Strona główna Tarnów - wiadomości Historie tarnowskie Kościół na… rolkach. Dlaczego świątynia pod Tarnowem zyskała sławę?

Kościół na… rolkach. Dlaczego świątynia pod Tarnowem zyskała sławę?

0
Przygotowania do wielkiej przeprowadzki świątyni
Przygotowania do wielkiej przeprowadzki świątyni | Fot. NAC
REKLAMA

W drewnianym kościółku w Pogórskiej Woli jest niezwykłe malowidło. Ktoś, kto nie jest zorientowany w sprawie, może nie zrozumieć, o co chodzi. A chodzi o niecodzienne zdarzenie sprzed drugiej wojny światowej, które wtedy zadziwiło wielu rodaków. Bo wtedy tylko trzy świątynie w naszym kraju doświadczyły podobnych przedsięwzięć inżynieryjno-budowlanych, dzięki którym zyskały szeroki rozgłos w Rzeczypospolitej.
Na zachowanym malowidle, które jest fragmentem kościelnej polichromii, przedstawiona jest scena… przesuwania świątyni. Przesuwania? Tak! Mały kościółek w Pogórskiej Woli należy do ledwie czterech świątyń w Polsce, które kiedyś w całości, bez potrzeby rozbiórki, zmieniły swoją dotychczasową lokalizację. Zostały przeniesione jak duży klocek z jednego miejsca na drugie. Trudno sobie wyobrazić, by artystki malarki Anna i Zofia Pawłowskie, które wykonały polichromię w latach 1958-60, nie uwzględniły tego historycznego zdarzenia z 1932 roku. Malowidło, odnowione ponad 30 lat temu, można oglądać w przedsionku kościółka.

– Niezwykłego przedsięwzięcia podjął się w latach międzywojennych ówczesny nowy proboszcz parafii w Pogórskiej Woli, ks. Piotr Kołacz. Zastał on wtedy kościółek w złym stanie, postanowił go więc wyremontować i rozbudować, ale już w innym, bardziej dogodnym miejscu – opowiada Władysław Tchoń, inżynier z zawodu, urodzony w Pogórskiej Woli, regionalista, autor monografii rodzinnej wsi.

Czy kościół się rozpadnie?

Wielu mieszkańców Pogórskiej Woli chwyciło się za głowę, gdy dowiedzieli się, że energiczny ksiądz chce przenieść świątynię gdzie indziej tak jak stoi – bez zbędnego demontażu elementów. Nie dowierzali, że jest to możliwe, tym bardziej, że nigdy wcześniej wielu nie słyszało o tak skomplikowanym przedsięwzięciu. Ksiądz jednak okazał się konsekwentny w swoim działaniu. Dzisiaj można usłyszeć, że decyzja o zmianie lokalizacji wynikała także z faktu, że kościół miał niezbyt właściwe sąsiedztwo – karczmę wiejską, której bywalcy nie zawsze zachowywali się przyzwoicie.

REKLAMA (2)

Dlatego pomysł księdza Kołacza nie miał wielu oponentów, zachodziła jedynie obawa, czy drewniany kościółek konstrukcji zrębowej, z XVIII wieku, przeżyje całą operację, nie rozleci się po drodze na kawałki. Tym bardziej, że ta droga była dość długa, na odcinku prawie jednego kilometra! Kiedy przedwojenny urząd konserwatora zabytków w Krakowie wydał zgodę na przeniesienie świątyni, chyżo zabrano się do roboty. Parafianie ogłosili zbiórkę funduszy i przygotowali potrzebny do operacji materiał. Książę Roman Sanguszko podarował drewno pochodzące z jego lasu. Akcją miał kierować Ludwik Zedler, budowniczy z Tarnowa, we współpracy ze znanym inżynierem, Witoldem Giżbertem Studnickim.

Droga przez kartoflisko

– Szkielet kościoła łącznie z dachem został odpowiednio usztywniony, aby bez obawy można było go podnieść lewarami i umieścić na wielkiej drewnianej „tacy” – relacjonuje Władysław Tchoń. – Pod nią ułożono trzy pary z „brusów”, na których zamontowano wałki z drewna bukowego o średnicy 17 cm. „Taca” na wałkach razem z ułożonym powyżej kościołem toczyła się powoli po specjalnie przygotowanych na drodze torach. Do konstrukcji doczepiono liny, pociągane trzema windami budowlanymi, wykorzystywanymi jeszcze do niedawna na współczesnych budowach; przy każdej stanęło po siedmiu ludzi. Obiekt posuwał się do przodu, gdy windy były obracane. Nie było łatwo, gdyż na trasie trzeba było pokonać kawałek kartofliska, a ostatniego dnia operacji także wzniesienie. Zaszła też konieczność trzykrotnego obrócenia kościoła o 90 stopni.

Operacja transportu świątyni na wałkach czy – jak kto woli – na rolkach trwała cztery i pół dnia. Codziennie pokonywano dystans 200 metrów. Wydarzenie wywołało duże zainteresowanie przedwojennej prasy. Zwłaszcza że trwało lato, trwał, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, sezon ogórkowy, a wydarzenie w niepozornej wiosce pod Tarnowem było niespotykane, wręcz sensacyjne, szczególnego rodzaju spektakl.

– Relację z przenosin kościoła zamieścił w detalach krakowski Ilustrowany Kurier Codzienny, wraz z bogatą dokumentacją fotograficzną – mówi inżynier Tchoń. – Informacje na ten temat zamieściły również inne tytuły, także prasa wychodząca w Wilnie.

Ks. Jerzy Borczewski, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Pogórskiej Woli, dodaje, że w kronice kościelnej znajduje się suchy zapis dotyczący przenosin kościoła, jest też wycinek prasowy pochodzący z tamtego okresu.

REKLAMA (3)

Mieli odwagę

– Biorąc pod uwagę ówczesne czasy, możliwości i poziom techniki, na pewno można mówić o przedsięwzięciu innowacyjnym, w dodatku realizowanym w niewielkiej miejscowości – podkreśla proboszcz. – Myślę, że trzeba podziwiać tamtego proboszcza i tamtych mieszkańców, że zdecydowali się na odważną akcję. Została ona przeprowadzona wzorowo, bez uszczerbku dla świątyni. Kiedy kościół posadowiono w nowym miejscu, wkrótce podjęto się jego rozbudowy, gdyż takie były potrzeby parafii. Przedłużono go, dobudowano wieżę i boczne przedsionki. W tym stanie zabytkowy kościół przetrwał do dzisiaj, niedawno przeszedł remont.

Mimo rozbudowy kościółek w Pogórskiej Woli z upływem lat powoli stawał się za mały. Wraz z nastaniem w parafii ks. Borczewskiego powróciła – tym razem z dobrym skutkiem – budowa nowej świątyni. Prace rozpoczęte w 2016 roku zakończono po kilku latach. Nowy murowany kościół stanął w sąsiedztwie starego.

Według źródeł historycznych tylko cztery świątynie położone na ziemiach polskich były w swoich dziejach przemieszczane na nowe miejsce. Oczywiście najbardziej znana tego typu operacja (także najtrudniejsza, gdyż chodziło o dużą budowlę murowaną) dotyczy świątyni przy dzisiejszej al. Solidarności w Warszawie. Przeniesienie nastąpiło pod koniec 1962 roku i było związane z modyfikacją układu komunikacyjnego w stolicy. Wtedy chodziło tylko o 21 metrów…

W latach 1905 i 1910 przetransportowano drewniane kościoły – podobne konstrukcyjnie do obiektu w Pogórskiej Woli – w Łodzi i Kurowicach w woj. łódzkim. Nie można wykluczać, że we wsi pod Tarnowem wykorzystano doświadczenia z tamtych miejsc. Przenoszenie obiektów sakralnych było i jest bardzo rzadkie w skali światowej. Na miejscu, w którym pierwotnie stał kościółek w Pogórskiej Woli, zachowała się murowana dzwonnica.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
0
Napisz komentarzx