Kiedy zaskakuje potrzeba…

0
128
REKLAMA

Doświadczył tego jeden z naszych rozmówców – tarnowianin poczuł się upokorzony sytuacją, w jakiej się znalazł… ‑ Na Placu Sobieskiego zacząłem pospiesznie rozglądać się i zastanawiać, gdzie są najbliższe ubikacje. Niewiele myśląc, wszedłem do najbliższego sklepu, ale tam usłyszałem, że tylko do użytku personelu. Uratowała mnie płatna toaleta w pobliskiej restauracji – opowiada i apeluje do władz samorządowych, aby zadbały o bardziej widoczne oznakowanie publicznych toalet, także z myślą o turystach odwiedzających Tarnów. Zastanawia się przy tym, czy mieszkańcy ponadstutysięcznego miasta nie zasługują na nowe, nowoczesne sanitariaty z prawdziwego zdarzenia. Dotychczasowych sześć obiektów jest już mocno wyeksploatowanych i mało komfortowych, ostatni wybudowano przed wizytą papieża w 1987 roku.
Wtóruje mu inny mieszkaniec Tarnowa, który korzysta od czasu do czasu z miejskich toalet publicznych i dodatkowo przeszkadza mu przykry zapach towarzyszący wizytom w tych przybytkach. – Żyjemy w czasach, w których nie brak środków czystości i różnych odświeżaczy powietrza. Dlaczego za każdym razem muszę zatykać nos? Czy nie stać nas na tego rodzaju usługi na europejskim poziomie? – pyta retorycznie.
O wyjaśnienia dotyczące funkcjonowania publicznych szaletów zwróciliśmy się do Jacka Kułagi, dyrektora Centrum Usług Ogólnomiejskich w Urzędzie Miasta Tarnowa. Odmówił jednak przepraszająco: – Przykro mi, bez zgody i wiedzy pani rzecznik nie mogę udzielać żadnych informacji. Nieco zaskoczeni, że informacje o miejskich toaletach znajdują się pod specjalnym nadzorem rzecznika, poprosiliśmy o tę zgodę w biurze prasowym UMT. Niestety, na odpowiedź czekaliśmy bezskutecznie trzy dni i daliśmy za wygraną, podejrzewając, że to nie koniec WC‑niespodzianek.
Na kolejny absurd natknęliśmy się w sanepidzie… Właściwym adresatem pytań o jakość WC‑usług w Tarnowie wydawał się nam dział higieny komunalnej Powiatowej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej. Tym razem z błędu wyprowadziła nas jego kierowniczka Danuta Izajasz. – My już od trzech lat nie kontrolujemy miejskich sanitariatów, tym zajmuje się wojewódzka stacja w Krakowie, podległa wojewodzie. Obiektów będących w zarządzie administracji lokalnej nie mogą sprawdzać powiatowe stacje, co wynika z przepisów nowej ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej – usłyszeliśmy.
Tak więc od 2010 roku czystość tarnowskich sedesów i pisuarów oceniają kontrolerzy przyjeżdżający aż z Krakowa. Ale to i tak „sztuka dla sztuki”, bowiem o kontrolnej wizycie sanepid musi powiadomić zainteresowanych z tygodniowym wyprzedzeniem. To wystarczająco dużo czasu, by przygotować się na inspekcję, której wyniki można z góry przewidzieć. Mandaty (od 20 do 500 złotych) za brak higieny w tych miejscach należą więc do absolutnej rzadkości.
Wojewódzka Stacja Sanitarno‑Epidemiologiczna ma w ostatnich tygodniach dużo roboty, głównie za sprawą Euro 2012 – sanitariaty Krakowa, gdzie mieszkają zagraniczne ekipy piłkarskie, są w tym czasie pod ciągłym nadzorem. – To sytuacja nadzwyczajna, niedługo wszystko wróci do normy, która też nas wiele kosztuje – podkreśla Stanisław Pawlus, kierownik działu nadzoru sanitarnego WSS‑E. – Jako pierwsza instancja nadzorujemy obiekty sanitarne w 19 powiatach i trzech miastach, co stanowi poważne obciążenie finansowe związane m.in. z wyjazdami. Kontrolujemy publiczne szalety raz do roku, w najbliższym czasie nasi kontrolerzy wybierają się właśnie do Tarnowa. Cóż, jesteśmy tylko wykonawcami woli ustawodawcy…
Krakowscy kontrolerzy przyjadą z upoważnieniami, spiszą protokół pokontrolny, rozliczą delegacje służbowe i najpewniej nie wystawią żadnego mandatu. Tymczasem, powiatowi inspektorzy są na miejscu i koszty byłyby minimalne, ale ustawa nie pozwala im sprawdzać higieny „u siebie”. Sedesy w miastach i powiatach przyjeżdżają więc oglądać niezależni, delegowani eksperci od czystości. – To się kupy nie trzyma… – komentują najczęściej zainteresowani.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o