią samorządom większe zadłużanie się. Oczywiście, pod warunkiem, że to zadłużanie wynikać będzie z wydatkowania sporych funduszy na walkę z gospodarczymi skutkami epidemii koronawirusa. Dałoby to samorządom szansę na działania o szerszej skali. Samorząd może też pomóc różnym branżom w Tarnowie, zlecając teraz pewne zadania i płacąc za ich wykonanie. Można na przykład w tarnowskich firmach odzieżowych zamówić uszycie kombinezonów ochronnych dla służby zdrowia, a w zakładach produkujących elementy plastikowe, zamówić przyłbice np. dla pogotowia i za to zapłacić. Byłaby to wymierna pomoc dla lokalnych przedsiębiorców – mówi Zbigniew Proć, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej w Tarnowie.
Warto jeszcze wspomnieć o pożyczkach dla mikro firm, o które można się starać w tarnowskim urzędzie pracy. Pożyczka może wynieść maksymalnie 5 tys. zł. Do tej pory złożono blisko 200 wniosków.

Epidemia i biznes
– Sytuacja związana z pandemią koronawirusa, poważnie zmieni rynek, a także przyzwyczajenia klientów – prognozuje Robert Wardzała, prezes Tarnowskiego Klastera Przemysłowego. – By się na nim utrzymać, trzeba będzie wypracować nowy model działalności.
Niezależnie od podejmowanych działań i spodziewanego wsparcia – zdaniem ekspertów – można zakładać, że część przedsiębiorstw upadnie i czasowo wzrośnie bezrobocie. Powstaną jednak nowe i będą potrzebowały pracowników. Podstawowe pytanie, na które dziś wciąż nie ma odpowiedzi brzmi – jak długo potrwają ograniczenia. – Jeśli będzie to krótki okres, możemy się spodziewać, że na przełomie czerwca i lipca wrócimy do normalnej działalności – mówi Lesław Paciorek, prezes firmy Leier SA. – Jeżeli natomiast ograniczenia potrwają rok, zubożenie społeczeństwa nie pozwoli na podejmowanie nowych inwestycji. A na takich decyzjach opiera się działalność branży budowlanej. I wielu firm z nią powiązanych.
Prezes Paciorek zwraca uwagę, że gruntownie zmieni się hierarchia wartości. Wiele osób ograniczy się wyłącznie do koniecznych wydatków. Nie bez znaczenia będzie również obawa przed zaciąganiem zobowiązań – a branża budowlana działała w dużej mierze w oparciu o płatności bazujące na kredytach i pożyczkach, zarówno firm współpracujących, jak i inwestorów.
– Na razie naszym najważniejszym zadaniem jest utrzymanie produkcji i aktywnych miejsc pracy – podkreśla Lesław Paciorek. – To oznacza zarówno zapewnienie wypłaty pensji załodze, jak i uniknięcie ogromnych kosztów ewentualnego ponownego rozruchu linii.
Leier SA w czterech polskich zakładach zatrudnia ponad pół tysiąca osób. Część z nich cały czas pracuje, przy zachowaniu wszelkich rygorów bezpieczeństwa, część wykonuje pracę zdalną. Podobnie jest i w innych zakładach, zlokalizowanych w Austrii czy na Węgrzech. – Firma i pracownicy nie mogą zostać sami w tym trudnym okresie – podkreśla prezes Paciorek. – Gdy nasza rzeczywistość wróci do normy, wszyscy, nie tylko nasz zakład, będziemy musieli podjąć trud odbudowy, porównywalny z tym, z czym mieliśmy do czynienia po wojnie.
Podobnego zdania jest Stanisław Jarosz, prezes firmy Przemysłu Mięsnego Taurus SA i członek Rady ds. Przedsiębiorczości przy Prezydencie RP, który licząc na dobre decyzje rządu, zapewnia, że dokłada wszelkich starań, by utrzymać produkcję zakładów i odpowiedzieć na potrzeby klientów. – Troska o półtysięczną załogę naszych zakładów, barów i sklepów idzie w parze z odpowiedzialnością za naszych klientów – mówi Stanisław Jarosz. – Dokładamy wszelkich starań, by w tej niecodziennej sytuacji wytwarzać produkty w warunkach zgodnych z najwyższymi standardami sanitarno-epidemiologicznymi i wszystkimi zaleceniami wydawanymi w celu zapewnienia bezpieczeństwa nas wszystkich. Naszym obowiązkiem jest dostarczać na rynek żywność nie tylko smaczną i zdrową, ale i bezpiecznie wytworzoną, a później bezpiecznie sprzedaną. Praca naszych zakładów poddana jest rygorom jeszcze ostrzejszym niż wymagane, bary oferują potrawy tylko na wynos, sklepy firmowe wprowadziły ograniczenia liczby osób, które mogą jednocześnie robić zakupy, zostały wyposażone w jednorazowe rękawiczki, a personel – w maseczki ochronne. Wszystkie punkty są poddawane systematycznej dezynfekcji. Wdrożyliśmy też zakupy z dowozem do domów.
Prezes Jarosz, powołując się na doświadczenie życiowe i biznesowe podkreśla, że – mimo wszystko – już teraz należy planować działania na przyszłość. – Zawsze trudności wreszcie się kończą – zapewnia z optymizmem. – W perspektywie czekają nas nowe wyzwania. Musimy się przygotować, żeby móc im sprostać.

Po koronawirusie – nowa rzeczywistość w gospodarce?
Na pomoc przedsiębiorcom ruszają urzędy pracy, ZUS, zarząd województwa małopolskiego. Jednak, właściciele małych firm, samozatrudnieni, a zwłaszcza freelancerzy mają wątpliwości czy korzystać z tych propozycji.
– To nie jest rozwiązanie, zwłaszcza dla małej firmy, która musi być obecna na rynku. Próbujemy pracować zdalnie, dbamy o to, żeby mieć stały dochód, nawet jeśli jest on znacznie mniejszy niż wcześniej – mówi właściciel firmy z branży medialnej. – Na razie jakoś dajemy radę, choć wielu reklamodawców wycofało zlecenia. To głównie firmy z branży turystycznej, gastronomicznej czy rozrywkowej.
To one są w najbardziej dramatycznej sytuacji.
– Koncerty są odwołane, nie wiadomo kiedy będzie możliwość zorganizowania jakiejkolwiek imprezy, a zbliża się sezon, podczas którego zwykle zarabiamy. My i wiele firm związanych z branżą – tłumaczy właściciel agencji artystycznej.
Są jednak i tacy przedsiębiorcy, którzy bardzo szybko dostosowali swoje firmy do nowych okoliczności. Bazując na posiadanym sprzęcie, zmienili charakter produkcji. Szybko zaoferowali swoje produkty lub usługi w sieci. Zdecydowali się dostarczać towary do domów klientów. Na razie oczekują na efekty i są ostrożni w ocenach. Jednak być może to oni zaproponują nowy model prowadzenia biznesu – w rzeczywistości, która nadejdzie.
Prezes Robert Wardzała na bieżąco śledzi aktualne prace legislacyjne. Chce wspierać firmy działające w klasterze, ale musi to robić zgodnie z przepisami prawa. Podobnie jak przedsiębiorcy uważa, że interwencje rządowe związane z epidemią, mają kluczowe znaczenie dla gospodarki. – Ogromne znaczenie ma zarówno wartość pomocy, jak i czas, w którym będzie można z niej skorzystać. Dla porównania, niemiecki rząd wspiera gospodarkę niewyobrażalną dla nas kwotą aż 750 miliardów euro, ale kluczową sprawą jest to, że pomoc będzie dostępna już w połowie przyszłego tygodnia. U nas, najwcześniej za trzy tygodnie. To może spowodować kłopoty wielu firm.

REKLAMA

109
Dodaj komentarz

4 Liczba komentarzy
105 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
19 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Urszula

Raz pisze, że wywiadu udziela Łukasz Blacha a za chwilę, że Barbara Blacha. Kogo w końcu słowa są cytowane ?

Monia

Ta ciotka to totalny debil. Naiwny socjalistyczny typ.

Lili

Przeczytałem cale. Niezle ta Ciotka zgnoila tych kolesi.

cudowny

wiekszość tak zwanych przedsiębiorców i tak oszukiwała swoich pracowników, nie bedzie po kim płakać