Tajemnice maślanego boomu

0
89
– Zabrakło nam ostatnio surowca do produkcji masła – przyznaje prezes Mlektaru. – Aby zapewnić ciągłość sprzedaży, zamówiliśmy trzy tony masła w zakładach mleczarskich w Piotrkowie Kujawskim | fot. archiwum

Ostatnio popyt na ten wyrób był tak duży, że Mlektarowi zabrakło surowca do jego produkcji. Żeby zapewnić odbiorcom płynną dostawę towaru, zakład musiał sprowadzić masło z północy Polski.
– Wierzyć się nie chce, że jeszcze niedawno na rynku masła w Polsce i Europie były spore zapasy. Potem całkowicie wymiotło je z magazynów – chłodni. Góra masła zaczęła znikać w błyskawicznym tempie – mówi prezes Gołąbek. – Dawno już nie było takiej sytuacji.
Ponieważ popyt wpływa na ceny, cena masła gwałtownie urosła. Na polskim rynku kostka ze sklepu zdrożała niemal dwukrotnie. Branża nie nadążała z zamówieniami, ale trudno było w tej sprawie więcej wymagać od… krów. One dawały tyle samo mleka, co wcześniej, nie przejmując się sytuacją na rynku i oczekiwaniami producentów. Nic zatem dziwnego, że tylko w okresie od stycznia do maja tego roku cena skupu mleka w kraju wzrosła o 24 proc.
– Zabrakło nam ostatnio surowca do produkcji masła – przyznaje prezes Mlektaru. – Aby zapewnić ciągłość sprzedaży, zamówiliśmy trzy tony masła w zakładach mleczarskich w Piotrkowie Kujawskim na północy kraju. One działają w ramach Grupy Lacpol, do której należy także nasz zakład.
W Tarnowie rocznie wytwarza się ok. 20 ton masła. To w porównaniu z wielkimi fabrykami niewiele. Te drugie potrafią w ciągu jednego dnia przerobić tyle surowca, przeznaczając go na różne wyroby, ile Mlektar przez półtora miesiąca. Ale w tej branży nie wielkie, ale małe jest piękne. Przynajmniej w opinii konsumentów.
– Z pewnością nasza produkcja ma swoją specyfikę. Wynika ona z jakości pozyskiwanego surowca. Mleko otrzymujemy od dostawców z okolic Tarnowa, ale także z województw podkarpackiego i świętokrzyskiego. Krowy, które dają mleko, żywione są tam w tradycyjny sposób. Przez cały sezon mają dostęp do świeżej trawy, ziół itp., czyli tego wszystkiego, co znajduje się na łąkach i pastwiskach. Bydło nie jest karmione paszami przemysłowymi, co potem przekłada się na jakość wyrobów. Wciąż odwołujemy się do sprawdzonych kiedyś technologii znanych już naszym babciom, których produktem są także klinki – twaróg tłusty w woreczkach. Z tego punktu widzenia ciągle pozostajemy manufakturą, a nie wielką przemysłową mleczarnią.
Masło ma swoje tajemnice. Zimą może się różnić od tego, które zostało wyprodukowane wcześniej. Wielu konsumentów jest przekonanych, że jeśli źle się ono rozsmarowuje na chlebie, to znaczy, że jest „udawane”, że producent dla uzyskania oszczędności dokonał jakichś kombinacji i wyrób nie jest w pełni wartościowy.
– Nic podobnego – zaprzecza prezes Gołąbek. – Jesienią czy zimą ze względu na zmianę pokarmu dla krów zmienia się też skład tłuszczu mlekowego. Ma więc to wpływ na konsystencję i smarowność masła. Inaczej niż wielu sądzi, to znak, że wyrób nadal pozostaje naturalny, że nie ma w nim sztucznych dodatków, które mogłyby tę smarowność zwiększyć.
Często zdarza się, że producenci dążą nie tylko do tego, by masło było łatwo smarować przez cały rok, ale także, by ciągle miało ono smakowitą barwę. Wystarczy przecież dodać tylko trochę chemicznych barwników.
Jakiś czas temu portal „Świat konsumenta” zlecił akredytowanemu laboratorium przebadanie kwasów tłuszczowych w masłach pochodzących od 9 krajowych producentów. Wykazały one, że prawidłowy skład dotyczy tylko… jednego produktu, reszta stanowiła rozmaite mieszanki tłuszczowe, choć ich etykiety mówiły o „czystym” maśle. Mleczarnie przy jego produkcji wspomagały się przede wszystkim tłuszczem palmowym.
W Mlektarze produkcja masła określana jest jako wynikowa; oznacza to, iż produkuje się go z surowca, który nie został w pełni wykorzystany do produkcji innych przetworów. Ktoś mógłby powiedzieć jeszcze inaczej: jest to działalność uboczna. Wielcy maślani potentaci znajdują się w innych regionach kraju, ale oni swoje produkty opierają głównie na nowych technologiach. Większość zakładów kieruje swój towar także na rynki Europy Zachodniej.
– My tego nie robimy, produkujemy głównie na potrzeby lokalnego rynku. Mamy towar, który nie jest konserwowany chemiczne, więc okres jego przydatności jest krótki, a droga do klienta spoza Polski długa – wyjaśnia szef Mlektaru.
Co ostatnio podziało się na rynku masła? Dlaczego tak podrożało? Opinie specjalistów są w tej sprawę różne. Zdaniem jednych, mogło dojść nawet do działań spekulacyjnych, zdaniem innych, wpływ na sytuację ma obserwowany od dwóch lat niedobór surowca w krajach Unii Europejskiej powodowany rosnącym popytem na masło. W naszym kraju na wyższe ceny oddziałuje zapotrzebowanie zgłaszane przez zagraniczne rynki.
Według prezesa Gołąbka, zwykłe masło powoli zaczyna wygrywać z popularnymi margarynami do pieczywa i stąd ta rosnąca popularność.
– Konsumenci zaznajamiają się z wynikami ostatnich badań naukowych, z których jasno wynika, że substytut nie może być korzystniejszy od czegoś, co jest naturalne.
Pamiętajmy jednak, że tak twierdzi producent masła, a prowadzona od lat nierozstrzygnięta światowa „wojna masła z margaryną” wytacza różne argumenty, również na korzyść margaryny. Tak czy inaczej szef Mlektaru przewiduje, że wyższych cen masła już w najbliższym czasie nie będzie.
Wiele wskazuje na to, że już wkrótce krowy, które „pracują” na rzecz tarnowskiej mleczarni, powinny zaspokoić jej potrzeby. Powinno stać się to jak najprędzej, gdyż Mlektar uruchomił produkcję masła klarowanego.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o