Koronasceptycy atakują… animalsów

0
149
wśród przyjaciół zwierząt
wśród przyjaciół zwierząt
REKLAMA

Problem związany z epidemią koronawirusa wywołuje też zamieszanie wśród przyjaciół zwierząt. Kiedy inspektorzy z tarnowskiego OTOZ poinformowali, że z powodu umieszczenia Tarnowa w czerwonej strefie zawieszają mniej pilne wyjazdy interwencyjne, spotkali się z krytyką. Znowu odezwali się między innymi koronasceptycy, uważając, że zjawisko pochodnej zwykłej grypy, jak określają covid-19, nie powinno być przeszkodą w działalności animalsów.

Kilkanaście dni temu Inspektorat Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt (OTOZ) Animals w Tarnowie na Facebooku zamieścił następujący komunikat: Szanowni Państwo, w związku z tym, że Tarnów znalazł się w czerwonej strefie oraz ze względu na olbrzymi wzrost zachorowań w kraju, nasz inspektorat zawiesza wyjazdy na interwencje. Będziemy działać tylko w nagłych przypadkach, gdy zagrożone jest życie zwierząt. Nadal będziemy przyjmować pod opiekę dzikie zwierzęta, np. jeże oraz w miarę możliwości zwierzęta po wypadkach. Adopcje są możliwe – wystarczy tylko telefon! Jednocześnie przypominamy, że zwierzęta błąkające się można zgłaszać do azylu poprzez: straż miejską tel. 986,odpowiedni urząd gminy, policję.

REKLAMA

Koronapsychoza?…
Po tym komunikacie na Facebooku rozgorzała dyskusja. Inspektorzy OTOZ, którzy pracują jako wolontariusze, zostali zaatakowani przez koronasceptyków. Ich zdaniem, tarnowscy animalsi ograniczają swoją działalność bez istotnego powodu.
Oto jeden z głosów: Czyli interwencja, w której narażone jest życie lub zdrowie zwierząt jest bezpieczna? Ale już każda inna jest niebezpieczna? Siąść i płakać nad ludzką głupotą. Cztery razy w tygodniu jeżdżę do naszego przytuliska i co, ze względu na to, że rząd ma swoje cele i podtrzymuje koronapsychozę, to mam do nich nie jeździć? Szaleństwo sięga zenitu. Ale to tylko kwestia czasu, prawda zawsze jest górą.
Ktoś inny na decyzję OTOZ też się oburza: Gdy co roku szalała grypa, też zawieszaliście działalność? Kiedy do Was dotrze, że koronawirus to pochodna zwykłej grypy?! Panikujecie tak, jak gdyby ludzie mieli zamienić się w zoombie (co najmniej). Widzę, że tv już Wam mózgi wyprała…
Pewien użytkownik Fb dopisuje: Widzę, że covid dla każdego dobrą wymówką jest, by przestać pracować… Brawo wy…

Ratujcie psa
Dorota Lewicka, szefowa tarnowskiego Inspektoratu OTOZ Animals, jest zaskoczona tymi reakcjami. Kiedy w sieci pojawiły się pierwsze komentarze, pospieszyła z wyjaśnieniem: Wyraziliśmy jasno nasze stanowisko – każdy ma prawo wierzyć w epidemię lub jej brak. Poza tym wystarczy przeczytać dokładnie post. Nadal działamy – przyjmujemy dzikie zwierzęta. Jesteśmy domami tymczasowymi. Karmimy i opiekujemy się zwierzętami, które już są u nas. Ograniczamy jedynie wyjazdy na interwencje. Ostatnie dwa tygodnie, gdy jeździliśmy na interwencje, wykazały, że zgłoszenia były bezzasadne.
Autorka wpisu potwierdza, że inspektorat regularnie otrzymuje sygnały od mieszkańców miasta i okolic, którzy twierdzą, że jakimś zwierzętom domowym dzieje się krzywda, ale potem okazuje się, że nie wszystkie fakty się potwierdzają albo w ogóle się nie potwierdzają.
– Trudno sobie wyobrazić, by w obecnej sytuacji epidemiologicznej jechać do miejscowości oddalonej od Tarnowa o kilkadziesiąt kilometrów, by tylko pouczyć właściciela psa, że pies nie powinien być na łańcuchu. W naszym przekonaniu takie sprawy naprawdę mogą poczekać. Tak jak już zaznaczyłam, w przypadkach bardzo pilnych, gdy życie zwierząt jest zagrożone, nadal będziemy działać. I działamy. W ostatnich dniach przyjęliśmy drapieżnego ptaka ze złamanym skrzydłem, który jest fachowo leczony.

Kto nas zastąpi?
Dorota Lewicka wyjaśnia, że zagrożenie epidemiczne spowodowało, iż OTOZ nie chce narażać na zakażenie covidem-19 ani swoich wolontariuszy, ani ewentualnie osób, z którymi mogliby mieć styczność w terenie. Ta epidemia ma swoją specyfikę: póki nie wykona się testów, nie wiadomo, kto jest zdrowy, a kto nie.
– W tym wszystkim chodzi również o zwierzęta, o te, które już są pod naszą stałą opieką. One znajdują się w domach tymczasowych, u naszych ludzi. Są karmione, leczone, wyprowadzane na spacer. I wyobraźmy sobie, że nagle – odpukać! – ci ludzie popadają w tarapaty z powodu zakażenia i muszą się zająć wyłącznie sobą. Kto ich wtedy zastąpi? To nie jest takie proste, gdy trzeba dojechać do psa, który znajduje się w pewnej odległości od Tarnowa, by go wyprowadzić, albo zmienić opatrunek rannemu ptakowi lub jeżykowi. Chore zwierzęta, które obecnie są w domach tymczasowych, wymagają też wizyt w lecznicach weterynaryjnych. Kto tym wszystkim się zajmie, gdy nasi wolontariusze będą mieć problem ze zdrowiem? Czy będą chętne ich zastąpić osoby, które teraz nas krytykują?

Co za bezduszność…
W czerwcu w gronie tarnowskich animalsów pojawił się niepokój, gdyż okazało się, że jedna z wolontariuszek, trzymająca w swoim domu wymagające systematycznej opieki psy, miała kontakt ze swoim sąsiadem, który zachorował na covid-19. Zachodziła obawa, że jeśli kobieta też została zakażona, natychmiast będzie trzeba przejąć pieczę nad psami, które ma u siebie. Na szczęście nie było to konieczne.
W pełnej emocji dyskusji, w jakiej przeważają koronasceptycy, jest też wpis internauty, który staje w obronie osób działających w OTOZ: Po pierwsze, to wolontariat, jeśli rozumiesz na czym to polega. Ci ludzie oprócz zawodowej pracy poświęcają każdą swoją wolną chwilę na ratowanie zwierząt. Robią to bezinteresownie, za darmo, z potrzeby serca. A Pan teraz na ich profilu zarzuca im niechęć do ratowania zwierząt, COVID nazywając wymówką? Mają narażać swoje zdrowie albo życie? Co za bezduszność i ignorancja z Pana strony…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o