Kolędnicy pod drzwiami

0
101
REKLAMA

– Niczego takiego nie obserwuję, kolędowanie w naszym regionie nie ginie, choć nie każdy ma z nim kontakt. Oprócz zorganizowanych zespołów biorących udział w przeglądach i konkursach, w okresie świąt zwołują się młodzi ludzie i odwiedzają domy – w kilkuosobowej grupie, we dwójkę, a nawet pojedynczo. Rzecz jasna, nie bezinteresownie. Kolędują, żeby coś zarobić, ale muszą się postarać śpiewem, efektownym przebraniem za króla, diabła, turonia, anioła itd.
Spostrzeżenia szefowej muzeum dotyczą przede wszystkim terenów wiejskich, gdzie tradycja kolędowania jest najsilniej kultywowana. Zwłaszcza na Pogórzu, w okolicach Tuchowa, Gromnika, Ciężkowic, Ryglic – tam ochota do kolędowania międzysąsiedzkiego i międzywioskowego jest od lat największa. A kolędnicy starają się zwrócić na siebie uwagę bogatym repertuarem pieśni bożonarodzeniowych, strojem i innymi świątecznymi rekwizytami…
– W Nowodworzu widziałam niedawno grupę kolędników z gwiazdą, chodzą też chłopcy z szopkami i Trzej Królowie. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, tradycja kolędowania nie ginie, jest wciąż żywa – twierdzi D. Cetera.
W małych wiejskich środowiskach trudniej o anonimowość. Kolędnicy, zwani też kolędziarzami, są przez gospodarzy najczęściej rozpoznawani, nawet ci ukryci w kostiumach. Muszą postarać się, by uniknąć kompromitacji i zarobić kilka złotych. Hojność datków zależy od ciekawej prezentacji i dobrej znajomości kolęd, nie ograniczającej się do jednej zwrotki. Nie wszyscy jednak życzą sobie występów świątecznych przebierańców, niechętnie zapraszają ich do środka przede wszystkim lokatorzy ogrodzonych i strzeżonych posiadłości.
Świąteczny folklor i tradycja kolędowania po domach obecne są też w mieście, choć tu częściej stanowi formę wyłudzania pieniędzy.
– Dlaczego pan nie otwiera, kiedy grzecznie pukamy… – usłyszał zdumiony pan Krzysztof, otwierając z pewnym opóźnieniem drzwi mieszkania. Za progiem ujrzał dwóch małolatów z pomiętą, papierową szopką i dwukrotnie większą skarbonką na pieniądze. Fałszując, odśpiewali zwrotkę „Przybieżeli do Betlejem” i zamilkli, czekając na datki. Wielu podobnych pseudokolędników (wyposażonych jedynie w wyciętą z papieru szopkę lub tylko kartkę świąteczną) puka do drzwi tarnowian i próbuje wyłudzać pieniądze „wśród nocnej ciszy”.
Danuta Cetera przekonuje jednak, że i w mieście spotkać można kolędników w dobrym wydaniu. – Wiem, że odwiedzają mieszkańców tarnowskich osiedli grupki przebierańców, niekiedy mieszane, a zdarzają się też kolędujące dziewczęta, co tradycjonalistów może zaskakiwać. Zasłużoną sławę mają trzej kolędnicy z instrumentami (akordeonem, trąbką, mini perkusją) od wielu lat obecni w Tarnowie. Potrafią zaśpiewać i dać niezłe przedstawienie, przed nimi drzwi nie zamykają się…
Pozytywne doświadczenia ma też pani Maria z bloku przy ul. Szujskiego, która jest pod wrażeniem nastoletniego kolędnika z nieprzeciętnymi zdolnościami wokalnymi.
– Zaskoczył mnie zupełnie, stanął w drzwiach z mikrofonem w ręku, a przy nodze miał psa z zawiązaną na głowie kolorową chustką. Osobliwa para kolędników zaciekawiła także innych lokatorów. Chłopiec zaśpiewał pięknym, czystym głosem kolędę i pastorałkę, warto było go nagrodzić. Zachęcałam go też, by spróbował swoich sił np. w parafialnym chórze…
Czy posłucha życzliwej rady, nie wiadomo, ale talentem zjednuje sobie sympatię.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o