Hotelowi złodzieje i „pamiątkarze”

0
93

Tarnowscy hotelarze mówią zgodnie, że jest dużo lepiej niż kiedyś. Tymczasem z ogólnopolskich badań ankietowych wynika, że prawie 80 procent właścicieli hoteli i pensjonatów nadal skarży się na gości o lepkich rękach.
– Szczęśliwie zaliczamy się do tych dwudziestu procent – twierdzi Joanna Dobroś, wiceprezes Hotelu Tarnovia. – Mamy całodobową recepcję i monitoring, przeprowadzamy również kontrole w pokojach. Jeśli coś ginie, to drobiazgi typu otwieracz do butelek, czasem ręcznik. Wiele lat temu cała grupa gości spakowała do walizek poduszki. Zauważyli to nasi pracownicy i poprosili o zwrot. Znikały też małe obrazki z widokami Tarnowa, dlatego teraz wieszamy na ścianach tylko duże reprodukcje, a oryginały tam, gdzie naprawdę mogą być bezpieczne.
Hotel Bristol ma cztery gwiazdki i 17 pokoi. Właściciel Tadeusz Nosek nie ukrywa, że dzięki temu sytuacja jest łatwa do opanowania.
– Mam za mały hotel, żeby turyści przyjeżdżali całymi grupami. Narzekać nie mogę. Mieliśmy kiedyś firmowe kufle i otwieracze z logo jednego z browarów. Teraz mamy zwykłe kufle i już nie giną. Sądzę, że jeśli ktoś czasem coś ze sobą zabierze, to nie z premedytacją, tylko hobbystycznie. Dajemy do pokoi książki o Tarnowie i Małopolsce – nie broszury, tylko grubsze wydania. Każda ma pieczątkę hotelu. Są do poczytania na miejscu, ale zdarza się, że znikają.
– O ręcznikach nie warto wspominać, to standard. Chociaż giną coraz rzadziej – podkreśla Andrzej Ciszek, właściciel Hotelu Kantoria. Od czasu do czasu znikają szczotki do czyszczenia ubrań, które są na wyposażeniu każdego pokoju. Z restauracji sporadycznie wynoszone są kufle, pewnie za sprawą kolekcjonerów, oraz kieliszki, łyżeczki i noże. Widelce nigdy nie cieszyły się zainteresowaniem. – Drobnych kradzieży nie zgłaszamy na policję, chyba że ktoś zdewastuje pokój – dodaje właściciel. Potwierdza, że aktywność hotelowych złodziei jest coraz mniejsza. – Dawniej zainteresowani byli wszystkim: znikało na przykład wyposażenie łazienek, od luster, przez prysznice, po wieszaki. Jeśli coś było trudno dostępne w sklepach, to automatycznie stawało się łupem złodziei. Jak ktoś urządzał sobie w domu łazienkę, to będąc w hotelu, odkręcał to, co było mu akurat potrzebne. Mamy też camping, ale sporadycznie zdarza się, żeby ktoś próbował coś wykręcić, by zainstalować sobie w kamperze lub przyczepie jakąś brakującą część.
Zmieniły się czasy i wyposażenie hoteli nie ma już takiej wartości jak kiedyś.
– Dzisiaj płaski telewizor można kupić za niecały tysiąc złotych, przestał więc być czymś atrakcyjnym, jak wiele innych rzeczy. Ręcznik można kupić w markecie za dwadzieścia złotych, więc po co go kraść? Chyba że ma ładnie wykonane logo hotelu, wtedy nabiera dla niektórych wartości kolekcjonerskiej – mówi Witold Kisała, prezes Cristal Parku. Dlatego pewnie giną hotelowe długopisy, czasem znikają hotelowe informatory umieszczone w eleganckich teczkach lub segregatorach, oczywiście z logiem Cristal Parku. Na liście rzeczy zaginionych są między innymi zwrotne butelki wody mineralnej czy powiększające lusterko przymocowane za pomocą przyssawki do łazienkowego lustra. – Zdarzają się sytuacje spowodowane roztargnieniem, w rodzaju „zapomniałem powiedzieć, że skorzystałem z minibaru”. Z bufetu w formie stołu szwedzkiego można korzystać do woli, tyle że na miejscu. Jednak wielu gości nie wychodzi z pustymi rękami, biorą ze sobą przeważnie jogurty i owoce. Traktujemy to jaką rzecz normalną. Czy zjedzą u nas, czy na zewnątrz, nie ma to znaczenia – kontynuuje prezes.
Tarnowscy hotelarze zauważają, że szczególny rodzaj „śmiałości” cechuje niektórych członków grup wycieczkowych.
– W grupie czują się anonimowo, uczestnicząc w zorganizowanej wycieczce, pojawiają się w danym hotelu jeden jedyny raz, stąd większa śmiałość, by przygarnąć jakiś gadżet na pamiątkę” – mówią.
Robert Kozak, naczelnik Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie doliczył się siedmiu zgłoszeń w sprawie kradzieży hotelowych za ostatnie półtora roku. W jednym z zajazdów łupem złodzieja padł telefon komórkowy. Bez trudu ujęto mężczyznę, który z pensjonatu wyniósł 32‑calowy telewizor. Kolejne zgłoszenie dotyczyło przywłaszczenia 63 hotelowych kluczy. W styczniu z otwartego pokoju hotelowego ktoś zabrał saszetkę z dokumentami i gotówką, jej właściciel wycenił straty na 6 160 zł. Z kolei 26 lipca goszcząca w Tarnowie mieszkanka Austrii zauważyła brak 1 200 zł i 300 euro. Twierdzi, że pokój był zamknięty.Polscy hotelarze rzadko zgłaszają się na policję. Głównie wtedy, gdy goście nie uregulują rachunków lub dokonają zniszczeń. Drobne kradzieże puszczają płazem, radzą sobie sami, najtrudniejszych klientów zgłaszają na czarną listę prowadzoną przez jeden z serwisów internetowych.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o