Koniec Poldimu?

0
189
poldim1
REKLAMA

Właściciel Poldimu – litewsko‑polska Trakcja Tiltra już chyba pogodziła się z upadłością swego potentata na rynku budownictwa drogowego, bo pracownikom listownie podziękowano.
O kłopotach tarnowskiego Poldimu głośno było pod koniec ubiegłego roku. Firma „popłynęła” na budowie piętnastokilometrowego odcinka autostrady A1 w pobliżu Strykowa, a po poinformowaniu banków o poniesionych stratach przez Trakcję Tiltra te natychmiast wypowiedziały umowy kredytowe, żądając natychmiastowej spłaty zadłużenia – chodziło o przeszło 100 mln zł. Ale pojawiło się światełko w tunelu, bo właściciel grupy, do której należy Poldim, rozpoczął negocjacje z bankami.

REKLAMA

Ostatecznie iść na rękę tarnowskiej spółce zgodziły się cztery banki, ale Poldim zaciągnął kredyty w pięciu, dlatego w ubiegłym tygodniu kierownictwo Poldimu złożyło wniosek o upadłość.

Zawiera on klauzulę o możliwości zawarcia ugody, czyli porozumienia z wierzycielami za pośrednictwem sądu w sprawie spłacenia należności. – Ostatnia szansa na uratowanie spółki, która w przyszłości prowadziłaby działalność w nieco mniejszym zakresie, to wstrzymanie przez sąd egzekucji komorniczych – twierdzi prezes Poldimu, Wacław Makarski. – Mamy siedem dni na dołączenie programu restrukturyzacyjnego do wniosku o upadłość, z możliwością zawarcia ugody. Pracujemy teraz nad nim.
Prezes Makarski potwierdza, że główną przyczyną obecnych tarapatów jest zawarty w 2010 roku kontrakt na odcinek autostrady A1, ale nie chce ujawnić wysokości strat. – To duża kwota –podkreśla. – Ale nikt z naszego grona nie jest winny, bo na zwiększenie kosztów wpłynęły czynniki zewnętrzne, których nie dało się przewidzieć. Wzrosły ceny paliw, a materiał budowlany musieliśmy wozić z daleka, bo właściciele pobliskich kopalni, którzy wcześniej gwarantowali wyprodukowanie odpowiedniej ilości kruszywa, nie byli w stanie tego zrobić. Liczba prowadzonych w kraju budów sprawiła, że zabrakło środków transportu, musieliśmy samochody sprowadzać ze Słowacji i Węgier, a to też podniosło koszty.
O tym, że w przetargu przesadnie nie zaniżyli ceny, świadczyć ma fakt, iż inne firmy podobnie kalkulowały – kolejna oferta była tylko o 0,8 procent droższa. W Poldimie mają też pretensje do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, że nie uwzględniła dodatkowych robót wynikających ze zmian projektowych i uwarunkowań środowiskowych.
Co teraz? – Mamy dochodowe kontrakty, w tym również prace przy odcinku autostrady z Brzeska do Wierzchosławic, w których moglibyśmy w jakimś stopniu uczestniczyć, choćby poprzez udostępnianie bazy sprzętowej. Mamy też dochodową produkcję, m.in. masy bitumicznej, która nie musiałaby być wstrzymywana, gdyby uwolnione zostały nasze konta – mówi prezes Wacław Makarski. – Niestety, nie wszystko już od nas zależy.

Na razie większość z około 600 pracowników (kolejnych czterystu pracuje w spółkach zależnych, które działają m.in. w Dębicy, Mielcu i Mikołajowicach) wysłanych zostało na zaległe urlopy. Wypowiedzeń nie było, bo kierownictwo firmy liczy, że część ludzi będzie jeszcze potrzebna…

Zdaje się jednak, że właściciel pogodził się już z upadłością Poldimu. Maciej Radziwiłł, prezes Trakcji Tiltry, oświadczył, że kompromisu nie udało się wypracować, gdyż nie udało się pogodzić zapotrzebowania na kapitał obrotowy dla Poldimu w szczycie sezonu budowlanego, przy jednoczesnym żądaniu przez część banków natychmiastowej spłaty zadłużenia.
W związku z wnioskiem o upadłość Poldimu zainteresowanie przejęciem części robót przy budowie 21 kilometrów autostrady Brzesko – Wierzchosławice wyraziła firma Strabag, która wchodzi w skład konsorcjum budującego ten fragment A4. Prezes Makarski poinformował nas jednak, że dotąd żadnych rozmów i uzgodnień nie było.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o