Kontrowersyjne zakupy w „budowlance”

0
321
Nadal można handlować materiałami budowlanymi i remontowymi
REKLAMA

Kiedy mowa już była o wprowadzeniu ograniczeń handlu w związku z pandemią koronowirusa, mało kto spodziewał się, że bez żadnych problemów będzie można odwiedzać składy budowlane. Przypuszczano, że zostaną zamknięte i one. Tak się jednak nie stało. Toteż klienci przez długi okres „sytuacji nadzwyczajnej” bardzo chętnie odwiedzali te sklepy, uważając, że okres domowej kwarantanny najlepiej wykorzystać na remont mieszkań.
Na kilka dni przed wprowadzeniem przez rząd stanu epidemicznego w kraju większość była przekonana, że zakazem handlu zostaną objęte również markety budowlane. Wielu uważało, że jeśli nie można zamknąć spożywczaka czy apteki, to owe markety już tak. W końcu nie ma tam artykułów pierwszej potrzeby i nie ma sensu mnożyć placówek, w których spotykałoby się sporo ludzi.
Zapewne z tego samego założenia wychodzili też właściciele marketów budowalnych, gdyż na wieść o rychłym ogłoszeniu stanu epidemicznego w Polsce zmienili w swoich obiektach organizację pracy. Zmian dokonano po to, aby jak największa liczba klientów zdążyła poczynić jeszcze zakupy. Na przykład dwie firmy, które funkcjonują również w Tarnowie, Castorama i Leroy Merlin, zwiększyły obsadę pracowników w weekend lub wydłużyły czas pracy.

REKLAMA

Awaria za awarią?
Potem było zaskoczenie. Ogłoszony z dniem 14 marca stan epidemiczny w kraju oznaczał liczne ograniczenia w handlu, zakazano sprzedaży w sklepach różnych branż, ale nie w marketach budowlanych!
Sytuacje tę tłumaczyła Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji: „Dostęp do asortymentu i części zapasowych, jaki oferują te sklepy, jest istotny z punktu widzenia zachowania podstawowych zasad higieny na wypadek awarii urządzeń w gospodarstwach domowych, co wzmacnia proces minimalizowania ryzyka zakażeń koronawirusem”. Prezes zapewniła, że wszystkie wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego są w sklepach przestrzegane, ogranicza się też liczbę klientów, którzy mogliby dokonywać zakupów jednocześnie. Niektóre sieci skróciły czas otwarcia.
Koronawirus posłużył więc jako alibi, zapewne ten sam argument miało na myśli ministerstwo zdrowia, pozwalając marketom budowanym działać w czasach zarazy. Zaraz jednak okazało się, że „awarie urządzeń w gospodarstwach domowych”, o których wspominała prezes Juszkiewicz, nastąpiły niemal natychmiast i w setkach tysięcy polskich mieszkań naraz. Nowa epidemia?

Tłumy chcą remontów
W sklepach z materiałami budowlanymi pojawiły się tłumy ludzi. Doszli oni do wniosku, że teraz, w okresie domowej kwarantanny, będą mieć sporo czasu i żeby go nie zmarnować, można pomyśleć o remoncie mieszkania. Rozniosła się też plotka, że warto skorzystać z okazji teraz, ponieważ później będzie drożej.
Oburzeni na swoich pracodawców i niektórych klientów byli pracownicy składów. Jedna z zatrudnionych w popularnej sieci napisała na forum: „Skrócenie czasu pracy to kpina (tylko 1 godzina), w innych sklepach skracają ten czas nawet o 4 godziny. Co z tego, że pracownik dostał plakietkę z informacją, żeby klient zachował bezpieczną odległość, jak i tak klienci się do tego nie stosują? Limit klientów na sklepie??? Według obliczeń niektórych, może wejść aż 100, tylko że nie są liczeni klienci, lecz koszyki, które są wydawane (na 3 – osobową rodzinę, która wejdzie przypada 1 koszyk). A do sklepu w 90 proc. przychodzą ludzie starsi i osoby z malutkimi dziećmi, dla mnie to jest skrajna nieodpowiedzialność! Sama mam małe dziecko w domu i w obliczu takiej sytuacji nigdy bym malucha nie wzięła do sklepu! ”.

Wyszli na swoje
Byli tacy, którzy podejrzewali, że skoro klienci składów ignorują zalecenia epidemiologów, zezwolenie na nieograniczoną sprzedaż materiałów budowlanych długo się nie utrzyma. Znowu odezwała się Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, walcząc o to, żeby nic pod tym względem się nie zmieniło. Jednocześnie sieci wprowadziły kolejne korekty w swojej działalności handlowej, tak, by – jak zaznaczono – jeszcze bardziej zadbać o zdrowie klientów i swoich załóg. Na przykład Castorama wydała taki komunikat: „ (…) Na bieżąco są przeprowadzane częste dezynfekcje powierzchni dotykowych tj. wózków, blatów, fakturomatów, lad i klawiatur, maszyn vendingowch i innych. Zwracamy uwagę na zachowanie dużych odstępów w kolejkach, staramy się zapewnić pracownikom rękawiczki, instalujemy przegrody na kasach. Każdy wchodzący z zewnątrz do sklepu ma obowiązek dezynfekcji rąk (…) ”.
Według Inquity, agencji badawczej, której wyniki przedstawił portal Wiadomości Handlowe, na szaleństwie zakupów w marcu najbardziej skorzystały Castorama i Obi, ale są i takie sieci, jak np. Leroy Merlin, które w porównaniu z lutym nieznacznie straciły. Ale ile straciłyby, gdyby były zamknięte?

Komu ciągle wolno
Dwudziestego marca – zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia – na obszarze RP ogłoszono stan epidemii i na mocy obowiązujących przepisów w obiektach handlowych o powierzchni ponad 2 tys. metrów kw. w przypadku najemców wprowadzono czasowe ograniczenie handlu detalicznego (uwaga: zasada odmienna niż poprzednio – zasadą jest zakaz handlu). Nie dotyczy to sprzedawców żywności, produktów kosmetycznych, artykułów toaletowych, środków czystości, produktów leczniczych, wyrobów medycznych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego, prasy, artykułów dla zwierząt domowych, paliw. Nadal można handlować materiałami budowlanymi i remontowymi – branża dopięła swego. Remonty pójdą więc całą parą, byle tylko wszystkim wyszły na zdrowie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o