Koniec reklamowego chaosu?

1
161
reklamy1
REKLAMA

W Sejmie trwają prace nad długo oczekiwaną ustawą krajobrazową, która ma oczyścić polskie miasta ze szpetoty, obskurnych reklam i koszmarnych szyldów. Jednak do tego potrzeba jeszcze dobrej woli samorządów, które będą mogły ustalać normy dotyczące wysokości, kształtu czy stosowanych przy ich budowie materiałów. Najważniejsze, że ustawa wprowadzi definicję reklamy i umożliwi gminom tworzenie kodeksów reklamowych, które ustalą, gdzie wolno umieszczać szyldy, tablice i ogłoszenia oraz jak powinny one wyglądać, jakie mogą mieć wymiary i z czego można je wykonać. Nowe przepisy wyposażą urzędników w bat na tych, którzy wprowadzają reklamowy chaos w przestrzeni miast. Gminy same też określą opłaty reklamowe – ponosić je będą właściciele, użytkownicy wieczyści lub osoby posiadające nieruchomość. Przewidziano też wysokie kary dla tych, którzy nie będą przestrzegać przepisów.
Do projektu ustawy posłowie zgłaszają wiele uwag, prace się przedłużają, a samorządowcy się niecierpliwią.
– Nowe prawo jest bezwzględnie potrzebne. Nie po to stawialiśmy budynki i kamienice, żeby teraz zasłaniać je reklamami. Nie można też dłużej zaśmiecać nimi przestrzeni poza miastami, gdzie wielkie billboardy zasłaniają tereny zielone i piękne krajobrazy – uważa Jacek Adamczyk, plastyk miejski Tarnowa.
Tarnów ma 72 hektary powierzchni. Tylko na jednej z głównych arterii miasta – ul. Krakowskiej, znajduje się blisko 470 reklam. Na kamienicach i przy drogach ustawiono billboardy i tablice oraz tzw. przewieszki z ogłoszeniami.W ścisłym centrum Tarnowa jeszcze nie jest tak źle – obskurnych reklam nie ma zbyt wiele. Dobra reklama świadczy o firmie, dlatego tarnowianie coraz chętniej wynajmują sprawdzonych projektantów. Jednak im dalej od centrum miasta, tym gorzej – najwięcej szpecących tablic i szyldów widać przy drogach dojazdowych do Tarnowa – wiszą na ścianach budynków, ich ogrodzeniach bądź stoją ustawione na posesjach między drzewami.
W strefie zabytkowej Tarnowa znajdują się 704 budynki. Wojewódzki konserwator zabytków musi zgodzić się nie tylko na kolory nowej elewacji czy planowany remont kamienic, ale decyduje też, czy jest możliwe zawieszenie tam konkretnej reklamy. Dotyczy to zarówno prywatnego, jak i miejskiego budynku. Chcąc umieścić reklamę wolnostojącą poza zabytkową strefą miasta, należy uzyskać pozwolenie na budowę w wydziale architektury magistratu.
Plastyk miejski twierdzi, że ponad połowa reklam w Tarnowie jest umieszczana nielegalnie, co często wynika ze zwykłej niewiedzy lub przekonania, że i tak służby miejskie się o tym nie dowiedzą.
Z tym nie bywa jednak zbyt różowo, bo urzędnicy z Referatu Krajobrazu Miasta i strażnicy miejscy często kontrolują rejony oszpecone przez nadmiar tablic i billboardów.
Jeszcze do niedawna najbardziej upstrzonym w szpecące reklamy rejonem Tarnowa był róg ulic Błonie i Nowodąbrowskiej, gdzie na niewielkim kawałku siatki ogrodzeniowej powieszono aż 27 reklam. Po kontroli urzędników zostały tam tylko trzy billboardy, które mają pozwolenia. Nielegalne reklamy poznikały też ze skrzyżowania Tuchowskiej i Konarskiego. Natomiast obecnie kontrolowane są tablice i billboardy wiszące na całej Tuchowskiej w pasie drogowym należącym do miasta i pobliskich pasach zieleni.
– Jestem przekonany, że wszystkie wiszące tam reklamy są nielegalne dlatego kilkanaście tablic i billboardów zostanie ściągniętych – mówi Jacek Adamczyk.
Po magistrackich kontrolach, z kilku tarnowskich ulic – Wałowej, Krakowskiej, Bernardyńskiej i Szerokiej, poznikały też tablice reklamowe montowane prostopadle do stojących budynków. Kilka spraw dotyczących reklam w pobliżu skrzyżowania ul. Błonie i Nowodąbrowskiej wciąż jest rozpatrywanych, a obecnie urzędnicy z Wydziału Geodezji UMT kontrolują ul. Spokojną, gdzie z pobliskiego pasa zieleni wkrótce usuniętych zostanie dziesięć nielegalnych billboardów. Zapowiadane są już kolejne kontrole – przede wszystkim na drogach dojazdowych do Tarnowa, np. ul. Nowodąbrowskiej, Okrężnej, Krakowskiej, Tuchowskiej do granic miasta oraz al. Jana Pawła II.
Jednak usunięcie nielegalnej reklamy wcale nie jest sprawą prostą, decyzje urzędników poprzedza wiele pism, spotkań i rozmów z zainteresowanymi.
– Czasem trwa to kilka tygodni lub miesięcy, a niekiedy nawet trzy lata – zauważa plastyk miejski. – Często przypomina walkę z wiatrakami: po interwencji strażników ta sama reklama jest przenoszona na drugi koniec miasta w nadziei, że nikt jej tam nie wypatrzy.
Jackowi Adamczykowi marzy się, by wzorem innych europejskich miast na tarnowskiej Starówce utworzyć park kulturowy, gdzie, oprócz rygorystycznych wymogów dotyczących reklam, obligatoryjnie trzeba byłoby wprowadzić jednakowe elementy architektury: ujednolicone chodniki, jednokolorowe dachówki kamienic, okna i drzwi imitujące drewno. Decyzję o utworzeniu takiego parku musieliby podjąć radni.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Inline Feedbacks
View all comments