Koronawirus, czyli kronika strachu, XVII

0
253
Koronawirus - kronika strachu
REKLAMA

Dzień siedemdziesiąty: obrażają się za maseczkę
W mediach znowu temat koronawirusa zdominował inne. Wiadomo. Zaraza się rozprzestrzenia w wielu krajach, także w Polsce. W Tarnowie zarażeni są wiceprezydent miasta, skarbnik, dyrektor wydziału infrastruktury miejskiej, policjant oraz żona policjanta. W domu opieki w Grobli pod Bochnią na covid – 19 zmarło już 14 osób, w podobnej placówce w Sieradzy koło Żabna pojawiło się kolejne ognisko zakażeń. W Polsce koronawirus nie zareagował na zaklęcia premiera Mateusza Morawieckiego, który w czerwcu, przed wyborami prezydenckimi, uspokajał, że zaraza słabnie pod naporem trwającego lata, jest w odwrocie i w zasadzie nie ma się już czego obawiać. Nie ulega wątpliwości, że wielu w to uwierzyło.
Na nic jednak zdadzą się zaklęcia nawet osób bardzo ważnych. W czasie urlopu ruszyłem w Polskę południowo-wschodnią i szybko zrozumiałem, dlaczego koronawirus ciągle atakuje. Nie może być inaczej.
Na stacji paliw w podmiejskiej wsi żaden z klientów, których spotykam, nie ma maseczki. Nikt nie używa foliowych rękawiczek przy dystrybutorach. Pytam młodą sprzedawczynię, dlaczego nie interweniuje, narażając się na niebezpieczeństwo zakażenia.
– Proszę pana, ależ my upominamy tych ludzi, lecz nic to nie pomaga. Niektórzy jeszcze się obrażają, mówią, że nie będą już u nas kupować paliwa. I co my mamy zrobić? W zwykłym sklepie klienta bez maseczki można wyprosić, nie obsłużyć go, a tu co? On już zatankował, przychodzi tylko zapłacić, więc mamy go nie wpuścić, żeby odjechał bez rachunku?…
Mogłem dziewczynie poradzić, żeby choć raz w takim przypadku zadzwoniła po policję. Wieść o zapłaconej karze za brak maseczki lotem błyskawicy opanowałaby okolicę i stałaby się skuteczną przestrogą dla innych.
W moim ulubionym Łańcucie, w lokalu położonym niedaleko zamku, dziwi mnie sposób dezynfekcji stołów. Wszystkie nakryte są obrusami. Jak tu dezynfekować obrus? Można sobie wyobrazić, że za każdym razem, po umyciu blatu, pojawia się nowe nakrycie, lecz tak nie jest. Obrus pozostaje nietknięty, a dyżurna karteczka z napisem „Zdezynfekowane” ciągle na nim tkwi.

REKLAMA

Dzień siedemdziesiąty pierwszy: Ojciec Mateusz w tłumie
W Łańcucie turystów było stosunkowo mało, w Sandomierzu jednak ich spora liczba trochę niepokoi. Trzeba uważać, żeby nie wplątać się w jakiś tłumek, tym bardziej, że prawie nikt nie zakrywa ust i nosa. Nagle ścisk robi się na płycie rynku, bo akurat kręcone są kolejne sceny do słynnego telewizyjnego serialu „Ojciec Mateusz”. Człowiek przy człowieku, ramię w ramię. Każdy chce zobaczyć aktorów w akcji, w ruch poszły smartfony.
Kolejka także przed Bramą Opatowską; turyści czekają na możliwość wejścia na górę, aby spojrzeć na panoramę okolic. Dwadzieścia kilka osób obok siebie, prawie się dotykając, każda bez maseczki. Ale to nic. W telewizji pokazują nieprzebrane tłumy turystów w Zakopanem, Karpaczu i Sopocie oraz przeludnione nadmorskie plaże, przypominające z perspektywy ptaka wielkie mrowiska.
W tej sytuacji trochę mnie rozbawia instruktaż używania maseczek podany przez jedną ze stacji telewizyjnych. Poważny ekspert tłumaczy, że jeśli ochrona ust i nosa ma być skuteczna, przed wyjściem z domu powinniśmy zaopatrzyć się w kilka maseczek i dużą kopertę. Po opuszczeniu każdego sklepu, urzędu itp., które odwiedzamy po drodze, po wyjściu z tramwaju czy autobusu należy zakrycie uznać już za zużyte, ostrożnie je zdjąć z twarzy i zapakować do koperty. Przed wejściem w inne miejsce trzeba sięgnąć po nową maseczkę – i tak przez cały dzień. Do domu wracamy z pękatą kopertą…
Ciekawe, jaki odsetek Polaków stosuje się do tych zaleceń, skoro dla wielu zabranie ze sobą jednej maseczki, na cały dzień, stanowi duży problem. Młody chłopak mówi w telewizji, że ten cały koronawirus to ściema. Ktoś słusznie zauważył, że wojna trwa teraz na dwóch frontach: to walka z wirusem i walka z ludzką głupotą. Podobno łatwiejszy do pokonania będzie wirus.

Dzień siedemdziesiąty drugi: bronię ministra!
Krynica nie jest zatłoczona. Widać skutki pandemii – mniej kuracjuszy i turystów. Sprzedawczyni ze stoiska z pamiątkami narzeka: – Chyba nawet nie ma połowy tego, co rok temu. A ci, którzy są, kupują z dużo większym namysłem. Mówią, że boją się drugiej fali epidemii jesienią, że nie wiadomo, co będzie z ich pracą i zarobkami.
„Druga fala” rzeczywiście wielu spędza sen z powiek. Stan niepewności pogłębia się z każdym tygodniem. Niektórzy twierdzą, że najgorsze dopiero przed nami. Bardzo prawdopodobne, że koronawirus do wielu miejscowości, dotychczas wolnych od zarazy, dotrze z wakacji i utworzą się nowe ogniska zakażeń. Na ogół panuje przekonanie, że drugi lockdown, zamknięcie świata na cztery spusty i trzymanie ludzi w domach, jest już niewykonalny. Tego może nie wytrzymać żadne państwo, żadna gospodarka. Ofiar – w różnym znaczeniu tego słowa – mogłoby być wtedy jeszcze więcej niż w efekcie pandemii.
Ale choćby częściowy lockdown w szkolnictwie jest całkiem możliwy. Samorządowcy i rodzice uczniów coraz gwałtowniej domagają się od ministerstwa odpowiedzi na pytanie, jak będzie wyglądała nauka we wrześniu, jakie resort ma w tym względzie plany. Ministerstwo na razie zwleka z jednoznaczną odpowiedzią, przez co jest krytykowane. Będę jednak obrońcą ministerstwa. Sytuacja jest dynamiczna, często się zmienia i nikt nie wie, co się wydarzy za tydzień lub dwa. Dlatego z decyzją trzeba jeszcze zaczekać, przynajmniej kilkanaście dni. Jeśli rzeczywiście część ludzi powróci z wakacji z koronawirusem i skala zakażeń przybierze niepokojące rozmiary, trudno będzie wpuścić uczniów do szkół, choć są już takie wstępne przymiarki. Co z tego, że na lekcjach będą siedzieć dwa metry od siebie, skoro na przerwach staną w jednej zwartej grupie? To jak z weselami. Co z tego, że siedząc za stołami obowiązkowo trzeba zachować wymaganą odległość, jeśli nikt nie zakazuje tańczyć?
Wprawdzie, jak pokazują badania, większość rodziców oczekuje normalnej nauki w szkołach, nie pozostawiając suchej nitki na zdalnym nauczaniu, ale kwestia na dzisiaj wcale nie wydaje się oczywista. Ministerstwo jest w trudnej sytuacji; zdaje sobie sprawę z tego, że bez względu na to, jaką ostatecznie podejmie decyzję, każda może być zła.

Dzień siedemdziesiąty trzeci: wstęp wzbroniony
Służby informacyjne rządu podały, że klienci bez zakrytych ust i nosa nie będą mieli wstępu do sklepów. To istotna decyzja, ale czy nie spóźniona?
Minister edukacji narodowej zadecydował, że 1 września nauczyciele spotkają się z uczniami w szkołach. Co będzie dalej – zależeć będzie od rozwoju wydarzeń, także o zasięgu lokalnym. MEN ciągle pracuje nad przepisami, które mają zagwarantować bezpieczeństwo uczniów po powrocie do szkół.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o