Wpływ śmiechu na nasze ciało i psychikę jest znacznie większy, niż zazwyczaj uważamy. Jako osoby śmiejące się średnio dwa razy rzadziej niż Brytyjczycy pozostajemy najbardziej ponurym narodem Europy. Może więc nie warto oszczędzać na uśmiechach. Przypomina o tym Maszkaron Trefniś, który ulokował się w Zaułku Łokietka przy ul. Wałowej. To dzieło Stanisława Chmiela, miejscowego projektanta sztuki użytkowej, pedagoga, malarza, rzeźbiarza i fotografika.
Zamiast powtarzania tradycyjnego „Śmieje się jak głupi do sera” warto czasami pomyśleć o powiedzeniu popularnym wśród Niemców: „Dzień bez uśmiechu jest dniem straconym”. O tym zdaje się przypominać uśmiechnięty błazen towarzyszący królowi, który wydał miastu przywilej lokacyjny.
Humor w koronie
Lokalizacja tarnowskiego Trefnisia przy Łokietku jest dosyć umowna. Pierwsze zapiski o królewskim błaźnie, nieznanym zresztą z imienia, są późniejsze niż czasy, kiedy panował Władysław I, bo dotyczą Kazimierza Wielkiego. W istocie jednak królewskie błaznowanie w Polsce związane było dopiero z dworem Jagiellonów. Zapiski dotyczą 12 postaci, które w tym charakterze działały na dworze dynastii. U samego Jagiełły miało być kilku błaznów.

Stanisław Gąska, zwany Stańczykiem, był najsłynniejszym polskim błaznem. Opisywany przez Jana Kochanowskiego, Łukasza Górnickiego i Marcina Kromera znany jest większości Polaków z wyobrażenia Jana Matejki. Z późniejszych dworów do historii przeszli też Słowikowski, Ziemba oraz błaznujący przy Janie III, słynny z dowcipu, szlachcic Winnicki. W końcu błaznów zastąpili wędrowni bardowie i poeci, łączący talenty dzisiejszych kabareciarzy, autorów tekstów czy piosenkarzy.
Tarnowski Trefniś jest ubrany tak, jak przystoi tej postaci. Bo, aby łatwiej było pełnić przypisane obowiązki, wygląd błazna powinien być niepoważnie groteskowy. Taki ubiór często składał się z nieprzystających do siebie elementów. Atrybutem była czapka o rogach zakończonych dzwoneczkami. Samych rogów powinno być trzy. Symbolizowały ośle uszy i ogon. Oprócz tego trefnisie charakteryzowali się krzykliwym, kolorowym ubrankiem.
Tarnowski błazen nie ma kolorów, może dlatego, że to mocno doświadczona persona, a zatem perypetie, przez które przeszedł, są tak długie jak jego wąsy. – To raczej nie jest młody człowiek, ma sporo za sobą. Ktoś z życiową mądrością. Dlatego może sobie pozwolić na więcej szczerości – wyjaśnia autor projektu postaci, Stanisław Chmiel. Dodaje, że ponieważ do intronizacji królewskiego błazna podchodzi dość żartobliwie, zachęcał dzieciaki, żeby głaskały go po nosku, bo to zawsze przynosi szczęście. – To zabawa i tak to potraktujmy – proponuje.
W jego opinii tarnowski szlak maszkaronów wyszedł dobrze, ponieważ zaangażowało się w niego wielu artystów, mających różne doświadczenia. – Dzięki temu nie powstała powtarzalna sztampa, a było miejsce do zaangażowania kreatywności – ocenia.

Artystyczna paleta życia
Stanisław Chmiel to człowiek wielu talentów. Prócz wzornictwa przemysłowego zajmuje się też malarstwem i fotografią. – Próbuję w życiu wielu rzeczy. Jeżeli za coś się biorę, to robię to z pasją. Czasami nie udaje mi się jednak skończyć poprzedniej pasji i czeka ona na lepsze czasy. Zajmowałem się np. projektowaniem i robieniem mebli. Mam spory zbiór narzędzi do obróbki drewna – tłumaczy. Artyście, posiadającemu dyplom Wydziału Architektury Wnętrz ASP, nieobce są także doświadczenia rzeźbiarskie. – Mimo to uczestnictwo w tarnowskim projekcie było wyzwaniem. Podobny projekt widziałem wcześniej w Zielonej Górze, trochę znałem temat – tłumaczy. W Zielonej Górze powstał szlak zawierający 40 bachusików, nawiązujących do winiarskich tradycji miasta.
Podobnie jak tamte postaci także tarnowski Trefniś – zdaniem Stanisława Chmiela – przypomina o radosnej stronie życia. I o wadze uśmiechu. – Żeby się tak wszystkim nie przejmować, a do życia podchodzić z rezerwą – wyjaśnia. Rezerwy i dystansu tarnowski artysta szuka w dawnych technikach tradycyjnych rzemiosł. Do tego zachęca także młodzież z koła naukowego „Artnów”, działającego przy Wydziale Sztuki tarnowskiej Akademii Nauk Stosowanych, gdzie prowadzi zajęcia. Ze studentami regularnie organizuje warsztaty obróbki drewna, aby zaznajamiać ich z tradycją. – Jeździmy do zaprzyjaźnionego Arboretum w Bolestraszycach, gdzie uczymy się posługiwać narzędziami, jak ośnik, siekiera, piła czy nawet dłuto, bo w programie jest też snycerka – opowiada.
Ostatnim pomysłem są działania z ceramiką. – Wykonywaliśmy płytki. Myślę, że w przyszłości spróbujemy je wypalić i poszkliwić – zapowiada. Płytki prawdopodobnie zalśnią, jak poczucie humoru tarnowskiego Trefnisia. On sam namawia, by jak najczęściej przypomnieć sobie o potędze uśmiechu i dzielić się nim z innymi. Może to być skuteczne lekarstwo na wiele codziennych dolegliwości.
![Smakowicie i klimatycznie. Festiwal wina na półmetku [ZDJĘCIA] Festiwal wina 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/07/Festiwal-wina-2026-6-218x150.jpg)

![Zmiana organizacji ruchu na Bernardyńskiej [ZDJĘCIA] Kontraruch Bernardyńska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/07/Kontraruch-Bernardynska-zmiana-2-218x150.jpg)


![Mur oporowy linii kolejowej Tarnów–Leluchów zamieni się w turystyczną atrakcję [ZDJĘCIA] Żegiestów budowa promenady i plaży](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/07/Zegiestow-budowa-promenady-i-plazy-2-218x150.jpg)

















