Jak to jest z tym „prawkiem”?

0
144
prawko
REKLAMA

W przywołanym przykładzie matury mielibyśmy zapewne do czynienia z tsunami kontroli na rozmaitym szczeblu; nauczyciele, dyrektorzy szkół, a zapewne także Państwowa Komisja Egzaminacyjna i Ministerstwo Edukacji zostaliby „zmasakrowani” przez media i opinię publiczną, a przez studia czołowych stacji telewizyjnych i radiowych przewinąłby się cały korowód rozmaitych autorytetów pochylających się z troską nad tragicznym stanem polskiej oświaty. Tymczasem fakt masowego oblewania przez kandydatów na kierowców egzaminów na prawo jazdy zdaje się nie stanowić problemu. Co więcej, dochodzi do tak groteskowych sytuacji, że najlepsi, zdaniem urzędników MORD, instruktorzy szkół nauki jazdy otrzymali wyróżnienia. Najlepsi, czyli ci, którzy zdołali przepchnąć przez egzaminacyjne sito ledwie co drugiego kursanta!
Nie potrafią jeździć?

REKLAMA

W Tarnowie oraz sąsiednich powiatach działa ponad 60 szkół nauki jazdy. Dużych, takich, które przygotowują do egzaminów nawet ponad tysiąc kandydatów w ciągu roku, oraz niewielkich, które szkolą zaledwie kilkadziesiąt osób. Jak wynika z danych MORD (za 2010 rok), który, przypomnijmy, jest w regionie instytucją mającą monopol na egzaminowanie, nawet najlepszym z nich nie udało się przekroczyć 40‑procentowej zdawalności swoich kursantów. Średnia obliczona na podstawie wyników wszystkich ośrodków to wspomniane wyżej 25 procent. Od razu dodajmy, że Tarnów nie jest jednak w tej materii jakimś negatywnym wyjątkiem – wyniki kilkudziesięciu Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, chociaż oczywiście różnią się pomiędzy sobą, dają w sumie zbliżony wynik. Dodajmy, wynik żałosny
Tymczasem wystarczy przenieść się zaledwie sto kilometrów na południe od Tarnowa, na Słowację, aby trafić do innego świata. U naszych południowych sąsiadów (dane za ubiegły rok z Bratysławy i okolic) zdawalność przekracza 77 procent. Podobnie jest u Niemców, we Francji około 60 procent. Warto zauważyć, że w tych krajach (oprócz Słowacji) obowiązkowe kursy są albo znacznie krótsze niż w Polsce, albo, jak w przypadku np. Wielkiej Brytanii, nieobowiązkowe – egzamin można zdawać w systemie eksternistycznym, który niegdyś obowiązywał także u nas.

Opinia prezentowana przez dyrektora tarnowskiego MORD Bernarda Karasiewicza, którego zdaniem przyczyną marnych wyników jest wyłącznie zbyt krótkie, niedostateczne szkolenie, nie da się więc raczej obronić. Trudno też uwierzyć, że wszystkie kilkadziesiąt ośrodków nauki jazdy w regionie źle wykonuje swoją pracę albo że Polacy genetycznie nie nadają się na kierowców. Może problem tkwi zupełnie gdzie indziej?
MORD na własnym garnuszku
Tarnowski MORD, podobnie jak inne placówki w kraju, jest instytucją podległą marszałkowi województwa, ale samofinansującą się. To znaczy, że firma sama, bez żadnych dotacji, musi się utrzymać. A nie są to sumy małe – w 2010 roku koszty działalności tarnowskiego MORD wyniosły prawie 6 milionów złotych. W żywotnym interesie ośrodka jest więc, aby przeprowadzać jak najwięcej egzaminów, bo każdy egzamin oznacza napływ gotówki na działalność i pensje dla 48 pracowników. Zasadne pytanie brzmi więc: jaki interes ma MORD w wysokiej zdawalności egzaminów?
System, w którym utrzymanie instytucji zależy od pieniędzy wpłacanych przez egzaminowanych, wprost zachęca do stworzenia sytuacji, w której zdanie egzaminu trzeba maksymalnie utrudnić. I taka jest zgodna opinia tych, którzy próbują zdobyć wymarzone prawo jazdy, taką opinią dzielą się, oczywiście nieoficjalnie, także instruktorzy nauki jazdy, twierdząc, że chociaż istnieją ścisłe przepisy dotyczące egzaminowania i dopuszczalnej liczby błędów, to przecież ich interpretacja i tak zależy od egzaminatora, który jak zechce, to bez kłopotów postawi na swoim. Chociaż trudno oczywiście każdemu i w każdych okolicznościach zarzucać złą wolę.
Będzie protest?
Problem nie jest oczywiście nowy, ale, jak wynika z informacji Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców w Koszalinie, zaczyna narastać, bo wyniki zdawalności na prawo jazdy na najpopularniejszą kategorię B są z roku na rok coraz słabsze. A nowe przepisy, które miały właśnie wejść w życie (przesunięto termin ich wprowadzenia o rok), jeszcze bardziej egzamin utrudnią.
Tymczasem z pomocą Internetu rodzi się obywatelski protest przeciwko systemowi egzaminowania kandydatów na kierowców. W sieci pojawiło się właśnie memorandum na temat powstania Ruchu na Rzecz Wolnego Prawa Jazdy, którego celem jest, jak piszą autorzy, „zmiana patologicznych przepisów regulujących system egzaminowania.”
Inicjatorzy ruchu sugerują m.in. propozycje protestów, między innymi przez lokowanie WORD‑ów, bojkotowanie egzaminów, co narazi ośrodki egzaminacyjne na straty finansowe oraz zbieranie podpisów pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją niektórych przepisów egzaminów na prawo jazdy. To na razie propozycje, ale internetowa akcja potrafi być skuteczna, co unaoczniły niedawno głośne ogólnopolskie protesty dotyczące ACTA.
Mamy więc zalążek obywatelskiej inicjatywy, zaskakuje natomiast zupełna bierność w tej materii urzędów państwowych. Dla nich najwyraźniej wszystko jest w największym porządku.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o