Źle się dzieje w Azotach

0
522
azoty
Grupa Azoty traci spokój, zarząd spółki w ogniu krytyki
REKLAMA

Niektórzy sugerują, że chemiczny potentat jest źle zarządzany, o czym świadczą między innymi ubiegłoroczne wyniki finansowe. Pojawiają się spekulacje, które firma nie zawsze dementuje, co tylko pogłębia niepewność jutra. Także odpowiedzi na nasze niektóre pytania do władz spółki niewiele wyjaśniają.
Strata netto Grupy Azoty za trzeci kwartał 2018 roku wyniosła 116,8 mln zł, kiedy rok wcześniej wypracowano 75,6 mln zysku. Tak zwany wynik EBITDA (przed opodatkowaniem i potrąceniem amortyzacji) ukształtował się na poziomie 44,1 mln zł, podczas gdy w 2017 wynosił aż 255 mln. Te dane mogą niepokoić, bo Grupa Azoty jest jedną z największych spółek Skarbu Państwa, zatrudniającą ponad 14 tysięcy osób. Należą do niej między innymi cztery największe polskie przedsiębiorstwa chemiczne – w Tarnowie, Puławach, Policach i Kędzierzynie Koźlu. W oficjalnym komunikacie spółki napisano, że kluczowymi czynnikami wpływającymi na złe wyniki finansowe w trzecim kwartale 2018 były wzrosty cen: gazu, surowców energetycznych i uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz niższe wolumeny sprzedaży. „Tym niespotykanym warunkom prowadzenia biznesu staramy się sprostać, kontynuując wysiłki na rzecz dalszej dywersyfikacji przychodów i programu inwestycyjnego, który pozwoli na spłaszczenie cykliczności biznesu…” – tak enigmatyczne wyjaśnienie otrzymaliśmy od chemicznego kombinatu.
– Sytuacja zmierza najwyraźniej do jakiegoś przesilenia, także kadrowego… – słychać tymczasem takie i podobne komentarze nie tylko w tarnowskich zakładach Grupy Azoty SA.

REKLAMA

Awantura o nagrodę
Padają zarzuty o nonszalanckim stylu zarządzania spółką i nieprzemyślanych do końca decyzjach inwestycyjnych. Niepokój ogarnął puławskie Azoty, gdzie zapoczątkowany został kolejny spór zbiorowy, poprzedni zakończył się podpisaniem porozumienia we wrześniu minionego roku. Tym razem Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego spierał się z władzami spółki w Puławach z powodu obniżenia świątecznej nagrody – z 1 500 do 500 złotych. Zarząd tłumaczył, że musi ograniczać fundusz płac i dlatego wypłacił premię w wysokości odpowiadającej obecnym możliwościom finansowym przedsiębiorstwa. Pracownikom trudno jednak przyjąć te wyjaśnienia, gdy słyszą np. o planie zakupu kolejnych samochodów służbowych. Związkowcy z Solidarności ostatnio wspominali, że zamierzają wysłać do premiera list, przedstawić mu sytuację w puławskiej firmie i prosić o interwencję.
Ekspert z dziedziny prawa i gospodarki, Robert Gwiazdowski zwraca uwagę w rozmowie z Gazetą Krakowską na wieloletnią niefrasobliwość w zarządzaniu Grupą Azoty SA: „Pierwszym symptomem braku rozwagi była inwestycja w złoża fosforytów Senegalu w 2013 roku. W momencie, gdy abstrahując już od wartości złoża w tym kraju i tego, co się tam dzieje, było wiadomo, że świat idzie w kierunku apatytów. W Grupie zawiódł brak skłonności do oszczędzania i styl myślenia, że skoro jest dobrze, to zawsze tak będzie. (…) taki stan samozadowolenia trwa od dziesięciu lat…”.

Zarząd żąda przeprosin
Wątek senegalski powrócił znowu minionej jesieni, gdy grupa posłów PO w swojej interpelacji do premiera RP zarzuciła obecnemu zarządowi Grupy Azoty (zarząd zagraniczną inwestycję sprzed 6 lat uznaje za błąd), iż dopuścił się pewnych zaniechań ujemnie rzutujących na funkcjonowanie przedsiębiorstwa w Senegalu. W odpowiedzi GA zatrudniła bydgoską kancelarię prawną, która jest zdania, że w poselskiej interpelacji użyto nieprawdziwych argumentów i zostały naruszone dobra osobiste członków zarządu spółki. Prawnicy w imieniu swoich klientów domagają się od parlamentarzystów oficjalnych przeprosin. Oni zaś oburzają się, twierdząc, iż jest to forma ich zastraszenia i, jak określają, próba ograniczenia ich poselskich uprawnień.
W kontekście „braku rozwagi” wymieniane jest też ubiegłoroczne przejęcie niemieckiej Grupy Compo Expert, specjalizującej się w produkcji nawozów specjalistycznych. Jedni eksperci uważają, że wzmocni to Grupę Azoty, zwłaszcza w trwającej rywalizacji z rosyjskimi producentami tanich nawozów. A skokowy wzrost przychodów i dostęp do innowacyjnych technologii wpłynie na pozycję konkurencyjną… w dłuższym horyzoncie. Inni zwracają uwagę, że firma z Niemiec (zakupiona za 1 mld zł) ma ostatnio także ujemny bilans i może stać się nadmiernym obciążeniem dla polskiej firmy. Dlaczego więc Grupa Azoty zdecydowała się – w tak obecnie trudnej dla siebie sytuacji – na zakup niemieckiej firmy Compo Expert?


Nie jest prawdą…
„Zdywersyfikowana produktowo i geo­graficznie struktura sprzedaży Grupy Compo Expert zmniejszy zależność wyników finansowych Grupy Azoty od niekorzystnych zjawisk pogodowych o charakterze lokalnym i ograniczy ekspozycję Grupy na światowe cykle koniunkturalne. Dodatkowo, z uwagi na niższe powiązanie cen nawozów specjalistycznych z kosztem surowców wykorzystywanych do ich produkcji, nowe produkty zmniejszą wrażliwość wyników Grupy Azoty na wahania cen gazu ziemnego” – czytamy w odpowiedzi przesłanej przez Grupę Azoty SA.
Grupa ma również rosnące wydatki związane z coraz wyższymi kosztami zakupu uprawnień do emisji CO2. Zapewnia jednak, że przygotowuje roczne i wieloletnie plany zakupów i posiada już jednostki emisji na potrzeby rozliczenia 2018 roku oraz część uprawnień na pokrycie kolejnych lat. Spółka deklaruje gotowość do inwestycji służących zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych: podtlenku azotu i dwutlenku węgla. Pierwsze zostały już sfinalizowane. W tym kontekście pojawia się też zarzut, iż na skutek zwłoki w zakupie prawa do emisji CO2 przez zakłady w Policach mogło dojść nawet do kilkudziesięciomilionowych strat, gdyż we wcześniejszym okresie ceny za te prawa były niemal czterokrotnie niższe. GA odpowiada m.in.: „Nie jest prawdą, że spółka mogłaby ograniczyć koszt uprawnień do emisji CO2 nawet o 80 mln zł, gdyby uprawnienia te kupiła w I półroczu 2018 r. Kwota ta stanowi niemal dwukrotność całkowitego kosztu zakupu ilości uprawnień do emisji faktycznie realizowanego w roku 2018 i w konsekwencji jest zupełnie niewspółmierna do oszczędności, które mogły być osiągnięte przy jakimkolwiek innym rozkładzie zakupów uprawnień w 2018 r. Okoliczność nierealizowania zakupów uprawnień do emisji CO2 w danym okresie nie oznacza, że wyniki jednostki, w tym wypadku segmentu nawozów, nie są ustalane z uwzględnieniem faktycznej wartości uprawnień do emisji CO2 wynikającej z ich aktualnych w danym okresie notowań giełdowych (…) ”.

Prezes i asystentka
Pogłębiają się ponadto kłopoty spółki w branży nawozów sztucznych – ich ceny stale rosną wraz z podwyżkami cen gazu ziemnego. Kurczą się przy tym rynki zbytu i rodzą obawy, że dojdzie do redukcji zatrudnienia, głównie przy produkcji właśnie nawozów. Wojciech Wardacki, prezes zarządu GA, oznajmił pod koniec minionego roku, że „spółka wdraża oszczędności tam, gdzie jest to możliwe”. Czy oznacza to również groźbę zwolnień pracowników? Spółka zaprzecza.
To nie koniec kłopotów, z którymi zmaga się teraz firma. Na tle zawirowań ekonomicznych dużo emocji wzbudza wątek o innym charakterze, który dotyczy Azotów, a ściślej prezesa Wojciecha Wardackiego oraz jego byłej asystentki Agnieszki Sorbickiej – Krasinkiewicz, od stycznia tego roku dyrektorki Departamentu Korporacyjnego Zarządzania i Komunikacji w GA. Historia ta nałożyła się na inną, bardzo głośną w kraju, która odnosi się do współpracowniczki Adama Glapińskiego, prezesa NBP (co ciekawe, także dyrektorki departamentu związanego z komunikacją) oraz jej wysokich zarobków. Do rozgłosu historii z Azotów przyczyniły się artykuły w dzienniku Fakt. Warszawski tabloid podał, że prezesa Wojciecha Wardackiego i Agnieszkę Sorbicką – Krasinkiewicz łączą zażyłe relacje, że jego była asystentka jest jego prawą ręką i ma wpływ na niektóre decyzje w Grupie Azoty SA. – Jej niedawny dyrektorski awans to specjalnie utworzone dla niej stanowisko, mówi się, że wynagrodzenie wynosi ok. 30 tys. zł miesięcznie – opowiada jeden z naszych rozmówców, pracownik GA.
Informacje te powtórzyły również inne redakcje; zastanawiano się wtedy nad kompetencjami nowej pani dyrektor, które odpowiadałyby, choć w części, zajmowanemu obecnie stanowisku.


Udane życie małżeńskie
Grupa Azoty SA wydała specjalne oświadczenie, w którym podkreśla, iż zawarte w artykułach Faktu zarzuty są „nieprawdziwe” i „oszczercze”. Można było również przeczytać m.in.: „Informujemy, że pomiędzy panem prezesem Wojciechem Wardackim oraz dyrektor Departamentu Korporacyjnego Grupy Azoty SA, panią Agnieszką Sorbicką – Krasinkiewicz nigdy nie zaistniały jakiekolwiek relacje o charakterze innym niż zawodowe. Obie te osoby mogą poszczycić się wieloletnim udanym stażem małżeńskim ze swoimi partnerami w swoich rodzinach. Z tego powodu te informacje są dla nich szczególnie krzywdzące”. Grupa Azoty informuje, że zarówno spółka, jak i Wojciech Wardacki oraz Agnieszka Sorbicka – Krasinkiewicz w związku z publikacjami Faktu podjęli „przewidziane prawem kroki”.
Na naszą prośbę Grupa odniosła się do kwestii kompetencji dyrektorki Departamentu Korporacyjnego Zarządzania i Komunikacji, która zajmuje się marketingiem, komunikacją zewnętrzną i wewnętrzną, obsługą zarządu spółki oraz nadzorem właścicielskim. Jak wynika z przesłanych informacji, Agnieszka Sorbicka – Krasinkiewicz jest absolwentką kierunków towaroznawstwo i technologia żywności oraz żywienie człowieka w Akademii Rolniczej w Szczecinie, podyplomowych studiów pedagogicznych, obecnie odbywa studia doktoranckie w szczecińskim Uniwersytecie Technologicznym związane z branżą chemiczną. GA przedstawiła nam długi wykaz nabytych przez nią kwalifikacji, uprawnień, także dotychczasowych zasług, łącznie z organizacją Dnia Chemika; karierę rozpoczynała jako laborantka w zakładach chemicznych w Policach, potem była technologiem i specjalistą ds. administracyjnych w Centrum Analiz Laboratoryjnych, w ostatnich latach asystentką prezesa Wardackiego – najpierw w spółce w Policach, następnie w Grupie Azoty SA.

Gęsta atmosfera
Pytaliśmy również o wysokość wynagrodzenia na stanowisku dyrektora Departamentu Korporacyjnego Zarządzania i Komunikacji. Grupa Azoty odpisała: „Proces zawarcia umowy o zatrudnienie [z A. Sorbicką – Krasinkiewicz] przebiegał zgodnie ze standardowymi zasadami panującymi w spółce, a przyznane wynagrodzenie mieści się w przedziale wynagrodzeń należnych innym pracownikom na podobnym poziomie zaszeregowania i mieści się w dolnym pułapie wynagrodzeń innych osób na podobnych stanowiskach”.
W innym oświadczeniu spółka zaprzecza, by chodziło o kwotę 30 tys. zł, ale nie podaje konkretnej sumy.
W związku z kłopotami, które spadły na Azoty i serią artykułów na ich temat, atmosfera w spółce jest napięta. Z rozmów, które odbyliśmy z osobami zatrudnionymi w Tarnowie, wynika, że zwiększa się rotacja kadr w wielu komórkach wspomagających pracę zarządu, jak choćby w departamentach prawnym czy komunikacji. – Z częścią osób nie przedłużono umowy o pracę, inni chcieli odejść sami. Mieli dość. Coraz częściej zarząd sięga po kadry z dalsza, nie w Tarnowie, lecz na przykład w Warszawie – twierdzą nasi rozmówcy. – Taki brak stabilizacji, ciągłości pracy zawsze źle wpływa na funkcjonowanie każdej firmy.
Zarząd odpowiada, że wszystko jest w porządku: rotacja kadr nie ma charakteru nadzwyczajnego, a o zatrudnieniu decydują kompetencje, nie adres zamieszkania.
Z zarządu płynie wiele uspokajających informacji, co może być zrozumiałe, ale sporo wskazuje na to, że spokoju jeszcze długo nie będzie. Na koniec minionego roku niektóre źródła podały, że w ciągu ostatnich trzech lat Grupa Azoty jako spółka Skarbu Państwa straciła na wartości 68 procent.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze