Jej wysokość truskawka

0
252
truskawki
REKLAMA

Mówią o nich: królowe sezonu, bo pojawiają się już w maju, podczas gdy inne owoce zwiastujące lato mamy dopiero w lipcu. W tym roku pierwsze truskawki z upraw szklarniowych dostępne były już przed długim majowym weekendem, a ich ceny na rynkach hurtowych przekraczały nawet 25 złotych za kilogram. W minionym tygodniu pojawiły się owoce z tuneli foliowych i spod włókniny, kosztujące o jedną czwartą mniej niż w poprzednich latach. Wiele wskazuje na to, że przy utrzymującej się słonecznej pogodzie podaż truskawek szybko wzrośnie, a ich cena będzie systematycznie spadać. W sprzedaży dostępne są też tańsze truskawki sprowadzane na polski rynek z innych krajów: Grecji, Hiszpanii czy Węgier, ale większość Polaków czeka przede wszystkim na rodzime zbiory z upraw polowych. W minionym roku w Polsce zebrano 178 tysięcy ton truskawek. Jeśli tegoroczne prognozy się potwierdzą, owoców powinno być ponad 200 tysięcy ton.
Pierwsze truskawkowe zbiory pojawiły się w Tarnowie przed ponad tygodniem, kiedy za kilogram owoców oferowanych na straganach pod dużymi marketami żądano aż 18 złotych, jednak ceny spadały w kolejnych dniach.
– To nie są truskawki jak dawniej – wzdycha starszy mężczyzna, wsypując owoce do foliowej siatki. – Jeszcze kilkanaście lat temu sezon truskawkowy trwał 2‑3 tygodnie, a teraz niemal półtora miesiąca. I co z tego, że pojawiło się wiele nowych gatunków, skoro nie są najlepsze. Kiedyś truskawki hiszpańskie były bez smaku, a teraz takie są nasze. Gruntowe przeważnie są czarne w środku od nadmiaru nawozu, a ich ważenie i przesypywanie nie zmieniło się od czasów komuny – przerzuca się je jak ziemniaki i większość jest poobijana. Małe, ciemniejsze odmiany zastąpiono dużymi, ładnymi i łatwymi do zbierania, ale niestety to już nie truskawki, jakie znaliśmy przed wieloma laty.
Na tarnowskim Burku rodzime truskawki zaczynają powoli wypierać zagraniczne owoce. Na wielu straganach pojawia się coraz więcej koszyków. Ceny jednak niespecjalnie zachęcające: w jednym koszyczku kilogram wiosennych smakołyków kosztuje 9 zł, a w drugim – już 14 złotych.
– Sprzedaję truskawki uprawiane na polu pod włókniną. Skąd taka różnica w cenie? Kupowałam od różnych hurtowników – wyjaśnia młoda kobieta obsługująca dwa bazarowe stragany. Chętnych do kupowania jednak nie widać. Sporo osób pyta o cenę i odchodzi z niczym.
– Tegorocznych owoców jeszcze nie próbowałam, a marzy mi się ciasto z truskawkami albo owocowy koktajl – uśmiecha się tarnowianka. – Czekam, aż truskawki potanieją albo pojawią się owoce gruntowe. Przydałoby się przyrządzić trochę dżemów i kompotów na zimę. W ubiegłym roku robiłam nawet nalewki, ale za kilogram płaciłam tylko 4 złote. Teraz czekam aż truskawek będzie coraz więcej i zaczną szybko tanieć.
– Gruntowe mogą pojawić się pewnie za dwa tygodnie – mówi mężczyzna, który rozłożył na chodniku kilkanaście koszyków z truskawkami po 8 zł za kilogram. – Moje pochodzą z tunelu i są nawet lepsze niż te z pola. Dorodne, soczyste, słodkie, niepozagniatane. Owszem, klienci nie kupują ich całymi koszykami jak w szczycie sezonu, ale biorą choćby po kilogramie na spróbowanie lub na pierogi dla rodziny.
Sezonowe owoce chętnie wykorzystują tarnowscy cukiernicy i kucharze, którzy dodają je do pierogów, pyz, naleśników, tortów, owocowych babeczek, ciastek z galaretką, tart, tartaletek, gofrów i lodów.
– Codziennie kupujemy po kilka kilogramów truskawek, zaopatrując się głównie na giełdzie. Na początku sezonu ceny są wysokie, ale nie rezygnujemy, bo o truskawki upominają się klienci – słyszymy w jednej z tarnowskich cukierni. – Owoce dodajemy niemal do wszystkiego: ciast ucieranych, drobnych ciastek, lodów. Jak zwykle o tej porze roku w cukierni jest dużo chętnych na wypieki z dodatkiem owoców sezonowych. Klienci kupują, póki owoce są świeże. Później, gdy są dostępne tylko mrożone, to już nie to samo.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o