Ulica Goldhammera wczoraj i dziś. Wspomnienia cz. I

5
Goldhammera
fot. Ferdynand T. Wróbel
REKLAMA

Ulica Goldhammera w Tarnowie, wcześniej Zdrojowa, w pierwszych latach powojennych dość długo była – obok Szerokiej – centrum czarnego rynku i przestępczości. Pamiętam ją z lat 50. minionego wieku, kiedy zamieszkałem w budynku nowo budowanego osiedla Zakładów Mechanicznych, przylegającym do pozostałości murów poniemieckiego getta żydowskiego (róg ulic Waryńskiego i Kupieckiej był bramą wjazdową do getta).

Wtedy w lewym narożnym budynku z ul. Waryńskiego parter zajmowała sala, nazywana bożnicą, czyli miejscem modlitw celebrowanych przez mieszkającego na drugim piętrze rabina Gutera. Później, po roku 1968, kiedy część mieszkańców wyjechała do Izraela, był tam hotel z restauracją, następnie Komitet Wojewódzki PZPR, a obecnie mieszczą się wydziały Urzędu Miasta Tarnowa. W bramie drugiego narożnego budynku wisi do dziś kamienna tablica poświęcona pamięci Eliasza Goldhammera (wiceburmistrza Tarnowa, który zmarł w 1912 roku).

Naprzeciw tego budynku istniała jadłodajnia, której reklama: „mleko, herbata, kawa i inne przekąski” można przeczytać również w jidysz jeszcze dzisiaj. Na podwórzu tego i następnego domu rosły wysokie wieloletnie kasztany wokół pięknej drewnianej altany. Ulica za skrzyżowaniem z ul. Mickiewicza prowadziła wzdłuż ogrodzenia budynku koszarowego jednostki IV Brygady Pancernej (przed wojną 16 pułku piechoty) z jednej strony, a z drugiej niezabudowanego placu z górką opadającą w kierunku Poczty. Kończyła się przy krótkiej uliczce St. Wigury płotem z rozciągniętej siatki między betonowymi słupami z pałąkami z drutem kolczastym. Za nią był teren wojskowy.

REKLAMA (3)

Tuż przy płocie, przy ul. Wigury, stała wysoka, piętrowa, drewniana szopa, gdzie zwożono jabłka i tłoczono miąższ. W 1957 roku, gdy zlikwidowano przy I LO szkołę podstawową, przeniesiono mnie po ukończeniu pierwszej klasy w ramach rejonizacji do Szkoły Podstawowej nr 7 im. St. Staszica przy ul. Poniatowskiego. Wspólnie z chłopakami z ulicy Goldhammera, Waryńskiego i okolicy Mariensztatu musieliśmy chodzić do szkoły albo drogą obok poczty, albo Nowodąbrowską, wyjazdówką na Kielce, obok kina „Wiarus” i wzdłuż płotu jednostki wojskowej. Płeć żeńska miała bliżej do „szóstki” przy ul. Mickiewicza.

REKLAMA (2)

Droga do szkoły naznaczona była atrakcjami, ale ku rozpaczy rodziców bardzo niebezpieczna, zwłaszcza w dni targowe, ze względu na sąsiadujący ze szkołą plac zwany Kapłanówką i słynną knajpę „Kopyto”. Atrakcje stanowiło na wiosnę wysysanie nektaru z kwiatów akacji, a wczesną jesienią objadanie się owocami morwy białej i granatowej. Należało tylko wdrapać się po siatce ogrodzenia do konarów i gałęzi wystających nad chodnik. Dalej było oglądanie plakatów kina „Wiarus” i nowości w sąsiadującym kiosku Ruchu, a późną jesienią na wprost szpitala zrywaliśmy z wystających gałęzi owoce głogu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
5 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze