Hala widowiskowa – widowiskowa klapa?

0
80
Czy działalność hali okaże się widowiskową klapą?
REKLAMA

Działalność obiektu wiąże się z kosztami i nie są to koszty małe, ale milionowe. Edward Rusnarczyk, dyrektor Tarnowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, instytucji, która ma zarządzać należącą do samorządu halą szacuje, że roczny koszt utrzymania obiektu wyniesie około 1,7‑1,8 miliona złotych. – Na taką kwotę złożą się opłaty za media, bieżącą konserwację, drobne naprawy, a także koszty osobowe – informuje szef TOSiR.

REKLAMA

Magia miejsca nie wystarczy
W „Jaskółce” zatrudnionych będzie w sumie kilkanaście osób: gospodarz obiektu, pracownicy obsługi hali, a także ludzie obsługujący siłownię czy sauny. Wśród przyszłych pracowników dyrektor TOSiR nie wymienia osób odpowiedzialnych za marketing i promocję największego i najnowocześniejszego krytego obiektu widowiskowo-sportowego w regionie tarnowskim. A ktoś taki – osoba lub firma wydaje się być nieodzowna, jeśli hala ma nie generować olbrzymich strat, co w sytuacji napiętego budżetu i bardzo dużego zadłużenia miasta jest kwestią istotną. Oczywiście tego typu obiekt to nie renomowana restauracja czy hotel i trudno oczekiwać, by przynosił zyski. Chodzi o to, by koszty jego utrzymania w jak największym stopniu były rekompensowane przez wpływy z wynajmu hali oraz organizacji różnego rodzaju imprez: koncertów, targów, widowisk czy regularnych zawodów sportowych.
Kilka tygodni temu Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa, pytany przez nas na ten temat odpowiedział: Po to budujemy halę, aby organizować imprezy sportowo-widowiskowe. Kiedy będziemy się zbliżać do oddania inwestycji, osoba odpowiedzialna za organizację imprez będzie potrzebna. Dawna hala to przerobione lodowisko, które nie było zbyt atrakcyjnym miejscem dla widza, nie dało się w niej zorganizować nawet porządnego koncertu. Dlatego została zburzona i będziemy mieli nowoczesny obiekt, który pomieści ponad 5 tysięcy osób. Mam nadzieję, że tarnowianie polubią i chętnie będą ją odwiedzać.
Problem w tym, że dużych widowisk, przyciągających tysiące widzów nie organizuje się z dnia na dzień, terminy ustala się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Katarzyna Fiedorowicz-Razmus, rzecznik prasowy Tauron Areny w Krakowie w rozmowie z TEMI chwiali się, że obiekt w stolicy Małopolski ma już rezerwacje na koncerty w 2020 roku! Wystarczy przejrzeć stronę internetową krakowskiej hali, by się zorientować, że tętni ona życiem. – Pieniądze na bieżącą działalność wypracowujemy sami, miasto nie musi dopłacać. To efekt pracy kilkunastu osób z działu marketingu i organizacji imprez oraz kontaktów, które mamy – mówi Katarzyna Fiedorowicz-Razmus. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę proporcję, Tarnów to nie Kraków, nigdy nie będzie miejscem tak atrakcyjnym dla potencjalnych organizatorów koncertów, targów czy widowisk, jak stolica Małopolski, Tauron Arena ma też około cztery razy więcej miejsc niż będzie miała „Jaskółka”. Chodzi o zasadę pozyskiwania funduszy. W wielu miastach zajmują się tym wyspecjalizowane agencje i firmy zewnętrze. Sama magia obiektu ani ludzi, ani pieniędzy nie przyciągnie.

Za mała albo za duża
W przypadku „Jaskółki” pojawia się też inny problem, bo z jednej strony będzie ona zbyt mała, a z drugiej zbyt duża. Zagranicznych gwiazd muzyki, których koncerty wzbudzają zainteresowanie kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy fanów z oczywistej przyczyny w „Jaskółce” nie zobaczymy. Natomiast bardziej kameralne imprezy lub widowiska może obsłużyć na przykład sąsiadujące z halą Centrum Sztuki Mościce. Co zresztą od lat czyni.
Na pewno ważną kwestią dla funkcjonowania obiektu byłyby odbywające się w nim regularnie imprezy sportowe. Aby jednak tak się stało w mieście musi być drużyna grająca na najwyższym krajowym poziomie. Tak jest, nie szukając daleko, choćby w Rzeszowie, gdzie w hali na Podpromiu występuje siatkarska męska drużyna Resovii czy w Kielcach, słynnych z zespołu męskiej piłki ręcznej Vive, klubu z europejskiego topu. W Tarnowie z gier halowych takie perspektywy stwarzają siatkarki Grupy Azoty PWSZ „Jedynki” oraz szczypiorniści SPR-u. Na razie grają jednak na zapleczu ekstraklasy i dobrze im w hali PWSZ przy ulicy Mickiewicza.
– Nie płacimy za wynajem, a to obniża koszty utrzymania sekcji. Jeżeli będziemy grali w Superlidze, musimy to robić w większej hali, bo taki jest wymóg – przyznaje kierownik sekcji piłki ręcznej SPR, Wacław Grzesik.
Kameralne trybuny hali w centrum miasta spokojnie wystarczą, aby pomieścić chętnych obejrzenia meczu kibiców. Chcąc wzbudzić wielokrotnie większe zainteresowanie i przenieść się do powstającej „Jaskółki” nasze czołowe zespoły musiałyby wywalczyć awans, o co będzie trudno, ale także spełnić wysokie wymagania licencyjne. Przede wszystkim powinny dysponować kilkumilionowym budżetem, co bez wsparcia finansowego miasta jest praktycznie niemożliwe. A miasto, jak wskazuje praktyka ostatnich lat, o której pisaliśmy na naszych łamach wielokrotnie, nieskore jest do ponoszenia takich wydatków.

Grupa Azoty Arena?
Pomysłem na zachowanie rentowności obiektu mogłoby być znalezienie dla niej sponsora tytularnego, którego nazwa figurowałaby w nazwie obiektu. Nie jest to żadne odkrywanie Ameryki, tylko praktyka znana i stosowana na świecie i od pewnego czasu także w Polsce. Mamy choćby wspomnianą Tauron Arenę w Krakowie, Ergo Arenę w Trójmieście, Netto Arenę w Szczecinie czy też PGE Stadion Narodowy w Warszawie.
W Tarnowie naturalnym partnerem wydaje się być wyłącznie Grupa Azoty. Pytanie tylko, czy firma, która na rzecz lokalnego środowiska wydaje rokrocznie i tak milionowe kwoty, byłaby zainteresowana dodatkowym wspomaganiem obiektu należącego do samorządu. Tym bardziej, że na linii magistrat-Azoty nie widać ostatnio, delikatnie rzecz ujmując, wzajemnej estymy. Zresztą GA była do niedawna tytularnym sponsorem hali widowiskowej w Szczecinie, ale nie przedłużyła kontraktu.
O pozyskaniu sponsora tytularnego myślał szef TOSiR-u Edward Rusnarczyk, jednak jak twierdzi, na razie sprawa „utknęła”. Stara się wierzyć, że nie wszystko jest stracone: Może jak hala będzie gotowa i będziemy mogli pokazać ją potencjalnym sponsorom, wtedy szanse na ich przychylność będą większe? O tym, że brak intensywnych działań marketingowych może w efekcie sprawić, że „Jaskółka” stanie się dla miasta balastem, a nie wizytówką przekonuje przykład Stadionu Wrocław, jednego z największych tego typu obiektów w kraju, wybudowanego na piłkarskie mistrzostwa Europy w 2012 roku. Miasto jako właściciel obiektu próbuje na wszelkie sposoby łatać finansową dziurę, wynajmując go nawet na imprezy studniówkowe. Stadion Wrocław, pomimo sporego przychodu, w ubiegłym roku przyniósł aż 9 milionów złotych strat, które trzeba było „zatkać” z pieniędzy mieszkańców.Co zrobić, aby tarnowska hala widowiskowa nie stała pusta, a jej działalność nie okazała się widowiskową klapą? Na razie nie wiadomo, choć jedno jest pewne: zadłużonego Tarnowa na to nie stać.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o