Kopali, żeby zabić?

0
128
napad
REKLAMA

Śledztwo w sprawie tego napadu, który miał miejsce niemal w centrum miasta, jeszcze trwa i okoliczności wydarzeń są ustalane. Jak jednak wynika z dotychczasowych ustaleń, do napaści i ciężkiego pobicia doszło w zasadzie bez powodu – pretekstem była przypadkowa wymiana zdań między młodymi ludźmi, którzy znaleźli się nocą na tej samej ulicy. Bulwersujący był fakt, że do napadu doszło tak blisko miejsca postoju policyjnego patrolu – w zasadzie „tuż za rogiem”. Młodzi ludzie, którzy byli ofiarami napadu, pytają, dlaczego wezwani policjanci od razu nie ruszyli w pościg za sprawcami napaści, których krytycznej nocy nie ujęto. Zatrzymano ich jednak dwa dni później, a w ubiegłym tygodniu Prokuratura Rejonowa postawiła im zarzuty.
W relacji Olgi Żabińskiej, rzeczniczki tarnowskich policjantów, przebieg wydarzeń tej nocy wyglądał następująco: patrol policji w ramach rutynowej kontroli około godziny drugiej w nocy wylegitymował przechodzących ulicą Szkotnik czterech młodych ludzi. W tym czasie ulicą przeszła inna, liczniejsza grupa młodzieży. Po wylegitymowaniu wszyscy poszli w kierunku ulicy Powstańców Warszawy. W chwilę później przybiegł młody człowiek, wzywając policjantów. Powiedział, że jego kolega został pobity.
Policjanci nie zastali już sprawców pobicia. Ofiara napaści, 21‑letni Dawid B. był jeszcze przytomny, pokrwawiony, miał widoczne obrażenia – uwagę funkcjonariuszy zwróciły przede wszystkim krwawiące potłuczenia głowy. W chwilę potem młody człowiek zaczął mieć niepokojące objawy – wymiotował, tracił przytomność, jego stan szybko się pogarszał. Policjanci udzielili mu pierwszej pomocy, ułożyli w bezpiecznej pozycji, wezwali pogotowie. Skontaktowali się też z oficerem dyżurnym, wzywając na pomoc inne patrole. – Funkcjonariusze postąpili prawidłowo i profesjonalnie – mówi Olga Żabińska. – Priorytetem jest zawsze ratowanie życia. Wobec niepokojących objawów u rannego policjanci postąpili słusznie, wzywając pomoc medyczną i czekając przy nim na karetkę.
W tym czasie, jak relacjonuje rzeczniczka, na miejsce dotarł wezwany drugi patrol policji. Funkcjonariusze zabrali do samochodu dwóch kolegów poszkodowanego, by łatwiej zidentyfikować podejrzanych, i przystąpili do przeszukiwania terenu. Gdy dotarła karetka i zabrała rannego do szpitala, będący na miejscu policjanci dołączyli do poszukiwań, korzystając z pomocy trzeciego kolegi Dawida. Nikogo jednak tej nocy nie zatrzymano. – Wiemy już, dlaczego funkcjonariusze nie znaleźli nikogo z tej grupy – mówi rzczniczka. –Młodzi ludzie mieszkali w najbliższej okolicy i – gdy koledzy poszkodowanego wzywali policję – bardzo szybko „zniknęli” z ulicy, ukrywając się w swych domach. W wyniku działań operacyjnych ustalono jednak ich personalia i w poniedziałek zatrzymano pierwszych podejrzanych.
Policjanci zatrzymali sześć osób, w tym dwóch nieletnich i czterech dorosłych, choć młodych ludzi w wieku od 19 do 21 lat.

REKLAMA

Pobity przez nich Dawid doznał poważnych obrażeń – m.in. podtwardówkowego krwiaka mózgu i złamania kości nosa.
Według opinii biegłych, to ciężkie obrażenia mogące spowodować bezpośrednie zagrożenie życia. W Szpitalu św. Łukasza neurochirurg niemal natychmiast wziął rannego na stół operacyjny. Miał pękniętą kość czaszki, dużego krwiaka na mózgu, złamany nos, bardzo stłuczone oczy – obawiano się utraty wzroku. Operacja uratowała mu życie; jego stan stabilizuje się…
Jak ustalono w śledztwie, młodego człowieka kopano i bito, uderzając go m.in. kulą bilardową, którą jeden z napastników zabrał z kręgielni.
Czworo pełnoletnich zatrzymanych doprowadzono w ub. tygodniu do prokuratury. Przedstawiono im zarzuty – prawo przewiduje karę od pół roku do ośmiu lat więzienia. Wobec dwóch młodych ludzi, którzy w czasie napadu byli najbardziej agresywni– 21‑letniego Mateusza K. i 19‑letniego Łukasza G. – zastosowano areszt tymczasowy, wobec dwóch pozostałych sprawców dozór policyjny.
Nieletni członkowie grupy w postępowaniu przeciw ich starszym kolegom wystąpić mają jako świadkowie, niewykluczone jednak, że ich akta zostaną przekazane do odrębnego postępowania przed Sądem Rodzinnym.
Dwaj główni podejrzani podczas przesłuchania przyznali się do uczestnictwa w agresywnej grupie i złożyli wyjaśnienia. Mateusz K., który w czasie napaści posługiwał się kulą bilardową owiniętą w chustę, był wcześniej znany policji, pozostali trzej młodzi ludzie złożyli oświadczenia o niekaralności, które są weryfikowane.
Dlaczego grupa młodych zaatakowała w centrum miasta inną grupę, niemal doprowadzając do śmierci rówieśnika? Szczegółowy przebieg wydarzeń ustali śledztwo.
My mamy relację świadków wydarzenia. – Z ulicy Powstańców Warszawy wyszła grupa młodych mężczyzn, jeden z nich potrącił kolegę, a mojego brata zapytał w niewybredny sposób o „głupi uśmiech” i powiedział, że „zaraz mu go z mordy zdejmą”. Następnie krzyknął do grupy z młodych mężczyzn z przodu: „Chodźcie, jest robota! ”. Ci przybiegli i powalili najbardziej poszkodowanego chłopaka na chodnik. Kopali go wyłącznie po głowie, jakby świadomie chcieli go zabić…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o