Koronawirus, czyli kronika strachu, XIII

0
125
koronawirus-kronika12

Dzień pięćdziesiąty czwarty: zdrowie za 30 złotych
Podczas niedawnej debaty prezydenckiej w TVP Info jeden z kandydatów, Marek Jakubiak, polecił prosty test na obecność koronawirusa – za 30 zł. Pochwalił się, że nie trzeba wydawać 600 zł na inne badania. To prawda, w czasie kampanii wyborczej większość elektoratu zachłanna jest na proste rozwiązania różnych problemów, ale kandydat Jakubiak chyba i tak przeszarżował.
Czy nikt przed wizytą w studiu telewizyjnym nie powiedział mu, że tego rodzaju testy nie są w pełni wiarygodne? By jednoznacznie stwierdzić obecność wirusa, trzeba odwołać się do tzw. testów RT – PCR o charakterze genetycznym, tych za kilkaset złotych, niestety. Jeśli ktoś chce sprawę załatwić wydając tylko 30 zł, jak Marek Jakubiak, może być niemile zaskoczony. Co tanie, to drogie, a czasem zgubne w skutkach.

Dzień pięćdziesiąty piąty: ryzykowne wesela
Moi znajomi otrzymali zaproszenie na wesele pod Tarnów. Ma się odbyć końcem lipca, będzie około stu gości. Znajomi biją się z myślami: iść czy nie iść? Najpierw, gdy Polska ogłaszała „światowy sukces” w walce z pandemią, mieli nadzieję, że problem rozwiązał się sam. Ale ostatnie tygodnie dostarczają poważnych wątpliwości; po kilkaset nowych zakażeń w kraju co dnia, nie tylko na Śląsku, jest faktem. W dodatku znajomych przybiła wiadomość z ostatnich dni – pod Łodzią wykryto koronawirusa u 20 weselników! Wirusolodzy nie są zaskoczeni, spodziewali się takiego obrotu sprawy.
Koronawirus może być wszędzie. Objawił się on nawet podczas kieleckiego pogrzebu Jerzego Pilcha, znanego pisarza, gdy zaraziło się kilku żałobników.
W Tuchowie ciągle poważnie, ale ostatnie komunikaty są takie, że sytuacja powoli się stabilizuje. Na dziś zarażonych jest prawie 90 osób, cztery ofiary śmiertelne.

Dzień pięćdziesiąty szósty: wirus to ściema
Ciągle jest grupa ludzi, przypuszczalnie wcale nie tak mało liczna, która nigdy w koronawirusa nie wierzyła i nie wierzy. Świadczą o tym niektóre wypowiedzi na forach internetowych i w telewizji, którą oglądam. Uważają, że to ściema, a panika została wywołana przez „określone koła”, jak się kiedyś mówiło, w celach najpewniej politycznych. Myślę niekiedy, że powoli mijają czasy, w których czarne było czarne, a białe białe. Każdy widzi to po swojemu, każdy ma swoją prawdę absolutną. Jeszcze tylko dwa razy dwa jest cztery, ale też nie wiadomo, jak długo.

Dzień pięćdziesiąty siódmy: przepowiednie na listopad
Zgadzam się w pełni z wiceministrem zdrowia, który oczekiwałby, aby właściciele i zarządcy sklepów wymagali od klientów zakrywania ust i nosa. Stan epidemiologiczny w Polsce wszedł w niepokojącą fazę przewlekłości, a – jak pokazują badania – maseczki zdecydowanie chronią przez zakażeniem. Ciągle jednak pod tym samym warunkiem: że noszą je wszyscy w tych miejscach, w których jest to wymagane przepisami, a więc i w sklepach.
Coraz częściej mówi się o jesieni. Że może być źle. Załamanie sytuacji spodziewane jest na przełomie listopada i grudnia, gdy do całego nieszczęścia dołączy dodatkowo wirus grypy. Coraz częściej mówi się również, że nowy rok szkolny nie rozpocznie się we wrześniu, podobnie jak rok akademicki w październiku. Czytam też, że na wieść o tym grupa rodziców z dużych miast, poirytowana jakością zdalnego nauczania, przygotowuje się do protestu, gdyby 1 września dzieci i młodzież znów miały zostać w domach. Myślę, że to zdecydowanie za wcześnie na emocje. Jeśli rzeczywiście sprawdziłyby się kiepskie rokowania na jesień i liczba zachorowań nagle wzrosła, chyba nikt nie będzie się upierał przy tym, by szkoły pracowały pełną parą.
Od połowy marca nie ma już w Polsce studiów stacjonarnych. Wszyscy są studentami zaocznymi skazanymi na zdalną edukację. Humaniści mają chyba lepszą sytuację niż studenci kierunków technicznych czy medycznych. Ci drudzy odcięci są od zaplecza naukowego swoich uczelni – specjalistycznych pracowni i laboratoriów wyposażonych w skomplikowany sprzęt, także od fachowej literatury dostępnej tylko w bibliotekach akademickich. Jest obawa, że obecne roczniki mogą pozostać niedouczone, gdyż nie uda się potem nadrobić wszystkich zaległości. Może to w okresie późniejszym rzutować na przebieg kariery zawodowej tych młodych osób. Co więc pozostaje? Wierzyć, że niektóre przewidywania na najbliższe miesiące się nie sprawdzą.

Dzień pięćdziesiąty ósmy: „rozsiewacz choroby”
Od 1 lipca w autobusach miejskich w Tarnowie ma być przywrócona klimatyzacja. Do tej pory w całym kraju było zalecenie, aby jej nie stosować, gdyż jest to „rozsiewacz wirusów”. Ale na dłuższą metę się nie da. Trudno sobie wyobrazić podróż autobusem w całkowitym zamknięciu przy temperaturze na zewnątrz wynoszącej w granicach 30 stopni. Ktoś zamiast na covid-19 może umrzeć na niewydolność krążeniowo-oddechową. Życie weryfikuje wiele innych zaleceń sanitarnych, których nie sposób do końca przestrzegać. Tu i ówdzie wciąż potykam się o słynne hasło roku: „Zostań w domu”, lecz kto w nim jeszcze siedzi?…
We znaki dają się pacjentom wciąż utrzymywane teleporady medyczne. Znam przypadek lekarza, który panicznie boi się zakażenia koronawirusem. Siedzi w gabinecie w specjalnym hełmie, ma podłączone słuchawki i mikrofon. Jeśli zjawia się jakiś pacjent w jego przychodni, gdyż jest to konieczne, stara się go trzymać na odległość kilkunastu metrów. Doktor mówi coś do mikrofonu, a chory, siedząc poza gabinetem, na korytarzu, go słucha. Pacjenci wprawdzie słyszą lekarza, ale nie wszyscy rozumieją, bo dźwięk jest marnej jakości. Medycyna w nowym wydaniu zbierze wkrótce smutny plon.

Dzień pięćdziesiąty dziewiąty: jesienny powrót?
Media podały, iż premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że we wrześniu dzieci i młodzież wracają do szkół, a w październiku studenci do uczelni. Ta zdecydowana deklaracja szefa rządu wywołała od razu różne spekulacje; pojawiły się opinie, że ma ona charakter tylko przedwyborczy i że tak naprawdę jeszcze nie wiadomo, czy jesienią system edukacji ruszy po dawnemu. Lepiej, żeby ruszył.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o