Jak to z Ruskimi w Czarnej było…

0
172
Armia-Radziecka01
REKLAMA

Za niestrzeżoną już bramą, między budynkami w zaciszu, ulokowała się grupka żołnierzy – polskich z jednostki w Dębicy i rosyjskich – ostatnich sołdatów, którzy poprzedniego dnia nie wyjechali do swojej ojczyzny. Widocznie mieli jeszcze tu coś do załatwienia. Obficie lał się alkohol, rozweselone towarzystwo było wyraźnie pod wpływem. Fotoreporter Paweł Topolski, który był ze mną, skrył się za murem, żeby porobić zdjęcia, zdążył pstryknąć kilka razy. Po chwili został zauważony przez rosyjskiego żołnierza. Natychmiast doskoczył do Pawła, wyrwał mu aparat z ręki, otworzył klapkę i gwałtownym ruchem wyrwał film (wówczas cyfrówki nie były w użyciu). Żołnierz był zdenerwowany, łypał na nas nieprzyjaznym okiem i syczał pod nosem:
– Ech, gdybyście byli u nas… Wiedziałbym, co z wami zrobić.
To było równo 20 lat temu, w kwietniu 1993 roku. To wtedy wojska Federacji Rosyjskiej, a wcześniej Armii Radzieckiej, opuściły gminę Czarna. Na zawsze. Tak działo się we wszystkich rosyjskich bazach wojskowych na terenie całego kraju. Najwięcej było ich na zachodzie i północy. Baza w Żdżarach była jedyną w Polsce południowo‑wschodniej, o której mało kto pamiętał.
Przyjechali w 1985 roku na miejsce wyciętego między Dębicą i Tarnowem lasu. 160 żołnierzy z rodzinami. Niedługo potem stanęły wysokie wieże radarowe, widziane z drogi E40. Wtajemniczeni wiedzieli, że jest to stacja obsługująca łączność troposferyczną BARS między Moskwą i Berlinem.

REKLAMA

Armia-Radziecka02Ani wróg, ani przyjaciel
– Myśmy ich nie traktowali jak wrogów – wspomina jeden z mieszkańców wioski. – Musieliśmy jakoś z nimi żyć, a oni z nami. Nie było żadnych poważniejszych incydentów, poza jednym. Podobno któryś z żołnierzy usiłował dokonać na miejscowej dziewczynie gwałtu, ale nie pamiętam już szczegółów. Chyba obie strony między sobą się dogadały, sądu nie było. Czasem po pijaku rozbijali się gazikami po okolicy.
– Czasy były ciężkie, to można było załatwić u nich materiał budowlany: cement, papę, drut. Zawsze coś im „zbywało” przy rozbudowie bazy – opowiada sąsiad pierwszego rozmówcy. – Ropa do ciągników była, ale kiepska, parę traktorów we wsi poszło na zmarnowanie. Ruskie, kolorowe telewizory umieli załatwić, sokowirówki, odkurzacze, pralki. Z ich głównej bazy w Legnicy ten towar przychodził. Mało kto na nich narzekał, choć las niszczyli i polowali z bronią palną na zwierzynę. Mało to razy słyszało się wystrzały z oddali?
Tadeusz Deda jest sołtysem w Żdżarach prawie 30 lat. Potwierdza, że z Rosjanami wiele rzeczy szło załatwić.
– Ci, którzy porobili w bazie jakieś znajomości, mieli wstęp do ich wojskowej kantyny. Kawę tam sprzedawali, czekoladę, konserwy mięsne. W naszych sklepach tego brakowało, wiele rzeczy było na kartki.
W kantynie, mieszczącej się na terenie bazy, sprzedawczynią była Natasza, atrakcyjna blondynka, żona jednego z oficerów. Ci, którzy tam byli, nie mogli się nadziwić, że do kupienia są kurtki wojskowe z naszywkami… US Army.
We wsi można usłyszeć, że w tamtym czasie nawiązały się nawet przyjaźnie polsko‑rosyjskie.
– Znam człowieka stąd, który po odjeździe Ruskich jeszcze korespondował z jednym z nich przez parę lat – twierdzi jeden z gospodarzy.
A historia Alika Machmudowa? Kto jej nie zna? To nie była historia przyjaźni, to była historia wielkiej miłości. Alik to dawny oficer wojsk radzieckich i rosyjskich, który tutaj poznał piękną dziewczynę. Zakochali się w sobie, w 1993 roku on nie chciał wyjeżdżać z Polski. Zdezerterował, ryzykując życiem. Przez lata ukrywał się w okolicach Dębicy, aż wreszcie w 2004 r. otrzymał polską kartę stałego pobytu, a cztery lata później obywatelstwo RP. Ludzie znali jego historię z prasy; na ścianie stacji PKP w Czarnej ktoś wymalował napis: „Sowieci do domu! Alika zostawcie”. Zostawiono go – z żoną i dwójką dzieci mieszka obecnie w Dębicy.

 

Chcieli kupić broń
Kiedy Związek Radziecki zachwiał się w posadach i ostatecznie upadł w 1991 roku, ambitne plany rozbudowy przez Rosjan bazy łączności w Żdżarach zostały porzucone. Przestał też istnieć Układ Warszawski, a jeszcze wcześniej Polska przeszła zasadnicze przemiany ustrojowe. W atmosferze politycznej odwilży wokół bazy zaczęli się kręcić podejrzani ludzie. Mówił o tym dawno w wywiadzie dla TEMI Karol Krasnodębski, ówczesny pełnomocnik wojewody tarnowskiego ds. pobytu wojsk rosyjskich: „Bazę w Żdżarach odwiedzali chętni na kupno broni. Rosjanie lojalnie mnie o tym informowali (czy o wszystkich przypadkach, tego nie wiem), podając nawet numery rejestracyjne samochodów podjeżdżających pod bazę”.
Baza urzędowo została przekazana stronie polskiej 16 kwietnia 1993 roku, na kilka dni przed obchodzonym w Rosji Dniem Armii Radzieckiej i Floty Wojennej. W czasie, gdy Rosjanie po prawie 50 latach obecności opuszczali również inne miejsca w Polsce, w Czarnej cały sprzęt i ludzi załadowano na wagony i pożegnalny pociąg ruszył na wschód Europy…
– To już 20 lat? – Józef Chudy, wójt gminy Czarna, jest zaskoczony. – Szybko minęło. Nie pamiętałem o takim „jubileuszu”…
Po opuszczeniu przez Rosjan bazy w Żdżarach wójt miał sporo roboty. Najpierw teren po bazie przejął wojewoda tarnowski, a w 1995 roku gmina Czarna. Trzeba było wynająć specjalnie firmę ochroniarską, ponieważ zastępy szabrowników koczowały tu dzień i noc. Do zabrania wiele nie było, Rosjanie już wcześniej o to zadbali, ale fragmenty konstrukcji, stolarki okiennej, armatury czy metalowe detale ciągle kusiły drobnych złodziei. Choć nie tylko drobnych.
– Pamiętam, że dwa wielkie maszty radarowe kupiła w przetargu pewna firma. Zapłaciła za nie, ale kiedy dwa dni później zjawiła się po nie, okazało się, że olbrzymie konstrukcje wyparowały! Skradziono je w biały dzień – wspomina Józef Chudy.


Armia-Radziecka03

Strzelanina, ale na niby
Dziś dawnej bazy trzeba szukać w głębokich zaroślach albo między drzewami. Drzewa szczelnie otaczają między innymi dawny blok oficerski, trzypiętrowy, 27 mieszkań. Po wyjeździe Rosjan niektórym ludziom z okolic przyszła do głowy myśl, że mogliby w tym bloku zamieszkać. Nic z tego.
– Budynek został pobudowany według niespotykanej u nas technologii. Opiera się nie na fundamentach, ale na jakichś ziemnych palach – tłumaczy wójt.
W pobliżu bloku natknąć się można na zrujnowane obiekty: resztki wartowni, przy której zawsze można było spotkać najpierw radzieckiego, później rosyjskiego żołnierza, zagłębione garaże, podziemne schrony betonowe, kasyno wojskowe…
Gmina Czarna ma koncepcję rewitalizacji terenu. Do marszałka województwa podkarpackiego zgłosiła pomysł, by jeden z obiektów zabezpieczyć i zachować jako dowód historii, która się tu działa, i jako atrakcję turystyczną. Chodzi o podziemny zespół hangarów, w którym zmieściłoby się 8 tirów. Projekt czeka na marszałkowskie pieniądze.
Dziś na terenie dawnej bazy znajduje się międzygminne ujęcie dobrej jakościowo wody, dość cenny spadek po Rosjanach. Miejsce to znają również miłośnicy dziejów militarnych oraz paintballu.
– Chyba większość naszych uczniów widziała tę bazę, ale prawdę powiedziawszy, nie zajmujemy się nią na lekcjach – mówi Grzegorz Markowicz, dyrektor Zespołu Szkół w Żdżarach. – Może jednak warto, bo to kawałek historii także naszej lokalnej. Pomyślimy o tym. Kiedy ja się sprowadziłem w te strony, wojsk w niej już nie było. Przypominam sobie, że często o tym miejscu wspominali wcześniej moi koledzy ze szkoły średniej, pochodzący z okolic.
Wójt Chudy powiada, że tylko w pamięci starszego pokolenia pozostaje historia rosyjskiej bazy i to, co się wiązało z jej obecnością.
– Młodzi niewiele na ten temat wiedzą – uważa sołtys Dedo. – Starszych trzeba o to pytać. Dla młodych to już żadna historia. Zresztą obrosła ona dookoła lasem.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o