Koronawirus, czyli kronika strachu (II)

0
238
Koronavirus_tarnow
Ulica Wałowa w Tarnowie w czasach epidemii wyludniona jeszcze bardziej niż zwykle | fot. Paweł Topolski
REKLAMA

Dzień dziewiąty: samotni kierowcy
Jeśli ktoś jeszcze się waha, czy w razie konieczności skorzystać z autobusu miejskiego lub taksówki, to może śmiało jechać autobusem. Wciąż obserwuję pojazdy MPK, które kończą kursy na ważnej pętli na Osiedlu Jasna. Obojętnie, czy to niedziela, czy poniedziałek, wysiada z nich jeden człowiek albo nikt. Do czasów sprzed pandemii z autobusów wylewał się potok ludzi.

REKLAMA

Taksówka czy autobus? To jedna tych z dyskusji, która przetoczyła się przez media. Ekspert, dr Michał Sutkowski, wyjaśniał: „Nie ma aktualnie danych, które by mówiły, że podróż tramwajem czy autobusem byłaby większym zagrożeniem pod kątem zarażenia się koronawirusem niż jazda taksówką. Żeby w ogóle móc sensownie rozmawiać o tym, które miejsce jest bezpieczniejsze, trzeba wyjaśnić, jak dochodzi do zarażenia. Według obecnej wiedzy na temat koronawirusa duże ryzyko zarażenia występuje dopiero po 15 minutach przebywania w bliskim otoczeniu z osobą zainfekowaną, która na dodatek rozsiewa wirusa drogą kropelkową”.
Autobusy w Tarnowie od kilku dni kursują według sobotnich rozkładów jazdy, ale i tak wystarczyłoby ich mniej.

Dzień dziesiąty: to prawie wojna
Mojej mamie, która w tym roku skończy 86 lat, obecna sytuacja trochę kojarzy się z wojną. Myślę, że można doszukać się pewnych analogii, zwłaszcza w warstwie psychologicznej. Kiedy wybuchła II wojna światowa, mama jako kilkuletnie dziecko nie zdawała sobie w pełni sprawy z powagi sytuacji, ale do dzisiaj zapamiętała ten wyczuwalny w jej rodzinnym domu stan napięcia, wyczekiwania, lęku, obawy o przyszłość.
Mama świetnie pamięta wielką epidemię grypy w Polsce, która nastała w 1969 roku i gościła jeszcze w ciągu kolejnych dwóch lat. Od razu sprawdzam w internecie. To była grypa Hongkong, też przywleczona z Chin! W okresie trzech sezonów w naszym kraju zachorowało na nią 6 mln osób, wskutek powikłań zmarło 25 tys. ludzi, czyli cztery miasteczka wielkości Tuchowa.
Może właśnie dlatego jeszcze 25 lutego tego roku, gdy koronawirus rozkładał na łopatki już Włochy, Główny Inspektor Sanitarny, Jarosław Pinkas, przekonywał Polaków, że należy bardziej się bać grypy niż koronawirusa?…

Dzień jedenasty: „kwarantanna” na Wałowej
Ktoś w moim bloku urządził sobie domówkę, po dawnemu prywatkę. Słychać muzykę i męsko‑damskie głosy. Jest wesoło. To musi być całkiem beztroskie towarzystwo. Widocznie nie wierzy w koronawirusa. Podobnie jak grupki nastolatków, które przemieszczają się przez osiedle. W jednej z nich naliczyłem osiem osób – dziewczyn i chłopaków.
Czytam, że w ostatnich dniach internauci ściągają tak wielką liczbę filmów, że jest obawa, czy nie rozsadzi to sieci! Koleżanka twierdzi, że gdyby nie komputery, smartfony i internet, to trudniej byłoby zatrzymać ludzi w domach. Kto wie.
W sieci krąży filmik ze zdalnie sterowanej lekcji w jakiejś miejscowości. Ktoś nagrał nauczycielkę, która kulturalnie ochrzania ósmoklasistów, że nic im się nie chce, że bojkotują zajęcia. Publika w internecie oczywiście atakuje nauczycielkę, wyśmiewa ją, gorszy się, że do uczniów przemawia podniesionym głosem. Ja ją rozumiem. Słusznie ochrzania swoich uczniów, którym wydaje się, że są na wakacjach i ktoś niepotrzebnie zawraca im głowę. Tym bardziej, że to ósma klasa, którą czeka egzamin. Wcześniej lub później.
W mediach ukazuje się wiele zdjęć z opustoszałych dużych miast. Prawie nikogo nie widać na Rynku Głównym w Krakowie bądź na placu Zamkowym w Warszawie. Pewien internauta, zapewne miejscowy, drwi, że ulica Wałowa w Tarnowie w godzinach popołudniowych od kilku lat wygląda jak w czasach kwarantanny. Pokazuje zdjęcie tej ulicy, całkowicie pustej, zrobione zimą, na dwa miesiące przed alarmem.

Dzień dwunasty: będzie więcej dzieci
W niedzielę wokół kościoła, który dobrze widzę z okna mieszkania, pustki. Za to z różnych stron słyszę w domu głośno nastawione telewizory, w których można oglądać transmitowane nabożeństwa. Na transmisję zdecydowało się kilka stacji, nawet te uważane za „lewackie”.
Dwa dni wcześniej obserwowałem pogrzeb. Przed kościołem zebrała się garsteczka żałobników. Chyba tylko najbliższa rodzina, reszta nie zjawiła się z oczywistych powodów. Dziś nawet umrzeć jest dużo smutniej.
W ciągu zaledwie dwóch dni temperatura na zewnątrz obniżyła się o 20 stopni! Na samym początku wiosny przyszła zima, pojawił się nawet niewidziany wcześniej śnieg. W nocy po kilka stopni mrozu. Medycyna ludowa często twierdzi, że w niskich temperaturach giną wirusy, ale chyba nie jest tak do końca. Podobno koronawirus lubi wilgoć, ale czy nie lubi mrozu? Ponoć nie lubi ciepła.
Niektóre nadleśnictwa w kraju wprowadziły zakaz wstępu do lasu z uwagi na dużą liczbę spacerowiczów. Lasy Wierzchosławickie są ciągle dostępne. Nie sądzę, żeby tam czaiło się zagrożenie. W poprzednią niedzielę na parkingu przed lasem było wprawdzie około trzydziestu samochodów, ale ludzie rozpierzchli się na wszystkie strony, po całym kompleksie. W Lasach Wierzchosławickich sporo jest ciągnących się kilometrami duktów, mało dostępnych miejsc, których koronawirus nie zna.
Spacerować czy nie spacerować? To kolejny przykład niekończących się dyskusji i sporów. Przeważa pogląd, że można odbywać spacery, byle z dala od skupisk ludzi. W skrajnych przypadkach może jednak dojść do zarażenia, gdy zakażony wirusem przypadkowo napotkany przechodzień kichnie lub zakaszle w bliskiej od nas odległości. Jeśli więc kogoś w życiu prześladuje pech, niech lepiej siedzi w domu.
Z tym siedzeniem jest jednak problem. W telewizji co rusz słyszę porady psychologów, jak powinni zachowywać się ludzie, by wytrzymać ze sobą w domu tak długi czas. Co zrobić, żeby nie stracić nerwów i nie skoczyć sobie do gardła. Jedna z ważniejszych rad brzmi: od czasu do czasu starać się zapewnić sobie maksymalnie dużo przestrzeni, przebywać jak najdalej od domowników, najlepiej w oddzielnym pokoju. Mimo to mój kolega przewiduje, że po czasie kwarantanny będziemy mieli w Polsce więcej dzieci.

Dzień trzynasty: wygrywamy z Niemcami!
Dzięki nadludzkim staraniom pod pewnym względem wyprzedziliśmy potężne gospodarczo Niemcy. U nich ciągły niedostatek papieru toaletowego. Handel wprowadził zasadę, że jedną rolkę można kupić po normalnej cenie, kolejne po znacznie wyższej. A więc reglamentacja! W moich sklepikach osiedlowych po chwilowych brakach papieru jest już pod dostatkiem. Może trzeba pomóc Niemcom?

Dzień czternasty: Nowe rządowe obostrzenia.
Nasz premier mówi: nie wychodzić z domu bez uzasadnionej przyczyny. Premier Wielkiej Brytanii dopuszcza jedno wyjście dziennie w celu utrzymania kondycji fizycznej i pewnie psychicznej. Łukasz Szumowski, minister zdrowia, też dostrzega taką potrzebę.

Dzień piętnasty: epidemia nerwicy
Oferta na czasie. Za pośrednictwem sieci dociera do mnie reklama pewnej placówki, która zadaje fundamentalne pytania: „Obawiasz się stanów lękowych? Masz dość niezrozumienia innych, którzy problemy z depresją czy nerwicą kwitują zwrotami: >> weź się w garść>>, >>ogarnij się>>? Zobacz, jak walczyć z depresją i nerwicą”…
Myślę, że w niedługim czasie taka pomoc będzie potrzebna wielu ludziom. Dziś część z nich przesiaduje w domach i martwi się, czy zachoruje, albo czy właśnie traci lub już straciła pracę. Niektórzy mają na głowie te dwa zmartwienia naraz. Wiele wskazuje na to, że czarne scenariusze ziszczą się w przypadku wielu ludzi. Koronawirus w radykalny sposób odmieni ich losy, zaprzepaści niektóre życiowe plany. Nie wszyscy będą w stanie to znieść.
Sąsiadka koleżanki, 82 lata, popadła w stany lękowe. Prześladuje ją obsesyjna myśl, że koronawirus na pewno ją dopadnie i na pewno umrze. Możliwe, że jej zaaplikują coś na uspokojenie.

W szpitalu we Wrocławiu jeden z pacjentów wyskoczył z okna pierwszego piętra. Było podejrzenie, że jest zakażony koronawirusem, on bardzo się tego obawiał. Chcący popełnić samobójstwo mężczyzna przeżył upadek, ale znajduje się w bardzo ciężkim stanie. Już wiadomo, że nie miał koronawirusa.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o