Ile belfer ma na koncie?

0
160
szkoly-pieniadze
REKLAMA

To dużo czy mało?
245 mln zł – tyle wydano w Tarnowie na oświatę w minionym roku. Suma ta stanowiła 44 procent miejskiego budżetu. Jeżeli odejmiemy rządową subwencję w wysokości 166 mln zł 797 tys. zł, to okaże się, że miasto dołożyło 59 mln 201 tys. zł. Nie można zapominać także o 20 mln zł przeznaczonych na inwestycje (m.in. termomodernizację szkół, remonty, boiska szkolne).
W bieżącym roku subwencja planowana jest w wysokości 179 mln zł, a miasto będzie musiało dorzucić w granicach 60 mln zł. Lwią część pieniędzy pochłania utrzymanie szkół i przedszkoli oraz pensje. Dyrektor tarnowskiej szkoły zarobił średnio miesięcznie w 2011 roku – 6 763 zł brutto („na czysto” było to 4 778 zł). Widełki dyrektorskich pensji sięgały od 7 974 zł (5 622 zł netto) do 5 274 zł (3 741 zł netto).
Biorąc pod uwagę średnią, wszyscy dyrektorzy otrzymują wyższe pensje niż szefowa magistrackiego wydziału tarnowskiej edukacji. Z tego wynika, że organ prowadzący zarabia mniej niż dyrektorzy placówek mu podległych. Mało tego, zdarza się, że od dyrektorów zarabiają więcej ich pracownicy, na przykład niektórzy nauczyciele dyplomowani prowadzący dodatkowe zajęcia w ramach unijnych funduszy.
Zdecydowaną większość stanowią w Tarnowie nauczyciele najlepiej opłacani, co wiąże się z posiadanym przez nich najwyższym stopniem awansu zawodowego. Nauczyciele dyplomowani na koniec minionego roku zajmowali 1 516 etatów, mianowani byli obsadzeni na 530 etatach, kontraktowani na 376, a najmłodsi stażyści na 45. Ci ostatni w szkole ponadgimnazjalnej zarabiali miesięcznie 2 560 zł brutto, czyli „na rękę” brali około 1 850 zł. Pensja nauczycieli kontraktowych wynosiła 2 854 zł (2 055 netto), mianowanych – 4 010 zł (2 860 zł netto), a dyplomowanych 5 169 zł (3 667 zł netto). Podane kwoty stanowią średnią i uwzględniają tzw. trzynastkę oraz dodatek uzupełniający zwany czternastką, natomiast nie biorą pod uwagę Funduszu Świadczeń Socjalnych i dodatkowego zarobku trafiającego do kieszeni nauczycieli realizujących w szkole programy unijne. To często niemałe kwoty mogące sięgać nawet od 50 do 100 zł za godzinę.

REKLAMA

Być albo nie być
W styczniu miasto wypłaciło ponad dwóm tysiącom nauczycieli jednorazowy dodatek uzupełniający w łącznej kwocie 3 mln 600 tys. zł. Dotyczył on tych pedagogów, którzy w 2011 r. nie osiągnęli gwarantowanego w Karcie Nauczyciela średniego pułapu dochodów. Nauczyciele mianowani odebrali wówczas po 1 699 zł, a dyplomowani po 1 924 zł. – W poprzednich latach na wyrównanie nauczycielskich pensji przeznaczaliśmy około 4,5 mln zł. Teraz jest to kwota o milion złotych mniejsza – mówi Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. To efekt zwolnień oraz lepszego zarządzania kadrami przez dyrektorów szkół. W minionym roku zwolniono około stu nauczycieli, w tym roku można spodziewać się zwolnień na podobnym poziomie. Wiele jednak zależeć będzie od naboru. Rok temu uczniowie dopisali i utworzono ponad sto oddziałów w szkołach średnich. Niebawem tarnowskie gimnazja opuści 1 100 uczniów, którzy będą w stanie zapełnić niewiele ponad 30 klas. Jeśli nie dopiszą absolwenci spoza Tarnowa, to rozmiar zwolnień może być znacznie większy.
Niektórzy nauczyciele uciekają przed zwolnieniami, przechodząc na roczne płatne urlopy dla poratowania zdrowia. Obecnie w Tarnowie przebywa na takich urlopach ponad 70 osób. Oczywiście są tacy, którzy mają prawdziwe problemy zdrowotne, jednak zdaniem samorządowców kwestie tego typu powinien rozpatrywać i opłacać Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Tymczasem z miejskiej kasy przeznacza się rocznie na ten cel w granicach 4 mln zł.

Po lekcjach… w szkole
– Jako samorządy, bo jest nas oczywiście więcej, głośno mówimy o tym, że naliczanie subwencji jest dla gmin niekorzystne. Uważamy także, że należy wziąć pod lupę przyznawanie urlopów dla poratowania zdrowia i zmienić obowiązujące zasady. Następna rzecz to finansowanie przedszkoli – są one w całości na garnuszku samorządów. Na przedszkola wydaliśmy w poprzednim roku 32 mln zł, nie ma na nie żadnej subwencji, a nie możemy decydować ani o sposobie zatrudniania nauczycieli, ani o ich zarobkach – wylicza Bogumiła Porębska.
Są jednak gminy, w których zaczęto wydłużać czas pracy nauczycieli. „Rzeczpospolita” opisała przypadek gminy Rzepki na Mazowszu, gdzie wójt nakazał nauczycielom przebywanie w szkole nie tylko w trakcie wykonywania pensum, ale także podczas pozostałych godzin składających się na etat. Wójt swoją decyzję argumentuje tym, że gmina płaci nauczycielom za pełny etat wynoszący w tygodniu 40 godzin, a nie jedynie za 18‑godzinne pensum. Podkreśla, że przebywając w szkole poza lekcjami, nauczyciele mogą m.in. oceniać sprawdziany, przygotowywać się do zajęć, udzielać konsultacji uczniom oraz spotykać się z rodzicami.
Nauczyciele protestują, ich zdaniem jest to niezgodne z Kartą Nauczyciela, której zapisy nie odnoszą się do sposobu rozliczania pedagogów z pracy ponad wykonywane pensum. Związki zawodowe podkreślają, że szczególna pozycja nauczycieli wynika ze specyfiki tego zawodu oraz „konieczności wykonywania licznych zajęć niezbędnych do odpowiedniego przygotowania się do lekcji, a niedających się w sposób tradycyjny ewidencjować.”

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o